niedziela, 20 maja 2018

Niech Bóg otworzy... oczy

 
Już raz wspominałam na tym blogu o książce "Opowieść Podręcznej" autorstwa Margaret Antwood w naszych letnich poleceniach 2017. Dziś jednak, chciałabym się jej bliżej przyjrzeć. Będzie to bardziej porównanie i trochę analiza filmu z roku 1990 a także pierwszego sezonu z 2017, które były tworzone na podstawie tej książki. Postaram się również przybliżyć Wam to czym inspirowała się autorka, a także przedstawie kilka elementów które zostały zawarte w książce a miały swoje odwzorowanie w historii.
 "Opowiadając ci tę historię, wymuszam twoje istnienie. Mówię, więc jesteś."

O Fabule
Akcja rozgrywa się w Republice Gilead, dawnym Cambridge w Massachusetts. W pozostałej części kraju trwa wojna gdzie władzę próbuje przejąć religijny reżim Republiki. W nowym porządku kobiety straciły jakiekolwiek prawa. Nie mogą nic posiadać, nie mogą czytać, pracować... ani kochać. Te płodne są gwałcone podczas "ceremonii" w imię Boga dla narodu, by rodzić dzieci, które trafiają w ręce wysoko postawionych rodzin. Są trzymane pod kluczem, mogą tylko wychodzić za pozwoleniem. Nie mogą nawet patrzeć w oczy... A to wszystko dla ich "dobra".

Główna bohaterka nazywa się Freda, ale to nie jej imię. Jest Podręczną, czyli kobietą pobłogosławioną przez Boga, bycia płodną. Choć stara się trzymać zasad nowego życia, pamięta jeszcze swoją dawną pracę, ukochanego i córeczkę.

O książce
Za pierwszym razem gdy czytałam tą książkę na wyjeździe,
musiałam zrobić sobie przerwę... świat wykreowany przez Atwood i tłumiony ból bohaterki, tak mocno mnie przytłoczył, że musiałam powiedzieć sobie STOP. Trochę to trwało, ale wróciłam do niej, ponieważ wiedziałam że warto. I nie pomyliłam się. Książka jest przerażająca przez ten antyutopijny świat, który niestety nie wydaje się odległy (zwłaszcza jak spojrzymy w przeszłość o czym wspomnę). Najbardziej bolesne i ciężkie w tej książce jest atmosfera a także myśli w głowie bohaterki. Straszna gula mi rosła w gardle gdy je czytałam mając świadomość, że nie może ich powiedzieć na głos. Czułam się bezsilna. Gdy przeczytałam ją do końca opuściło mnie przerażenie tym światem a zaraz złapały myśli. Wiele myśli.
Widzimy jak nie wiele trzeba by ideologia ustanowiła swój nowy porządek, na który początkowo większość kiwnie zgodnie głową a reszta nawet nie będzie wiedziała o co chodzi. Wystarczy tylko powiedzieć co było złe i że teraz będzie lepiej. Bez wyjaśnienia, bo i tak nie chcemy dziś słuchać. Często działamy jak w owczym pędzie, bo ktoś tak mówi. W jaki sposób bierność, może przyczynić się do tego, a także bezmyślne wojowanie "bo tak". Brzmi strasznie prawda? Spokojnie, przecież to tylko książka...

Moja opinia
Po tej lekturze wiem, że każdy (nie tylko kobieta) powinien ją przeczytać. "Opowieść Podręcznej" chwyta i dusi do samego końca, pozwala tylko na krótki oddech. Ta książka zmusza do przemyśleń, nie można jej przeczytać tak po prostu. Choćbyśmy chcieli momentami. Nie da się. I dobrze.



Jak pewnie wiecie, książka wywołała furorę. Jest to kontrowersyjna pozycja co tylko podbiło jej popularność i dzięki temu doczekała się dwóch ekranizacji - filmu a także serialu. Obejrzałam obie i mam dość mieszane uczucia.

Film... nie ma sensu
Produkcja z 1990 roku w reżyserii Volkera Schlondorffa. W obsadzie pojawili się m.in: Robert Duvall ("Pod czułą kontrolą", "Ojciec Chrzestny II"), Elizabeth McGovern ("Downton Abbey", "Dawno temu w Ameryce"),  Faye Dunaway ("Bonnie i Clyde", "Chinatown"), Natasha Richardson ("Pokojówka na Manhattanie") a także Aidan Quinn ("Wichry namiętności", "Totalna Magia"). 

Mimo tak bogatej obsady, mogliście nie słyszeć, że taki film powstał. Sama byłam zaskoczona jego istnieniem. Obejrzałam go po przeczytaniu książki, ale zanim zabrałam się za serial. I choć nie lubię tego robić, to przyznam że ten film, w moim odczuciu nie musiał powstać. A nawet nie powinien. 

Dlaczego ten film mi się tak bardzo nie podobał? 
Jeśli ta produkcja była ekranizacją albo nawet gdyby tylko się nią inspirowali to sens powinien zostać zachowany, a tu z antyutopii i dramatu społecznego mamy... melodramat niczym z książek Danielle Steel. I tu nie chodzi że książki pani Steel są złe, tylko skoro to jest antyutopia to powinna być tak również nakręcona. Książka została potraktowana bardzo powierzchownie. Wierzcie mi że nie czepiam się tu np. że kilka z faktów by zostało pominiętych bo to normalne przy ekranizacjach różnych dzieł, ale tu się stało coś strasznego. To tak jakby ktoś z "Jądra Ciemności" Josepha Conrada zrobił romans. 
To nie mój jedyny zarzut. Opuszczano często sceny które nadawały sens pewnym zachowaniom, a pozostawiono te które właściwie nic nie wnosiły a czasem dorabiano sobie do nich prostszą fabułę, przez co zamiast dramatu wychodził film obyczajowy. (UWAGA SPOILER!) W scenie gdy Freda patrzy się na Nicka a on przekazuje jej wiadomość że ma się spotkać z Komendantem, tylko na siebie patrzą. To już świadczy o ich relacji, bo samo patrzenie w oczy jest już zakazane bo nakłania i kusi do grzesznych myśli a nawet czynów, ale nic poza tym. Ta scena choć mała podkreśla to jakie przerażenie tam panuje i jak nawet takie złamanie zasad powoduje bicie serca. A w filmie rzucają się sobie w ramiona w środku domu i zaczynają sie całować. To już psuje cały klimat "zakazanego". Poza tym mimo wszystko bardzo krótko się znają jak na taką relacje. (KONIEC). Film całkowicie wyrzucił to co buduję Atwood. I choć aktorstwo Roberta Duvalla, Faye Dunaway i Elizabeth McGovern jest na prawdę dobre, to tu nie mieli zbyt dużej okazji by to przedstawić. Błache rozmówki zastąpiły momenty, które mogły dać nam popis ich grze. Choć przyznam że niestety nic raczej już by nie uratowało scenariusza tego filmu. Poza dziurami fabularnymi są też błędy w chronologii, przez co widz może gubić się bądź nie rozumieć działań bohaterów. Niestety największą skazą tego filmu, której nie mogę wybaczyć jest to jak bardzo spłycono tą historię i zniszczono jej przekaz, który za sobą niesie. Mam wrażenie że olano sobie książkę, zabrano tytuł, dobrano oscarowych aktorów i napisano scenariusz do telenoweli. Na prawdę, przeczytajcie książkę. A o tym filmie zapomnijcie, bo nie warto. 

Serial
W roku 2017 miał premierę serial, którego premiera na nowo ożywiła zapomnianą już książkę Margaret Atwood. Za jego realizacje wzięło się MGM i stacja Hulu. W Polsce można ją obejrzeć na Showmaxie. Będę opisywać moje wrażenia dotyczące tylko 1 sezonu. 

Jest to seria opisywana jako luźna adaptacja książki, a przyznam że ma zdecydowanie więcej z książki (jak nie całość) niż film. Zdecydowanie bardziej mi się podoba choćby na to że przekaz niesie za sobą ten sam, a nawet momentami dosadniejszy. Zauważyłam większą wulgarność w serialu niż w książce i sądze że nie jest ona konieczna, ale nie jestem pewna czy po prostu książka została delikatniej przetłumaczona, więc nie czepiam się. Świetny jest montaż, ścieżka dźwiękowa (zwłaszcza w pierwszych 5 odcinkach) a także kolorystyka całego serialu. Wszystko w nim jest chłodne i wypłowiałe, ma naleciałości szarości, podbija to wojenną atmosferę i tą przerażającą codzienność naszej bohaterki. Kolejnym bardzo ważnym plusem jest rozbudowanie wątków postaci drugoplanowych, w taki sposób by nie
przyćmić historii Fredy ani nie zniszczyć tego co zbudowała w książce Atwood. Tak na prawdę wszystko co było w książce zostaje pociągnięte i rozwinięte dalej, ale nie zmienione. Zachwyca
zdecydowanie odtwórczyni głównej roli, czyli Elisabeth Moss. Przy częstych zbliżeniach jakie są, można dostrzec w samej mimice aktorki wszystkie emocje od strachu i bezsilności do chęci buntu. Jest to na prawdę wierna adaptacja książki, jedynie Freda jest bardziej momentami zbuntowana niż w książce, jednak to nie jest aż tak mocno radykalna zmiana. Zdecydowanie lżej się ogląda niż czyta, jednak to nie znaczy że serial jest słabszy. O nie. Przy niektórych scenach miałam szkiełka w oczach i zmiałam ochotę krzyknąć albo rzucić kurw... (choćby podczas pierwszej ceremonii Fredy). Gorąco polecam! Warto obejrzeć.

Kończąc mój artykuł chciałabym się z Wami podzielić kilkoma historycznymi ciekawostkami, które w mniejszym lub większym stopniu były inspiracją dla tej książki.

  • Purytanie z kolonii w Massachusetts - Margaret Atwood studiowała na Harvardzie m.in. Purytanizm. Był to silnie restrykcyjny ruch religijny, który opierał się na ścisłym kodeksie moralnym. Nosili się skromnie, surowo karali tych którzy sprzeciwili się powszechnym zasadą a także sprawowali kontrolę nad każdym aspektem życia swych wiernych.
  • Azyl sióstr Magdalenek - To co się działo w tych ośrodkach z kobietami i ich dziećmi, przechodzi ludzkie pojęcie. Siostry Magdalenki miały przyjmować i pomagać tak zwanym "upadłym" kobietą. Z czasem kazały im pracować a ich dzieci zabierały im w ramach pokuty by potem oddać do adopcji, ale to nie koniec. Selekcjonowały dzieci na te które nadadzą się dla przyszłych rodziców i te niezdatne, które umierały z głodu a zwłoki ukrywały.
  • W latach 60 w Rumunii za prezydentury Nicolae Ceausescu zostały nałożone nowe prawa, które miały przyczynić się do zwiększenia liczebności dzieci. Zakazano aborcji, rodzina musiała liczyć co najmniej 5 dzieci inaczej nakładano wysokie podatki (to samo było z bezdzietnymi parami). Kobiety co miesiąc musiały się stawiać na badania kontrolne. Dzięki tym zasadą faktycznie udało się podwyższyć poziom narodzin w Rumunii, jednak miało to też swoje konsekwencje. Przez nielegalne aborcje zmarło ok 9000 kobiet a do domów opieki aż 100 000 dzieci
 
To tylko kilka z nich, ale ten post jest i tak za długi. Jeśli spodoba się Wam ten temat, mogę kiedy napisać osobny artykuł i poszukać więcej fragmentów z książki, które mają swoje odzwierciedlenie w historii. Piszcie.
Pozdrawiam.
Kavka

wtorek, 15 maja 2018

"Po niemal 5 latach ciszy..." czyli coś na co długo czekaliśmy!


Po niemal 5 latach ciszy na scenę powraca grupa, której nie trzeba nikomu przedstawiać – Arctic Monkeys. Przedstawiam Tranquility Base Hotel & Casino!




Od premiery płyty z 2006 Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not z sukcesem budowali swoją markę na rynku muzycznym, ale to krążek AM dał grupie pierwsze miejsca na listach przebojów na świecie. Myślę, że właśnie dlatego najnowszy krążek Tranquility Base Hotel & Casino był tak wyczekiwany. Muzycy ogłosili jego nadejście w kwietniu tego roku, co spowodowało ogromne zainteresowanie fanów. Premierze albumu nie towarzyszyła premiera singla, a to dlatego, że nie mamy tutaj żadnego typowego hitu. Ze swojej perspektywy mogę dodać, że zadziałało to na korzyść zespołu, bo wywołało jeszcze większą ciekawość.
Reto-psychodelizm. Tak określiłabym kierunek w jakim krążek jest osadzony. Brzmienie zespołu tutaj wydaje się nawiązywać do muzyki amerykańskich lat 60, puszczanej gdzieś barach i hotelach. Moim skojarzeniem były właśnie stare seriale, których akcja działa się pod koniec ubiegłego wieku w Ameryce Południowej. 



"Myślę, że wszystko zaczęło się wraz z ideą science fiction i tym jak często w tym gatunku tworzone są rzeczywistości i światy; idea podróży w czasie i przestrzeni według mnie jest użyta często, by rozważyć nieco świat, w którym obecnie żyjemy. Myślę, że początkowo byłem właśnie zainteresowany tą ideą i to poniekąd porusza piosenka Science Fiction. Później skończyłem na swego rodzaju tworzeniu własnej rzeczywistości i świata, i jak już raz otworzyłem magiczne pudło tematycznie związane z science fiction, nie było odwrotu. Na płycie średnio co dwadzieścia sekund jest nawiązanie do rakiety czy czegoś w tym stylu. Cóż, jestem tylko człowiekiem."
Alex Turner o Tranquility Base Hotel & Casino

Warto było czekać 5 lat na nową płytę Arctic Monkeys? Moim zdaniem zdecydowanie, choć nie można ominąć tu retro-prychodelicznych brzmień może nieco zaciągających indie rockiem. Nie miej jednak sądzę, że najbardziej odmienną płytą zespołu było AM. Dlaczego? Ponieważ słuchając Tranquility Base Hotel & Casino i przeplatając te muzykę z utworami ze starszych krążków, możemy usłyszeć pewne analogie. Natomiast u pozycji z 2013 roku mam wrażenie, nie da jej się przyporządkować do starszych numerów.

A jakie jest wasze zdanie na temat nowych Arctic Monkeys? Czekam na komentarze!
Brownie

piątek, 11 maja 2018

Moje ukochane książki na Wattpadzie z BTS

Hej kochani, dzisiaj chciałabym wam przedstawić moje ukochane książki na wattpadzie, związane z moim ub Jeonem z BTS. Generalnie K-popu słucham już z cztery lata, więc nie jest to szał nagłej popularności tym gatunkiem z mojej strony, nie chcę się tu teraz rozwodzić nad tym, może zostawię to na inny artykuł. Teraz nie przedłużając zapraszam was do listy:


1. "Iluzja miłości" autorstwa: asiek13117
"Co skrywa w sobie prywatna szkoła z internatem?
Ten budynek stwarza pozory i może się wydawać idealnym miejscem o którym śnią młodzi ludzie, ale te ściany skrywają wiele tajemnic. Uczniowie tworzą hierarchię, która potrafi zniszczyć najsłabszemu życie.
Hanna jest pewna, że trafiła do wymarzonej bajki, jednakże idealny obrazek, który malowała w swojej głowie od dłuższego czasu, zastępuje czarnym kolorem, kiedy przekonuje się, że w tym miejscu nic nie jest tak idealne, jak przedstawiają to ludzie poza murami tej szkoły. Uczniowie przechodzą przez piekło i tylko ona jest bezpieczna. Chroniona przez zupełnie nieznajomego chłopaka, który uparcie wierzy w to, że ją zna. I rzeczywiście - nie kłamie. Zna Hannę mimo że ona widzi go po raz pierwszy na oczy.
Prawda która tkwi głęboko w jego sercu jest na tyle wstrząsająca, że wywraca nastolatce życie do góry nogami. I nie tylko jej, ponieważ jego sympatia okazuje się zwykłą iluzją..."

Gdy czytałam tę książkę, nie raz spotykałam się ze sprzecznością uczuć. Bohaterowie są tak dynamiczni, że zanim przyzwyczaisz się do jednej cechy, zaraz ukazuje drugą. W tej książce jest wiele zawirowań, wiele wątków. I co najważniejsze, ta książka naprawdę jest w całości logicznie napisana. Autorka od samego początku wie co pisze i widać, że wszystko ma rozplanowane. Generalnie bardzo wam polecam tę książkę, po jej skończeniu, poczułam wielki żal, że już się kończyła. 
 
 2. "Jak zaliczyć Koreańczyka, a nie zostać zaliczonym BTS" autorstwa: zajebistybanan.

Jest to książka typowo humorystyczna, jeżeli ktoś ma ochotę się pośmiać, poprawić sobie humor, to ta książka jest idealna dla ciebie. Książka opisuje przygody przyjaciółek, którym udaje się spotkać swoich idoli z BTS. Jesteś ciekawy jak zareagują? Jak potoczą się ich przyszłe losy z chłopakami? Czy coś wyjdzie z ich spotkania? Jeżeli tak, to tak książka jest idealna dla ciebie. Tylko pamiętaj, pisana jest z duuuużą dozą humoru :) 
 
 3. "Let's play a game" autorstwa: tina13126
 
Dziewczyna szukała pracy. Łatwej, coś co szybko mogłoby pomóc jej zarobić na nowy dom. Znajduje ją w domu sławnych idoli... Dom, z którego nie może się wydostać...W którym zdaży się wszystko co najgorsze... Idole? Koszmary... Przychodzące nie tylko w nocy...ale szczególnie wtedy kiedy tego chcą. Dla niej? Krzywda jakiej nie mogła sobie wyobrazić. Dla nich? Po prostu gra.

W końcu zaakceptowała?
W końcu się przyzwyczaiła?
W końcu chciała się zemścić?
W końcu coś poczuła.

,, Jiyon...Nie zakochałaś się, prawda?"
Jest to książka, która w 100% trafia w mój wypaczony gust. Jest tam fala uczuć, dziwna przeszłość bohaterów, która będzie odkrywana z czasem przez autorkę, dodatkowo charakter wykreowanych przez nią postaci jest idealnym odwzorowaniem tych w mojej głowie. Główna bohaterka ma tu nie lada problem, bo stroi na rozdrożu swoich uczuć, z jednej strony ma ich dość, lecz z drugiej....no właśnie co? Tego dowiecie się czytając tę książkę. 
 
 4. "Bad Boys BTS" autorstwa: tina13126 
Wyobraź sobie, że przepisujesz się do innej szkoły. Poznajesz dużo fajnych ludzi, cieszysz się, że się tu przepisałaś, ale do czasu... bo w końcu poznajesz tak zwany ,,postrach szkoły" czyli grupę Bad boyów, a konkretnie bandę o nazwie ,,BTS". Siedmiu chłopaków. Czyli siedem twoich najgorszych wrogów. Są dla ciebie na maksa wredni.
Właśnie tak się czuje nasza główna bohaterka Martyna i jej przyjaciółka Daria. 
To była moja pierwsza książka na wattpadzie w tej tematyce, która wpadła w moje ręce. Mam do niej niesamiwity sentyment, tym bardziej "Les's play a game" i "Bad Boys" zostały napisane przez tę samą autorkę i na podstawie tych dwóch książek możecie sprawdzić jak wielki postęp dziewczyna poczyniła. Książka pisana prostym językiem, przyjżysta, ma parę niedopowiedzeń, ale kto wie, może o to właśnie chodziło autorce? 5. "BTS Reakcje" autorstwa: Ziilel
"Chcesz wiedzieć jakie będą reakcje BTS na różne sytuacje z twoim udziałem? Jeśli tak, to zapraszam do przeczytania tej książki ^^" Otóż książka przedstawia nam różne sytuacje, nie raz niepowiązane ze sobą, i jest skonstruowana tak byśmy brali w niej udział. Muszę przyznać, że z początku nie byłam przekonana do tego rodzaju literatury, aczkolwiek stwierdziłam, że zaryzykuje i opłaciło się. Polecam ją wam i również, nie chcę wam zdradzać zdarzeń z książki, bo zepsuję na pewno zabawę ;) 
 
 To tyle kochani na dziś z mojej strony, mam nadzieję, że sięgniecie po którąś z tych książek. Dodatkowo jeżeli macie jakieś ciekawe książki z wattpada do polecenia, nie tylko z tej tematyki to polecajcie, poczytam chętnie. Dobrą literaturą nie pogardzę :D 
Trzymajcie się!                                                                                                                            Ev.

wtorek, 8 maja 2018

Fluffy i jego studia




Cóż aktualnie jestem studentem kierunku Informacja w środowisku cyfrowym…. (zanim zaczniecie nie to nie jest jakaś inna informatyka :D) na wydziale Filologicznym UŁ w katedrze informatologii i bibliologii.

Cóż mogę powiedzieć o kierunku moich studiów… na pewno wiele dobrego. Ogólnym założeniem tych studiów jest praca z mediami i badanie takowych mediów. Wstrzymajcie wodze nie siedzę i nie badam facebooka choć się zdarzało :P
Pierwszym krokiem w nauce jest poznanie dziejów mediów i tutaj coś dla fanów przedmiotów historycznych. Zaczyna się oczywiście od malowideł naskalnych i innych hieroglifów, ale prawdziwy hardcore rozkręca się kiedy na tapetę wchodzi książka. Myślicie, że o książkach wiecie wszystko? Wykładowcy udowodnią wam, że nie a do tego zrobią to w tak ciekawy sposób, że z wykładów na prawdę ciężko jest wyjść. Wytwarzanie, szczegółowa historia, rynek, marketing, metody gromadzenia i katalogowania… dużo tego, ale warto. Z drugiej strony zostaniecie zasypani wiedzą o nowych mediach czyli prasa, radio i internet. W tej materii też liźniecie szerokiego zasobu wiedzy. Po raz kolejny trochę historii, ale najciekawsze jest jak dla mnie to jak te media funkcjonują, czyli wszelkie fake newsy, układanie odpowiednio następujących po sobie wiadomości, angażowanie odbiorcy w wiadomości. Nie zapominajmy o równie istotnej części tych studiów no bo jeżeli mamy już media i je badamy to jednak wypadałoby zająć się ich odbiorcą :D Dlatego w programie nauczania znajdziecie takie przedmioty jak współczesna literatura światowa, teoria historia kultury czy nauki o komunikowaniu. Jak dla mnie jednak największym plusem tego kierunku jest to, że za wyjątkiem dat których trzeba się nauczyć reszta rzeczy jest bardzo prosta do zapamiętania bo jest zgodna z logiką rozumowania prostego człowieka ;D

Jeżeli moja opinia i krótki opis pierwszego roku was zainteresował :P to już wam wyjaśniam jak zacząć takie studia. Po pierwsze wiadomo zdana matura :D większy nacisk położony jest na przedmioty humanistyczne więc warto przysiąść do tego wosu i polaka ;D Strasznego problemu żeby się dostać na studia nie ma, ale żeby się utrzymać to już inna bajka. Przygotujcie się na masę zaangażowania no i wypada mieć trochę charyzmy i pewności siebie gdyż część zajęć jest przygotowywana przez studentów w formie prezentacji gdzie trzeba jednak stanąć przed grupą albo całym rokiem i przez te 1h mówić co się tam w tym powerpoincie naklepało.
Fluffy roll out bo sesja się zbliża brace yourselves i powodzenia na maturach!


Fluffy

czwartek, 3 maja 2018

Malarstwo ASP Łódź

Witajcie kochani! W ramach serii dla maturzystów chcę się z Wami podzielić moją prywatnością! Tak jak Brownie studiuję malarstwo, jednak na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, więc nasze kierunki i wymagania różnią się ociupinkę ;) Zapraszam do czytania.

Żeby dostać się na ASP nie potrzeba zdawać nic poza podstawą na  maturze, bo tak na prawdę wszystko zależy od egzaminów wstępnych ( np. nikogo nie obchodziło, że zdałam rozszerzoną historię sztuki, bo i tak obowiązują mnie wykłady z tak zwanego haszu).

Egzaminy wstępne trwają trzy dni, jednak o kawalifikacji do nich decyduje “teczka”. Dwa lata temu było to po prostu 10 prac i chyba o dowolnych formatach, bo ludzie na prawdę przynosili cuda wianki. Dobrze jest pokazać formaty 100x70, martwe natury, studium postaci, ale bardzo mile widziane są również dowolne interpretacje. Taki wachlarz możliwości dobrze świadczy o początkującym artyście ;) Na teczce można było otrzymać maksymalnie 5 pkt.

Kolejne egzaminy to rysunek, malarstwo i kompozycja. Studium modela, martwa natura oraz dwuetapowy egzamin z kompozycji na płaszczyźnie w przestrzeni 2x 3 h z przerwą 2 godzinną. (najbardziej stresująca jest kompozycja, Sharky kretynka np, nie przeczytała maila i poszła na nią bez wszystkich wymaganych materiałów...o losie zdała ją najwyżej z wszystkich trzech egzaminów lol)

U nas na wszystkich egzaminach jest ktoś do pilnowania ( przeważnie asystent pracowni z innego kierunku) i jest dosyć sztywno niestety :/
Przedmiotów na malarstwie jest najmniej ( chyba tylko rzeźba ma mniej) ze wszystkich kierunków, a i tak trudno jest to ogarnąć. Pierwszy rok jest baaardzo intensywny, zajęcia zaczynają się od 8 i są to przedmioty zaliczające obowiązkowe z propedeutyki programów komputerowych oraz grafiki 3D, animacji etc. Ja miałam Photoshopa i Illustratora, co było super, bo na grafice projektowej i ekranowej używamy tych programów. 

Ej Sharky, bo ty tu o komputerach….a przecież malujesz na tych studiach co nie?
Przedmioty na pierwszym roku:
Historia sztuki, Aktualia sztuki - wykłady
Percepcja wizualna- zajęcia z psychoanalizy widzenia, wykłady + ćwiczenia
Malarstwo - 3 x w tygodniu po 4 godziny- do wyboru 6 pracowni o różnym profilu ( szczęściara jest w pracowni technik ilustracyjnych :D )
Rysunek - 2 x 4 godziny- do wyboru 11 pracowni o różnym profilu ( moja to pracownia 73- malarstwa klasycznego ( nie prawda! Nikt tam klasycznie nie maluje) )
Technologia malarstwa - zajęcia z technologii, zbijanie krosien, naciąganie płócien, różne grunty i techniki malarskie  generalnie “techniki wielkich malarzy”
Propedeutyka programów komputerowych - wykłady w małych grupach + ćwiczenia na komputerach
Kompozycja
Z katedry grafiki do wyboru: grafika ekranowa + podstawy grafiki projektowej <3 lub fotografia, a w kolejnych semestrach multimedia (obecnie malarstwo ma do wyboru tylko jedną z grafik)
Pierwszy rok zawsze organizuje tzw. “wkupne”, czyli wielką bibę dla starszych lat. Przeważnie impreza odbywa się w łódzkim Niebostanie lub Pop ‘n’ Arcie.Nie wiem nie byłam, ale organizowałam wkupne pracowni 73 i było naprawdę super! Wkupne nieźle integrują i pozwalają poznać profesorów i asystentów jako normalnych ludzi, a nie “półbogów”. 

Na drugim roku aktualia sztuki zostają zastąpione estetyką i dowolnie można dobierać sobie pracownie takie jak grafika warszatatowa, multimedia etc. Na trzecim roku dopiero mamy W-F -__- w głupich godzinach 7.30 albo 21.30. Niemądre to rozwiązanie ponieważ często rysunek trwa do 19.30 lub 20.30, a jesteśmy na zajęciach od 9 rano.
Klimat na Akademii jest super. Ciągle w małych i większych galeriach uczelni odbywają się wernisaże, performance i warsztaty.Studenci mogą z nich korzystać po uprzednim zapisaniu i zdobywać wiedzę oraz umiejętności w zakresie artystycznym. Co roku w wakacje odbywają się największe z takich warsztatów o nazwie PATA i cieszą się ogromną popularnością. 

Uczelnia wyjazdy na wymiany studenckie “Erasmus” do uczelni artystycznych, z którymi ma podpisane umowy, ale jeśli jest jakaś wyjątkowa uczelnia, do której chcemy pojechać na erasmusa wystarczy się z nią skontaktować i ogarnąć umowę.
Na drugim roku jako przedmiot obowiązkowy jest plener organizowany przez uczelnię. Odbywa się  we wrześniu i trwa dwa tygodnie, malarze jadą zwykle do Harendy, a graficy do Soczewki i w iście spartańskich warunkach malują i się integrują. Co jest fantastyczne śmiało można się wymieniać odnośnie miejsca i jedynie uzgodnić to z profesorem, z którym chcemy jechać. ;) Zero spiny!

Większość pracowni i profesorów docenia indywidualizm studentów. Zależy im abyśmy malowali w pracowniach, ale szanują nasze nowe pomysły i rozwiązania, dzięki czemu zwykłego modela lub martwą naturę można przeobrazić w niezwykły twór. ^^ Zawsze można porozmawiać z  profesorem lub asystentem o naszym artblocku, pomyśle na nowy obraz lub planie rozwoju na dany semestr. Jest to bardzo budujące.
Oh egzaminy! Kolokwia poza sesją mamy tylko z lektoratów, a niektóre nieuki z kompozycji. Choć jest to bardziej kartkówka niż coś poważnego. Prawdziwe egzaminy w sesji sprawiają, że Sharky śpi po półtorej godziny bo robi kompozycję.

Generalnie jeśli pracujesz systematycznie to super! Niewiele to pomaga. Wiem z autopsji. Pracujesz regularnie a i tak na egzamin jest dużo rzeczy do poprawy i nie śpisz tylko kombinujesz. Kolokwia mamy natomiast z wykładów i są dosyć stresujące. Dzięki Bogu mamy aż trzy terminy więc da się zdać ;)
Pierwszy rok zawsze organizuje tzw. “wkupne”, czyli wielką bibę dla starszych lat. Przeważnie impreza odbywa się w łódzkim Niebostanie lub Pop ‘n’ Arcie.Nie wiem nie byłam, ale organizowałam wkupne pracowni 73 i było naprawdę super! Wkupne nieźle integrują i pozwalają poznać profesorów i asystentów jako normalnych ludzi, a nie “półbogów”.
Nasza uczelnia często organizuje “Szkice przy piwie na luzie”. Zawsze gościł nas Niebostan, obecnie Pop’n’Art. Wygląda to tak, że przychodzimy ze szkicownikami, zrzucamy się po dyszce na modela, pijemy piwo, rozmawiamy i rysujemy do woli czym chcemy. ^^

Budynek jest ogromny z patiami i dziedzińcami gdzie można rozłożyć uczelniane leżaki, czasem organizuje się wernisaże na powietrzu, a wokół jest zielono.
Łódź cierpi na brak rzek, ale to właśnie przy naszej ASPie znajduje się zbiornik wodny nad którym można leżeć, malować, rysować i robić pikniki! Teren wokół uczelni przyciąga nie tylko studentów ASP.Niektórzy nawet jeżdżą tam na rowerach lub deskorolkach.

Polecam ASP w Łodzi niekoniecznie pod względem malarstwa (obecnie powstał nowy wydział- zamiast Grafika i Malarstwo, osobno funkcjonuje Malarstwo i osobno Grafika więc jest niezły bajzel), bo jest to świetne miejsce pełne niesamowitych i inspirujących ludzi, a na dodatek pozwala doświadczać coraz to nowych rzeczy.

SO COME TO THE DARK SIDE...WE GOT ART...AND WINE

Sharky

niedziela, 29 kwietnia 2018

Moje Kulturoznawstwo

Witajcie, dziś w ramach serii dla przyszłych studentów. Opowiem Wam parę słów o moim kierunku, czyli kulturoznawstwie i omówię kilka kwestii związanych z Akademikiem i moją uczelnią.


 
Kulturoznawstwo - czego się właściwie tam uczę?
Wbrew pozorom ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo jakby nie patrzeć... chyba wszystkiego. Nie no może nie wszystko, ale jest tego sporo. Między innymi ze względu na dużą ilość specjalizacji. Do moich aktualnych przedmiotów należą: teatr europejski epoki nowożytnej, analiza filmu, analiza przedstawienia teatralnego, reklama, język w mediach, edukacja medialna, wiedza o telewizji, historia kultury Europy, Modele literatury współczesnej, literatura dokumentu osobistego, dzieje obyczaju, projektowanie przestrzeni, kultura multimedialna czy estetyka popkultury. Wcześniej jeszcze miałam m.in.: dziejopisarstwo, historie filozofii, teorie kultury XX w., warsztaty dziennikarskie, zajęcia publicystyczne, historie sztuki, estetykę sztuki czy socjologie. Więc jak widzicie jest to wielki misz masz, ale dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie.

Dla kogo?
Jeśli interesujesz się historią, sztuką, teatrem, mediami, filmem, literaturą czy też kulturą w kontekście nie tylko innych ludzi, ale i nas samych. Najważniejsze jednak to to byś lubił czytać, bo dostajemy dużo takich materiałów ;)

Jakie przedmioty zdawać na maturze, by iść na kulturoznawstwo?
Oczywiście poza podstawowymi to mogą to być:
- j. polski (rozszerzony)
- j. angielski (rozszerzony)
- WOS (rozszerzony)


Jak wygląda u mnie sesja?
W naszym przypadku to faktycznie zapieprz, niestety. Dlaczego? Ponieważ w ciągu roku praktycznie nie mamy kolokwiów. Czasem ktoś zrobi, ale to jedno na cały semestr z 12 przedmiotów. Zawsze nam to zostawiają na koniec czyli ostatnie dni przed sesją albo już w sesji, to zależy. Za to w ciągu roku mamy od tego raczej luz.

Akademiki na Ligocie
Pochodzę z łódzkiego, więc najtańszą opcją był wybór akademika. Okolica jest na prawdę przyjemna, zwłaszcza latem - świetne miejsce na spacery i pikniki ;) Tylko uwaga wieczorem na dziki... serio mówię.
Są trzy akademiki. Najpierw mieszkałam w domu nr. 1 gdzie głównie są ścisłowcy... skąd ja się tam znalazłam? Nie mam pojęcia, ale ludzie tam byli genialni :D Teraz mieszkam w akademiku nr. 2 z chłopakiem w pokoju dwuosobowym (jeśli chodzi o mieszkanie z partnerem, to nie ma z tym żadnego problemu, należy tylko wejść do kierowniczki razem podczas przydzielania pokoju).
Dużej różnicy między nimi nie ma. W dwójce jest dodatkowo automat z batonikami i innymi słodyczami a na jedynce jest studio studenckiego radia "Egida". Jest jeszcze akademik numer 7, gdzie pokoje są typu studio, przez co są droższe. Mieszkają tam głównie studenci z zagranicy. Na domu nr. 7 jest automat z prezerwatywami... a jeśli nie no to na terenie akademika jest żłobek i przedszkole ;D mamy także bibliotekę, sklep, klub, knajpę, pętle autobusową, siłownie a nie daleko jest boisko, park i Biedronka. Więc full wypas, a atmosfera i wspomnienia z imprez bezcenne.


Wydział Filologiczny na Uniwersytecie Śląskim
Nasza uczelnia ma luźną atmosferę. Często są organizowane maratony filmowe, koła tematyczne, wolne wykłady itp. Dodatkowo jeśli zdarzy Wam się, że czegoś nie zdacie to wykładowcy są bardzo pomocni (przynajmniej Ci których poznałam osobiście :)). Nasz wydział jest też fajnie usytuowany, mamy pod nosem wiele knajp i kawiarni. Idealnie na poranną kawę. A jak wolicie piwo to na Mariackiej od 13.00 większość barów ma tańsze piwa dla studentów. Jeśli jakieś szybkie piwko w klimatycznym miejscu to jest też Hipnoza w obok budynku przy wydziale (dosłownie minuta) ;) Z tego co wiem to już niedługo przeniosą Nasz wydział na ul. Bankową, czyli tam gdzie większość wydziałów, ale to wciąż jakieś 5-10 minut od Jagiellońskiej i Mariackiej.

***

To tyle ode mnie. Jeśli spodoba Wam się taka seria, możemy opisać również inne sprawy, jak np. Nasze największe bolączki, czym jest USOS i dlaczego wszyscy go tak nienawidzą, zaliczenia, logowania na przedmioty itd. Dajcie znać :)

Kavka

sobota, 28 kwietnia 2018

Wywiad z Brownie

Na stronie Liceum Plastycznego im. Stanisława Wyspiańskiego (z Tomaszowa Mazowieckiego), możecie przeczytać kolejny wywiad z serii z absolwentami. Jeśli jesteście ciekawi czegoś o naszej autorce to zapraszamy do lektury. Link do artykułu - tutaj


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka