niedziela, 23 września 2018

Koń, zegarek, Rin Tin Tin i ucieczka przed Edisonem

Warner Brothers Pictures, jest dziś jedną z największych wytwórni na świecie. Wyprodukowali takie hity jak: "Królik Bugs", "Brudny Harry", "Harry Potter", "Drużyna Pierścienia", "Buntownik bez powodu", "Casablanca", "Sokół Maltański", "Obywatel Kane", "Batman", "Egzorcysta", "Lot nad kukułczym gniazdem", "Mechaniczna Pomarańcza", "Incepcja", a to dopiero czubek góry lodowej. W historii zapisał się do największej piątki Hollywood (wraz z MGM, Fox, RKO i Paramount). Na swoim koncie ma naprawdę znaczące przedsięwzięcia, które przyczyniły się do rewolucji w kinematografii, postaram się wymienić kilka z nich a także wspomnieć o paru dość znaczących wydarzeniach z ich historii, ale zacznijmy od początku.
Jak to się zaczęło? Ano od konia i zegarka :)

Początek
Wytwórnia została założona  przez czterech braci: Alberta, Sama, Harry'ego i Jacka Warnerów. Bracia tak na prawdę nazywali się: Aaron, Szmul i Hirsz Wonsal i byli polskimi imigrantami żydowskiego pochodzenia i urodzili się w Krosnosielcu na Mazowszu (Jack urodził się już w Kanadzie). Od dzieciaka ciągnęło ich do kina i tak zastawiając złoty zegarek ojca i konia imieniem Bob, kupili kinetoskop. Jeździli po małych miasteczkach by puszczać "Napad na ekspres" Edwina S. Portera. Urządzili nawet salkę kinową, do której krzesła wypożyczyli z zakładu pogrzebowego. Później z małej salki zrobili swoje pierwsze kino o nazwie "Klejnot". W 1918 roku bracia wyprodukowali swój pierwszy pełnometrażowy film, oparty na bestselerowej książce amerykańskiego ambasadora na dworze cesarza Wilhelma - "My Four Years in Germany" gdzie reżyserem był William Night.

Czworonożna gwiazda (20's)
Ich pierwszym wielkim sukcesem, była seria z psem o imieniu Rin Tin Tin, którego amerykanie pokochali. Był to owczarek niemiecki, który został znaleziony podczas przybycia Amerykanów do Francji do opuszczonego przez Niemców, miejscowości Fleury. Kapral Lee Duncan, zaopiekował się szczenięciem i zabrał je do Stanów, gdzie bardzo spodobał się producentom.Powstało aż 25 filmów z Rin Tin Tinem, i stał się prawdziwą gwiazdą w USA.

Vitaphone (20's - 30's)
4 kwietnia w 1923 roku oficjalnie powstało studio Warner Bros. Sam i Jack odpowiadali za produkcję, Harry wraz z Albertem zajmowali się dystrybucją filmów. W tym okresie Bracia zdecydowali się na ryzykowny, ale jakże opłacalny krok. Zakupili firmę zajmującą (Vitagraph), która wyposażyła ich w nowatorski na tamte czasy system dźwiękowy "VITAPHONE", dzięki czemu Warnerowie jako pierwsi w historii wprowadzili film dźwiękowy do kin - był to "Śpiewak Jazzbandu". 

* Pierwszy oficjalny film z dźwiękiem to "Don Juan" (również Warner Bros.), jednak "Śpiewak Jazzbandu", ma dialogi a także zsynchronizowany dźwięk z obrazem.

Jak na tamte czasy był to faktycznie ryzykowny krok, ponieważ nie dość że musili się zadłużyć by zakupić sprzęt, to dodatkowo, krytycy nie zbyt dobrze przyjęli filmy dźwiękowe. Uważano wtedy, że wprowadzenie dźwięku do filmu jest odebraniem mu jego artyzmu (jednym z przeciwników udźwiękowienia był np.: Charlie Chaplin). Mimo wszystko, choć nie podobał się krytykom, to publiczność zakochała się w dźwięku i już po "Don Juanie" z 1926 roku, Bracia zaczęli się wzbogacać. Niestety wraz z sukcesem, przyszło im zmierzyć się z rodzinną tragedią, ponieważ dzień przed premierą "Śpiewaka..." zmarł jeden z braci, Sam.
Edison i kłopoty (30's)
 Gdy zaczęły powstawać największe dziś wytwórnie filmowe: Paramount, MGM, Columbia czy właśnie Warner Bros, natrafiły na swej drodze pewien duży problem... Wszyscy zaczęli przenosić swoje wytwórnie ze wschodu na zachód Stanów. Dlaczego? Z prostego powodu. Za stworzenie i opatentowanie kinetoskopu, który ówcześnie służył każdej z tych firm do wyświetlania filmów, odpowiadał Edison. Wraz z rosnącą konkurencją Edison (sam posiadał wytwórnie) rozpoczął ostrą "wojnę patentową". Stworzył MPPC, które zobowiązywało do korzystania z patentu, jednak tylko obowiązywało to członków, czyli każda inna wytwórnia musiałaby zapłacić sporą sumę za korzystanie z owego patentu. Z tego powodu, twórcy by uniknąć kosztów wykupienia licencji, przenieśli się do Kalifornii, gdzie na stałe się rozgościli a Edison nie mógł ich tak kontrolować. Między innymi dlatego, wszystkim znane Hollywood, jest właśnie w LA a nie np. w Nowym Yorku.

Okres II Wojny Światowej (30's - 40's)
Wytwórnia Warner Brothers jako pierwsza, odmówiła współpracy z Niemcami przy projektach, nie zważając na koszty, po objęciu władzy przez Adolfa Hitlera ze względu na swój sprzeciw wobec ideologii antysemickiej. Już w 1933 roku Bracia chcieli zrealizować film opowiadający o obozie koncentracyjnym w Dachau, by zwrócić uwagę Amerykanów na niechętnie poruszany temat, szerzącego się nazizmu w Europie. Film niestety nie powstał, za sprawą obowiązującego w latach 30' konserwatywnego kodeksu Haysa, mówiący co można a czego nie wypada pokazywać na ekranie, przez co produkcja została wstrzymana. Mimo wszystko Bracia Warner nie zrezygnowali całkowicie z pomysłu o zwróceniu uwagi na problem i już w roku 1937 i 1939 powstały filmy "Życie Emila Zoli" i "Zeznanie szpiega", w których opowiedzieli o zagrożeniach idących za antysemicką ideologią.

Konflikty Braci (głównie 50' - 60')
Harry i Jack, różnili się nie tylko stosunkiem do życia i charakterem, ale także często nie mogli się dogadać w kwestiach dotyczących ich firmy. Jack jak wynika z opowieści, był zdecydowanym przeciwieństwem swojego brata. Podobno to on i jego słynny nonszalancki uśmiech są inspiracją do powstania jednej z ich gwiazd - Królika Bugsa. Harry, słynął ze szczodrości, to on (jeśli można to tak ująć), rozpoczął "modę" na akcje charytatywne i angażowanie się w tego typu przedsięwzięcia. W roku 1954 doszło do ostatecznego rozłamu... Jack namówił braci do sprzedaży udziałów firmie, która jak się okazało później była potajemnie założoną przez niego firmą, więc wykupił ich udziały i tym samym stał się najważniejszą osobą w firmie Warner Brothers. Albert i Harry, podobno nigdy mu tego nie wybaczyli. Warnerowie zniknęli z własnej wytwórni, a Jack odszedł z firmy w 1969r. Firma została ostatecznie przejęta przez obcych ludzi, jednak spore problemy rodzinne nie zaszkodziły produkcją w tym czasie powstałym  (np.: "Bonnie i Clyde", "Kto się boi Virginii Woolf").


Choć braci zabrakło, firma do dziś radzi sobie świetnie, jej największym konkurentem na rynku wciąż od lat pozostaje Disney. Może i o tej wytwórni pojawi się kiedyś artykuł ;) Jeszcze na pewno wrócę do tematu Warner Bros. , choćby w temacie bardziej współczesnym. A na razie to tyle :)

Kavka

wtorek, 11 września 2018

"Wiedźmin" od Netflixa - Ciri...




Co tam słychać w królestwach północy, które znajdują się już nie tyle w planach co w produkcji netflixa? Dzisiaj zajmiemy się kolejną garścią informacji dotyczących Łiczera i uwaga będą to informację przyjemne i dość kontrowersyjne.
Jeden! Czyli kto zagra główną rolę?
    To już wiemy i to jest części przyjemna. Henry Cavill został obsadzony w roli Geralta z Rivii. Dlaczego to taka przyjemna informacja? Bo Henry deklaruje się jako fan wiedźmina książkowego jak i growego. Sama scenarzystka powiedział, że ma on serce Geralta i jak nikt będzie potrafił zrozumieć tą postać. W jakich rolach mogliśmy zobaczyć Geralta? Jedna z najbardziej znanych to Superman tak jak w człowieku ze stali czy batman vs superman. Odegrał również rolę w Dynastii Tudorów. Niestety żadnego z powyższych nie widziałem, więc nie będę wypowiadał się na temat jego gry aktorskiej natomiast bardzo cieszy mnie, że rola przypadła fanowi, a nie randomowi z ulicy.

Dwa! Czyli kto zagra Ciri?
    Let’s da shitstorm begin! Jeden z użytkowników reddita znalazł ogłoszenie dotyczące roli Ciri. Szukać go lub przytaczać w pełni mi się nie chce, lecz trzeba zwrócić uwagę na to co jest w nim zawarte. Po pierwsze prace na planie mają ruszyć już w październiku, UHU! Drugie co musi przykuć naszą uwagę to skrót, który został zapisany przy wymaganiach odnośnie aktorki czyli BAME. Spokojnie nie guglajcie już wyjaśniam co ten skrót znaczy. Black, Asian, and minority ethnic czyli tłumacząc na polski białe europejskie aktorki mogą zapomnieć o roli Cirilli. Ta informacja wywołała poruszenie na wszystkich krańcach internetów. Sam rozpętałem lub podsycałem kilka gówno burz żeby zapoznać się ze zdaniem ludzi spokojnych i tych mniej poskramiajacych nerwy.


    Dlaczego tak się dzieje? Obraz postaci jaki został wykreowany w książce nie wskazuje wyraźnie na karnację Ciri tu się mogę zgodzić. Sapkowski jak sam twierdzi nie jest twórcą światów i trzyma się tylko tego, żeby wszystko miało w miarę jakiś sens. Gry od CDP Red natomiast przedstawiają obraz Ciri bardzo wyraźnie i jest to obraz bardzo dobry, który przypadł do gustu fanom książek jak i gier. Dlaczego z tego rezygnować? Tyle pozycji wyjściowych co i ludzi.
 

Jedni podciągają to pod wszechobecną poprawność polityczną, z której netflix ostatnimi czasy słynie. Słyszeliście o tym że w siedzibie neta nie można utrzymywać kontaktu wzrokowego dłużej niż 5 sekund bo jest to krępujące i może być odebrane jako napastowanie? Tak właśnie jest. Czyli w każdym tworze musi znaleźć przedstawiciel rasy innej niż biała, osoba innej orientacji niż hetero i innej wiary niż katolicka. Brain Destroy!
 

Ciri ma być inna niż biała booooooo… i tu zaczyna się zabawa prawdziwa czyli to co myślą ludzie. Chciałbym tylko na wstępie zaznaczyć, że cały internet jeeee..dzie netflixa za taką decyzję jedynie w zaściankowej Polsce można zobaczyć głosy broniące producentów. Jedni twierdzą, że wykreowania silnej żeńskiej postaci w popularnym serialu da dziewczynką z danego pochodzenia wzór do naśladowania. Tyle w tym sensu co naklejanie na instrukcji obsługi tostera na monitor. Nie jestem specjalistą w innych narodowościach, ale wiem że w każdym kraju jest jakaś osoba, z której małe dziewczynki mogą czerpać inspirację. Chiny? Mulan bo to był kozak a nie to co Ciri. Anglia? Królowe w szczególności Elżbieta II, która w czasie wojny II wojny światowej była takim kozakiem, że mała bania. Pierdzielona wstąpiła do wojska jako kierowca i mechanik, ale zaraz zaraz to nie jest lekcja historii. Każdy kraj ma swoją bohaterkę. No ale w popkulturze takich nie ma? Lara Croft, ale ona morduje wow tak samo jak Ciri i uwaga spoiler Ciri jest lesbijką ;P niezły wzór do naśladowania nie ma co.


 

Już już bo się trigeruje. Wzorce są i były tylko trzeba je odpowiednio dobrać dla dzieciaka, a nie szukać łatwego sposobu. Inny argument jest taki, że serial ma dotrzeć do amerykańskiej publiczności i tam się sprzedać. BULLSHIT! Ostatnio subskrypcje netflixa to w ponad 50% lokalizacje spoza US. Czyli serial ma się podobać światu, a nie tylko hamburgerykanom. Tutaj bardziej bym uważał na nie tylko fanów książki co fanów gier. Community graczy jest duże i potrafi narobić niezłego rabanu ;)
 

Rasizm.. czyli to o czym nie chciałbym pisać, ale muszę. Niestety w XXI wieku bardzo dużo ludzi wyciera sobie gęby tym zwrotem. Zazwyczaj robią to ludzie, których rasizm nie dotyczy w żaden sposób, ale na niego zwalają swoje niepowodzenia i problemy. Niestety w dzisiejszych czasach coraz ciężej jest być zwykłym białym człowiekiem. Wytyczne co do roli Ciri wyraźnie skreślają na starcie białe osoby. Nie jest to uwarunkowane tym, że twórcy mają jakąś wizję postaci tylko definitywna poprawność polityczna. Jeśli chcieliby żeby była Azjatką, to pozostawi by tylko notkę o Azjatkach. Tutaj ewidentnie oczekują “inności”. Jeśli ten argument do was nie przemawia to polecam zapoznać się betą Battlefielda V zwrot “white man” został ocenzurowany natomiast pisanie innego koloru z dopiskiem “man” zostaje przepuszczone bez problemu. Niestety zwalczanie rasizmu jako takiego zazwyczaj odbija się rasizmem na kimś innym.

Podsumowując jak dla mnie Ciri może być zielona w czerwone ciapki, może być żydówką z południowej Etiopii której matka jest Chinką a ojciec pochodzi z plemienia Nawaho. Jeśli postać Ciri zostanie oddana zgodnie z sagą i/lub grą to nie mam żadnych przeciwwskazań. Jesteśmy równymi ludźmi i nie ma równiejszych. Byli już tacy co myśleli inaczej i zapisali się dość wyraźnie na kartach historii. Jeśli chodzi o rolę Geralta to trzymam kciuki żeby Pan Cavill się sprawdził i żeby pokazał to serce białego wilka.

P.S.: kawerna donosi że Bagiński jednak nie wyreżyseruje żadnego odcinka Wiedźmina, ale o tym w kolejnej części.


Fluffy

środa, 5 września 2018

Stranger Things


(UWAGA! To jest artukuł, który zawieruszył się w odmętach internetu i powstał w 2016 roku! Oczywiście pod tą główną częścią będą moje refleksje i notatki z 2018 oraz recenzja na temat drugiego sezonu! )


Jesteście fanami klimatu serii Z Archiwum X?  Rajcują Was zjawiska nadprzyrodzone, lubicie filmy w stylu 80s, nie możecie spać po nocy przez teorie spiskowe?  A może namiętnie czytacie Stephena Kinga? Stranger Things to coś dla Was. Nowy amerykański serial braci  Matta i Rossa Dufferów stworzony został specjalnie dla platformy Netflix i tam możecie go obejrzeć.  Ma dopiero 8 odcinków, ale kolejna seria zapowiedziana jest na jesień 2016 roku. Jest to serial, który pochłania uwagę widza już od pierwszych minut.

Zawężając fabułę zaczniemy od początku.  Serial rozpoczyna się sceną podczas, której 4 chłopców gra w papierowego RPG(  dość popularne Dungeons & Dragons).  Są to Will, Mike, Dustin  i Lucas mieszkający w Hawkins w stanie Indiana. Chłopcy muszą szybko zakończyć trwającą od 10 godzin sesje ze względu na rodziców Mike'a. Przerwane zostaje im w decydującym momencie: kiedy "Dormogon"  atakuje. Will wcielając się w postać maga miał podjąć ważną decyzję: rzucić fire balla lub zaklęcie ochronne. Zagrywa nie zachowawczo fireball jednak aby mu się udało powstrzymać Dormogona musi wyrzucić 13 na kości.  Niestety ta spada na ziemię, wypada 7 i Will przyznaje Mikeowi, że "Dormogon go dorwał".  Podczas powrotu do domu rowerem chłopiec zostaje porwany. Fabuła rusza z kopyta, przyjaciele chłopca szukają go mimo zakazu rodziców, nocą  podczas poszukiwań spotykają tajemnicza dziewczynę o imieniu 11. W następnych odcinkach poznajemy niezwykłe zdolności nowej przyjaciółki chłopców oraz niebezpieczeństwo jakie sprowadziła do naszego wymiaru.
Znika kolejna osoba, Ci dążący do odkrycia prawdy zostają zlikwidowani.
Jest to oczywiście dopiero początek, ale seria zapowiada się świetnie. Budzi wiele emocji oraz bardzo dobrze buduje atmosferę tajemniczości, która towarzyszy nam przez cały czas. Czekam z niecierpliwością na drugi sezon, którego premiera przewidywana jest na jesień tego roku
Zachęcam wszystkich fanów  science-fiction i horroru na niesamowite spotkanie ze Stranger Things.

A teraz przejdźmy do właściwych refleksji z 2018 roku ;D ( Sharky ma tak słabą orientację w terenie, że zagubiła się na bardzo długo nawet w wodach internetu).
Więc oczywiście jestem już po obejrzeniu drugiego sezonu.
Jasnym jest, że tak rozwlekłam ten wstęp w owym czasie- rubryka RPG dopiero ruszała, a jako zapalony gracz chciałam się tym z Wami podzielić. ;)
Pierwszy sezon był moim zdaniem czymś nowym, zaskakującym, ze świetną fabułą, dużą liczbą ciekawych wątków dobrymi postaciami. Jak było w drugim? Oczywiście obejrzałam go zaraz po premierze całości i mimo różnych opinii na jego temat mam swoją. Podobno był słabszy w porównaniu do pierwszego, niektóre wątki zostawały porzucone, a spotkanie Nastki z Mikiem scenarzyści zostawili sobie na koniec i to było słabe. No właśnie, czy było? Absolutnie. Drugi sezon kontynuuje fabułę pierwszego i rozwija jego wątki. Jest tu mniej “świeżych” pomysłów, ale to chyba naturalne, decydując się na praktycznie kalkę fabuły z zeszłego sezonu ( wracamy do Upside Down w Hawkins i wielkiego zła nękającego Willa) nie ma co oczekiwać zawrotnych efektów. Tak, uważam, że główny wątek to małe pójście na łatwiznę, ale wynagradzają nam to wątki poboczne, świetne założenie, że Will oprócz kontaktu z Upside Down staje się szpiegiem oraz nowe kreacje postaci. Bo o ile dostajemy kilka nowych, bardzo RPGowych takich jak informatyk, haker Bob, misio tulisio, który daje czadu i wykorzystuje swoje możliwości w odpowiednim momencie plotu, czy jeżdżąca na deskorolce, Zoomerka Max aż po prawdziwdziwego badassa Billego- brata Max (ten ostatni jest naprawdę irytującym ogniwem, do czasu aż nie poznamy jego oraz Max sytuacji rodzinnej i motywacji).
Mnie osobiście urzekł wątek trudnej relacji i walki charakterów między Nastką a Szeryfem Hooperem. Jest to coś co niesamowicie się ogląda, relacja niemal rodzicielska- dorastająca, trudna nastolatka i opiekuńczy ojciec próbujący uchronić swoje dziecko od niebezpieczeństwa. Dużo tu kłótni, krzyku i nadużywania mocy nadnaturalnych. Po prostu wspaniałe emocjonujące show. Czuć tam niekiedy gęstą atmosferę, w której można zawiesić siekierę, a za chwilę  przełamanie i skruszenie wypełnione zapachem łagodności.  
Oczywiście gra aktorska pozostaje na bardzo wysokim poziomie, a klimat rysowanych scen wciąga wprost w mroczny świat i realia Hawkins.
Czy fabuła zwalnia w porównaniu do pierwszego sezonu? Absolutnie. To znaczy można odnieść takie wrażenie, ale wydaje mi się, że zwolnienie następuje, gdy dostajemy jakieś dodatkowe informacje na temat postaci lub pragnie ona iść swoją drogą. Jak w RPGach. Jest chwila na oddech. Na spróbowanie czegoś nowego. W przypadku NAstki jest to moment, gdy się buntuje (jak każdy nastolatek) i wbrew nakazom i prośbą jedzie odnaleźć swoją matkę. Tutaj mamy nie do końca przemawiający do mnie wątek i fakt istnienia tak jakby X-menów ;D Ale sama motywacja bohaterki i to jak rozwiązuje ten problem jest bardzo satysfakcjonująca. Jak mówię dla mnie. Bo rozumiem jak działa funkcjonowanie i rozwój psychiczny postaci w roleplayu, nie traktuję tego jak zaniechanie i porzucenie wątku.

Oczywiście polecam Wam Oba sezony. Doskonale się uzupełniają a drugi stanowi pewne odprężenie, rozluźnienie. Powstaną kolejne- co sugeruje nam utwór końcowy “To be continued”. Czekam na nie z niecierpliwością i ciekawością. Tylko tym razem oczekuję niekalkowanej fabuły ;)

Keep swimmin’ guys
~Sharks

piątek, 31 sierpnia 2018

Zalewski śpiewa Niemena w NFM




Kiedy myślę o wczorajszym koncercie, nasuwa mi się pytanie na temat polskich wokalistów.
    Do kogo należą najlepsze współczesne polskie głosy? Dla mnie bezapelacyjnie w czołówce rankingu, jeśli nie na pierwszym jego miejscu, jest Krzysztof Zalewski. Zwłaszcza na koncertach z trasy „Zalewski śpiewa Niemena” możemy zdać sobie sprawę z potęgi jego wokalu.
    Koncert we Wrocławiu zaczął się spokojnie. Zalewski wyszedł na scenę z gitarą akustyczną. Przywitał się z publicznością i zaczął od opowiedzenia o sytuacji z pewnego koncerty Talking Heads, kiedy to wokalista David Byrne wyszedł jako jedyny przed publiczność również z gitarą akustyczną. Opowiedziawszy tę krótką historię, dodał, żeby ludzie pamiętali o tym, że mimo iż jest to hołd dla wielkiego artysty, wciąż są na koncercie rockowym i chciałby, żeby wstali z miejsc, klaskali i śpiewali. Po tych słowach zaczął grać „Sen o Warszawie”. Klaskała w rytm i śpiewała razem z wokalistą. Już w tym pierwszym utworze utwierdził mnie w mojej fascynacji jego głosem.
    Na scenę weszła reszta zespołu, a przy mikrofonach z boku sceny miejsce zajęły siostry Przybysz. Po tym zagrali między innymi „Przyjdź w taką noc”, „Jednego serca”, „Kwiaty ojczyste”, „Począwszy od Kaina”, „Dziwny jest ten świat” czy „Domek bez adresu”. Muszę jednak przyznać, że największe wrażenie zrobiły na mnie dwa inne utwory. Najpierw „Status mojego ja” i pod koniec koncertu „Doloniedola”. Miałam wtedy ciarki non stop. Zwłaszcza, kiedy pojawiały się chórki.



    Mniej więcej pośrodku występu swój czas miała Natalia Przybysz, która wykonała „Mów do mnie jeszcze”. Jej głos rozlał się po sali. Mimo że osobiście nie przepadam za jej wokalem, nie można odmówić mu mocy.
    Kolejny utwór wykonała solo Paulina Przybysz. „Ode to Venus”. Ciepły wokal starszej siostry Przybysz rozlewał się po sali. Muszę przyznać, że była to chyba najbardziej awangardowa piosenka tego wieczoru.
    Bardzo wiódł mnie również „Pielgrzym”. Zalewski zapowiedział utwór jako przeniesienie nad upalną Saharę. I było to bardzo trafne. Naprawdę miało się silne poczucie obecności afrykańskiej pustyni.
    Cały koncert sprawiał wrażenie bardzo teatralnego i spokojnego, dzięki ciepłym światłom i ruchom scenicznym muzyków. Zalewski prowadził całość pięknie, dopowiadając pomiędzy utworami swoje przemyślenia lub krótkie anegdotki.
    Uważam, że był to jeden z bardziej genialnych koncertów polskich artystów na jakich miałam okazje być. Jeśli ktoś ma jeszcze możliwość wybrania się na tę imprezę, a się waha, zaręczam – warto!


Brownie.

piątek, 24 sierpnia 2018

HAPPY!


Tak, wiem, że obiecałam Patricka Melrose (Showtime mi nie pozwala), The Siren (opuściła mnie wena) i cokolwiek o drugim sezonie 13 R3asons (moja depresja mi nie pozwala) więc zapraszam na coś z innej półki.

“Okryty hańbą policjant i zabójca, Nick Sax odkrywa kryminalny spisek, przeżywa atak serca i poznaje Happy’ego- latającego jednorożca, którego tylko on widzi.”- usłyszałam ten netflixowy opis kiedy szukałam czegoś mocnego i dobrego do obejrzenia. Moja reakcja? “Weź w ogóle mi tego nie włączaj jeśli nie chcesz żebym to shejtowała po pierwszym odcinku, Dawej Dextera”. I jak Sharks? Hejtujemy? Omg… oczywiście, że nie!

Witam w końcu z powrotem w mojej rubryce! ( ekhm naszej) Tak naszej! Powracam do Was z całkiem nietypową produkcją (zdążyli się już skapnąć gruba rybo .-.)! Śmiesznie to zabrzmi, ale do momentu pojawienia się tytułowego bohatera byłam w 100% przekonana, że oglądam Dextera (tak, hańba, wiem) i może dlatego nie nastawiłam się ofensywne. Tak więc! Happy jest amerykańską produkcją Original Film, Sony Pictures Television oraz Universal Television emitowaną od 2017 roku, a także adaptacją serii komiksów Granta Morrisona i Daricka Robertsona. Emituje go od 6 grudnia 2017 roku SyFy, a od jakiegoś czasu w Polsce dystrybuowany jest przez Netflix. Wikipedia podaje, że wyszło 13 odcinków w 1 sezonie- ja jestem na 8- bo tylko tyle udostępnia moja kochana platforma, ale to dobrze, bo ta wygooglowana wiadomość właśnie rozświetliła moje serce niczym lampki choinkę w Boże Narodzenie!

Fabuła! Werble proszę! W pierwszych minutach poznajemy Nicka, który wygląda jak menel i po zwymiotowaniu krwią strzela sobie w głowę. KONIEC.
Oczywiście żartuję….to tylko jego marzenia. Na początku wiemy jedynie tyle, że Nick nie boi się śmierci, ba nawet jej pragnie, jest w życiu nieszczęśliwy i zarabia na zabójstwach. Jest to typowy schemat byłego gliny, którego dobre i sprawiedliwe serce zostało skopane przez skorumpowany system, przez co popadł w alkoholizm, narkotyki oraz hazard, a życie ludzkie stało się nic nie warte.
W następnej kolejności poznajemy małą Hailey i jej mamę. Jadą na występ Wishees- dziwnych, teletubisiopodobnych creepy tworów, które są nowym trendem wśród dzieci. Na jednym z życzeniobalów organizowanym przez Sonny’ego Shine (jednego z Wishees) dziewczynka zostaje porwana. I tak zaczyna się naprawdę pokręcona historia.

Na ratunek, a raczej po ratunek udaje się wymyślony przyjaciel Hailey- Happy. Na początku pierwszoosobowy widok kamery wprowadza niezły zamęt, ponieważ jak to przystało na roztrzęsionego latającego kuca jego ruchy są chaotyczne, jednak nie musimy się z tym długo mierzyć-bardzo szybko naszym oczom ukazuje się jakże odrealniona kreacja Happy’ego. Swoją drogą możecie go zobaczyć na zdjęciu powyżej(a praca kamery jest non stop świetna). ;)

Jak Sax reaguje na Happy’ego? Oczywiście myśli, że to kolejne omamy wywołane morfiną lub innymi dragami, jednak błękitne stworzenie trzyma się kurczowo Nicka namawiając go na podjęcie misji ratunkowej. Saxowi szczerze mówiąc nie w głowie ratowanie “jakiejś” tam dziewczynki wymyślonej przez wymyślonego latającego jednorożca zawracającego mu cztery litery.  Ma większe problemy- podczas ostatniego zlecenia, zabójstwa braci Sarramuccich- najmłodszy z nich wyjawił mu hasło przekazane przez Dona- bosa włoskiej mafii. To sprawiło, że stał się głównym celem i jedyną osobą dzierżącą największy sekret i największą potęgę włoskiego półświatka. No więc tak, Nick ma przerąbane, kłopoty się go trzymają, jednak zawsze wychodzi z nich cało, a do tego jakiś jednorożec, którego tylko on widzi mówi mu, że porwana dziewczynka jest jego córką. Oczywiście, że Sax nie wierzy w to za grosz, dlatego tak późno podejmują akcję ratunkową.

Mafijne tło, wartka, krwawa i dynamiczna akcja, wątki retrospekcyjne przenikające teraźniejszość oraz wątki i wpływy gangsterskie w  szeregach policji zgrabnie się łączą i tworzą spójną całość. Nawet totalnie oderwane od rzeczywistości fragmenty reality show- życie bogatych kobiet włoskiej mafii (matki zabitych braci Sarramuccich), czy wstawki z show Jerry’ego Springa dodają tylko uroku. Czasem Happy! wygląda jak ostra faza na dragach (poprawnie) a odrealnienie i szaleństwo przejmuje stery i to nie ujmuje nic a nic tej adaptacji.

Świetne sceny akcji, czarny humor, dobry montaż oraz wspaniała praca kamery i oświetlenia tworzą niesamowity klimat tego serialu, a głębokie, wielowymiarowe postaci z niezależną motywacją chwytają za serca. Ta produkcja (rzadko ci się to zdarza Shark) jest kolejną po Hannibalu, w której każda z postaci nie dość, że jest niesamowicie napisana i stworzona to jest także świetnie odegrana (omg sama mimika Christophera Melony’ego lub psychopatyczny uśmiech Patricka Fishera przyprawiają o dreszcze).

Jak już wspomniałam każda postać jest niesamowita- w dobrym i złym tego słowa znaczeniu- i nie chcę tu za dużo zdradzać, ale moją “ulubioną” jest stanowczo Smoothy. Kim jest Smoothy? * robi obrzydliwy grymas i się wzdryga* No więc jego profesja to...nie, *drapie się po głowie* Smoothy w życiu pasjonuje się i zarabia na torturowaniu ludzi. Czasem jest nianią i co przerażające jest w tym dobry. W ten sposób łączy pasję z pracą i działa głównie na usługach mafii. Za każdym razem,gdy się pojawiał miałam ciarki na plecach i przeczuwałam najgorsze- co upokarzające czasem był w cholerę słodki co przerażało dwa razy bardziej. Najgorszy z momentów ze Smoothy’m chyba jest moment, w którym pokazuje Nickowi czemu ma ksywę Silk Smoothy…. możecie sobie tylko wyobrazić...abo….OBEJRZEĆ SERIAL!

No więc Sharks poleca bardzo! Ja na początku byłam taka “WTH…”, bo ciężko było mi przyswoić dosłownie jeden fantastyczny element w całej produkcji, ale warto się uśmiechnąć i go zaakceptować (: Nie chcielibyście obejrzeć dobrych scen akcji, walki oraz dowiedzieć się jak zmienia się wymyślony dziecięcy przyjaciel, gdy wkroczy do brudnego jakże ludzkiego świata mafii? Oh, i dlaczego Nick Sax jest menelem?
Zapraszam do oglądania Happy’ego! wszystkich o otwartych umysłach oraz mocnych nerwach- będą niezbędne, ponieważ oprócz czarnego humoru, dużo tu brutalności i tragedii, a trup ściele się gęsto.
Swoją drogą zapowiedzieli 2 sezon, więc wszystkie niedopowiedziane, a jakże ciekawe wątki i kwestie zostaną rozwiązane!
Bawcie się dobrze!

~Sharky

czwartek, 16 sierpnia 2018

Pierwszy raz w Egipcie - moje wrażenia.

W Egipcie byłam pierwszy raz, dlatego chciałabym wam opowiedzieć o moim pierwszym wrażeniu na temat tego kraju. Głównie chciałabym skupić się na pobycie hotelowym. Czego oczekiwałam, jakie były moje wyobrażenia itp.

Przede wszystkim zacznę od tego, że byłam w miejscowości Marsa Alam. Lot samolotem trwał 4h15'. Dla mnie była to katorga, nie przepadam za ciasnymi miejscami, a tam było wyjątkowo mało miejsca. Z lotniska do hotelu jechałam 40 minut. Po drodze nie mijaliśmy nic szczególnego, same śmieci i pustynie. Od czasu do czasu stawiane były nowe budowle, były to zapewne miejsca na nowe hotele. Zachwycił mnie natomiast widok Morza czerwonego, mieniło się na wszystkie odcienie błękitu. 



Hotel wizualnie bardzo mi się podobał. Był naprawdę duży, posiadał 4 baseny przystosowane dla dzieci i dorosłych, dwa bary przy basenach, towel center, dużą ilość leżaków i piękną roślinność i co najważniejsze rafę koralową.


Jeden z basenów



Pokoje hotelowe


W rzeczywistości jednak było troszkę inaczej. Kiedy weszliśmy do recepcji uderzył nas niesamowity zaduch. Recepcja powinna posiadać klimatyzację, zupełnie jak restauracja natomiast obsługa nie robiła sobie nic z tego, że turysta który przesiaduje na jedzeniu czy recepcji zwyczajnie się dusi.
Na obszarze hotelu znajdowały się również małe sklepy z ubraniami, olejkami, perfumami i biżuterią. Właściciele zaczepiali mnie na każdym możliwym kroku, żeby zajrzeć, tylko spojrzeć na to co posiadają. Widomym było, że jak już zdecyduję się tam wejść powinnam coś kupić. Tłumaczyłam właścicielom, że nie chcę niczego kupować, nie potrzebuję takich pamiątek z wyjazdu. Patrzyli na mnie z byka, ale codziennie ponawiali prośby. Chodzili nawet za mną parę naście kroków i łapali za rękę, żebym z nimi poszła. Nie podobało mi się to, ponieważ czułam się zwyczajnie osaczana i czułam się nie swojo za każdym razem, gdy tamtędy przechodziłam. A przechodziłam dosyć często bo szłam prawie codziennie na recepcję bo tylko tam było wi-fi.

Skoro mowa o wifi. W Egipcie wi-fi jest przeważnie płatne, albo w ogóle go nie ma. Kiedy wylądowaliśmy na lotnisku w Marsa Alam, kupiliśmy internet, dokładnie 10 GB, zapłaciliśmy 15 euro. Po paru dniach zakupiony internet już nie działał i karta była do wyrzucenia, okazało się że nas oszukali i dali nam chyba 1GB (przepraszam nie pamiętam ile dokładnie bo nie znam się na tym). Okazało się jednak, że w naszym hotelu internet jest, jednak na samej recepcji, nigdzie indziej dodatkowo działał tragicznie. Dla mnie było to przykre, bo bardzo chciałam kontaktować się z przyjaciółmi.

Idąc dalej oczami mojej wyobraźni, z recepcji udalibyśmy się w stronę restauracji i Royal Baru. Jedzenie w restauracji było średniej jakości. W miarę do zjedzenia był ryż i kurczak. Wołowina była całkiem w porządku i zupy, takie bez wyraźniejszego smaku, ale serio ujdą. Natomiast wszystko inne to już właśnie inna bajka. Wszyscy pytali mnie czemu nie jadłam kartofli, odpowiadałam: dlatego, że były na w pół surowe, warzywa były nie dobre (pomidory takie ciapki, ogórki to samo). Nie wiedzieć czemu po sałatach, paprykach i innych warzywach ludzie dostawali bardzo, ale to bardzo dużych niestrawności. Podejrzewaliśmy, że te warzywa były po prostu myte w ich wodzie.
Egipcjanie, którzy przyjechali na wakacje również do tego hotelu byli....hm dali odczuć swoją obecność.  Wpychali się w kolejki, przy stole zostawiali bałagan jakiego mało, dzieci jadły na stołach, zabierali serwetki, sztućce dla siebie, szklanki itp. Byli w dotatku bardzo głośni. Godzina trzecia nad ranem, krzyczą, biegają, skaczą...nie dali człowiekowi zwyczajnie odpocząć.

Na basenie zabierali ręczniki z zajętych leżaków, żeby położyć tam własne. Było to bardzo nie fajne zachowanie, bo za zgubienie takiego ręcznika z towel center opłata była naliczana w wysokości 70 dolarów.

Ale narzekam co? No to są chyba takie największe minusy które nie dawały mi spokoju, to teraz przejdę do pozytywów. Tak, były xd

Rafa koralowa. Słuchajcie to jest po prostu coś cudwnego.


Rafa koralowa

Woda jak już, wcześniej wspominałam mieniła się na wszystkie odcienie błękitu i była niewyobrażalnie czysta i ciepła. Serio, razem z bratem śmialiśmy się, że woda mogła by być chłodniejsza. Nasz hotel znajdował sie przy samym morzu, więc to był duży plus. Od brzegu przez około 50m wda była bardzo płytka, potem był deliaktny spadek i poziom wody sięgał do około kolan. Już wtedy między moimi nogami pływały niesamowite ryby. Żółte, czerwone, niebieskie (Dori z nemo xd), Kolorowe, małe duże. Słuchajcie tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy.
Sama rafa jest bardzo kolorowa i bogata w ukwiały różnych form: kółek, podobnych do gałęzi drzew, gąbek i inne. Kiedy nurkowałam odrobinkę głębiej miałam wrażenie, że otacza mnie kilka setek ryb, które kompletnie się nie bały człowieka. Udało mi się napotkać żółwia. Byłam w szoku, bo nie wyobrażałam sobie tego, że mogą być takie wielkie, skurczybyki. W dodatku w swoim środowisku wydają się niezwykle dostojne. Tacie i bratu udało się spotkać: płaszczkę, żółwia, murenę (z tym ostatnim radzę brać to z przymrużeniem oka, tata ma czasem bujną wyobraźnię :D)

Filmik rafy
W tym filmiku widziałam wszystkie ryby na naszej rafie.

Hotel posiadał bardzo fajną ekipę animatorów, którzy każdego dnia umilali pobyt w basenie. Prowadzili streching, aqua areobik, siatkówkę plażową, pule, latino itp.
Byli bardzo mili, uśmiechnięci w dodatku skorzy do zabawy w basenie. Mnie się bardzo podobało ich nastawienie do lubi, bo chcieli rozmawiać z każdym, podeszli, nie bali się, robili zdjęcia. Ja zdaję sobie z tego sprawę, że to ich praca, ale mimo wszystko uważam, że oprócz tego potrzeba jeszcze trochę powołania do tej roboty, a oni je zdecydowanie mieli. Dodatkowo codziennie wieczorem prowadzili różne wieczory dla umilenia czasu np: Fire show, comedy show, konkurs na miss/mistera hotelu (zostałam miss :D) i wiele innych.

W Egipcie polecam, jeżeli kiedyś ktoś będzie, napić się herbaty z hibiskusa. Jest fenomenalna. Kupiłam pół kilo i przywiozłam do Polski. Jeszcze kupiłam sporo innych smaków: jaśmin, pomarańcza, mango, jabłko, gruszka, czarna, zielona, guawa. Naprawdę jeżeli szukacie prezentu dla kogoś, polecam kupić herbaty, nie zmarnują się a są pyszne w smaku. Zresztą kto nie lubi herbaty? :D

Co jeszcze robiłam pierwszy raz? Paliłam sziszę. Jednak nie podeszło to w moje gusta, czułam jakbym paliła węgiel a nie arbuzika. Plus myślałam, że daje to więcej dymu, pomyliłam się haha. Ale nasi znajomi mówili, że to prawdopodobnie wina złego rozpalenia sziszy, ale już się tak zraziłam, ze odpuściłam.

Miło wspominam serię masażów, na które zapisałam się z mamą, safari quad. Safari quad jest to przejażdżka kładami po pustyni, odwiedzając przy okazji wioskę beduińską.


Wioska Beduińska

Ciekawostka: Wioski Beduińskie często są położone przy plażach w okolicy raf koralowych wiecie dlaczego?

Bo miejsca przy rafach są dla nich bardzo opłacalne, bo gdy jakiś inwestor będzie chciał tam postawić hotel, właśnie ze względu na piękną rafę koralową, będzie musiał postawić każdemu Beduińczykowi dom i zapewnić dobre warunki bytowe.



Dom rodziny Beduińskiej.

Tyle nasuwa mi się pierwszych wrażeń z mojego pierwszego pobytu w Egipcie i najpewniej już ostatniego. Jeżeli byliście, macie inne wrażenia lub podobne, napiszcie mi o nich, chętnie poczytam jak ktoś przeżył wakacje w Egipcie.
No to tyle ode mnie, życzę miłych wakacji tym, którzy jeszcze swoich nie przeżyli. Cześć, trzymajcie się!   
                                                                                          Ev.



niedziela, 12 sierpnia 2018

Krótka historia z Pol'and'rock Festival


Przyznam że jeszcze nigdy nie byłam na żadnym festiwalu muzycznym czy innej takiej większej imprezie.W tym roku udało mi się zaliczyć mój pierwszy raz z Woodstockiem... znaczy Pol'and'Rock Festival ;) Skoro to mój pierwszy festiwal nie chciałabym się rozpisywać o tym co jest ważne, a co nie (może za rok przed, a nie po festiwalu). Chciałabym opowiedzieć Wam moją krótką historię o tym co mnie spotkało na tym festiwalu.

Jeśli chodzi o moje wrażenie... To byłam na prawdę zachwycona tym co zastałam. I mówię tu o ludziach. Ciężko mi opisać jak bardzo serdecznych ludzi udało mi się spotkać na Pol'and'Rock Festival! Zamiast tego, wystarczy że opowiem co takiego ci ludzie dla mnie zrobili. Gdy jednego wieczoru udałam się na Kryszne, zobaczyłam koncert zespołu, którego przyznaje nawet nie znałam wcześniej. Grali jednak rewelacyjnie! Niestety, nie mogłam wejść do środka by być bliżej sceny, ponieważ jestem osobą chorą na epilepsję i stroboskopy, których było pełno mogłyby wywołać u mnie atak, więc stałam i tańczyłam przed telebimem. Nie przeszkadzało mi to, bo w moment znalazła się grupka ludzi, która również bawiła się przez wejściem. Nie znałam ich kompletnie, ale dziewczyna z tej grupy, chwyciła mnie pod rękę do tańca. Gdy się zagadaliśmy, wspomniałam że to mój pierwszy Woodstock. Zaczęli się pytać i jak mi się podoba, czy byłam już tu czy robiłam tam to itd. Zapytali się także czy kiedyś poszłam z falą (znaczy tak na rękach podczas koncertu), przyznam że zawsze chciałam być tak porwaną przez tłum ;). Powiedziałam że nigdy tego nie robiłam, a brzmi rewelacyjnie, ale nie mogę podejść pod scenę ponieważ mam padaczkę a nie wiem jak się zachowam od świateł, dlatego tu też stoję. Zwykle w tym momencie ludzie, mówią mi jak to im przykro i jest koniec tematu, albo pytają się mnie jak to jest z tą padaką. Tu tak nie było. Całą grupą stwierdzili że tak nie może być i postanowili że skrzykną ludzi na zewnątrz gdzie staliśmy i zrobią mi falę tutaj. Byłam w szoku... Na początku się wahałam, ale później to poszło samo. Udało się! A ja bawiłam się niesamowicie i mam niesamowite wspomnienia z mojego pierwszego wypadu na ten cudowny festiwal! Było to na prawdę uroczę i chyba nigdy nikt z obcych ludzi nie zrobił dla mnie tak sympatycznej rzeczy. Może brzmi to dla niektórych jak błahostka, jednak nie dla mnie. Jeśli się wciąż zastanawiasz, czy tam jechać w kolejnym roku. To jedź! Może się razem spotkamy na miejscu ;)

P.S: Nie poznałam się wtedy z każdym z imienia, jednak jeśli któryś z bohaterów tej historii to czyta, i kojarzy mnie, to bardzo Wam dziękuje za świetną zabawę i te wspomnienia! 

Pozdrawiam 
Kavka
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka