piątek, 9 lutego 2018

Historia i gracze


Kiedyś już pisałem o tym jak mistrz gry powinien wpleść historie postaci w fabule i umieścić je w wykreowanym przez siebie świecie. Dzisiaj zajmę się tematem kiedy gracie już sesję i coś idzie nie tak.
Mistrzowie gry, w szczególności ci młodzi mają w zwyczaju rozpisywanie fabuły krok po kroku od punktu A do B i tak dalej, aż do końca. Nazywam to prowadzeniem po sznurku, bo w takim stylu gry nie ma zbyt wiele miejsca dla graczy, ich akcji i interpretacji wydarzeń,a gracze są wręcz zmuszani do tego by iść wskazaną im ścieżką. Nie jest to zły sposób prowadzenia, ale nie jest też najlepszy. Bardzo łatwo można to porównać do grania na PC i tego jak dzisiejsze gry są tworzone. Istnieją jedne konkretne drzwi które możesz otworzyć i żadne inne, od danego npc otrzymasz tylko jedną informacje o fabule i nic więcej, ścieżka przez ruiny jest tylko jedna właściwa i żadna inna. Trochę to nudne no, ale pisanie historii w ten sposób jest już praktykowane od lat i jak się okazuje gracze są zbędni w tworzeniu tego typu przygody. To Książki charakteryzuje jednoliniowa fabuła i jeśli chcesz spełniać swoje ambicje tworzenia historii bez udziału osób trzecich zachęcam do napisania jednej z nich.
Innym sposobem prowadzenia jest kompletna improwizacja. Osobiście nie polecam tego ludziom zaczynającym przygodę w fachu mistrza gry. Łatwo się pogubić co, kto, gdzie i dlaczego, a na dodatek bardzo łatwo zepsuć klimat i całą sesję przez jedno głupie zdanie. Ja tak zaczynałem i mam sobie za złe tylko to, że moi gracze męczyli sią na początku ze mną i moimi "wspaniałymi" pomysłami na fabułę. Oczywiście z biegiem lat rozwinąłem się, lecz w dalszym ciągu zdarza mi się pierdzielnąć głupotę i coś odjaniepawlić. Jeżeli jesteś wieloletnim mistrzem gry i chcesz coś poprowadzić na szybko to polecam. Takie sesje zazwyczaj są w klimacie mocno heheszki i ludzie świetnie się przy nich bawią.



Złotym środkiem jest umiejscowienie się pomiędzy dwoma powyższymi stylami prowadzenia. Rozpisujesz sesję punktami pozostawiając pomiędzy nimi pole do popisu dla graczy. Robisz fiszki z ważnymi informacjami, wypisujesz długie wypowiedzi npc i w kilku słowach sam dla siebie ich opisujesz, żeby nie byli zbyt drewniani. No masz tą swoją pięknie rozpisaną sesję i możesz zacząć  prowadzić. Gracze ładnie się spisują i idą za fabułą, ale wiedz, że zawsze znajdzie się jeden który będzie robił ci na przekór. Zawsze tak jest gdy masz niedoświadczonych graczy, a na dodatek sam jesteś niedoświadczonym MG. Przynajmniej u mnie tak było i nadal się zdarza. Pomimo tego, że znamy się już kupę lat i rozegraliśmy nie jedną sesje, ciężko jest określić, który z graczy w tej sadze będzie stawał okoniem. Zazwyczaj jest to tłumaczone "bo moja postać.... (wstaw dowolny powód)" lub "coś mi tu śmierdzi". Ok skoro twoja postać ma inny plan na życie to po co ją prowadzisz? Zmień sobie postać na taką, która pasuje do sesji. No dobra ta postać jest istotna w fabule bo już sobie ją ładnie umiejscowiłeś jako MG i musisz ją ruszyć do przodu.
Jest kilka metod jak to zrobić i ja zazwyczaj praktykuję jedną z nich bo oszczędza mi roboty i dodaje kilka nowych relacji między graczami i ich postaciami :D
Prowadź tak, żeby oporny gracz nie miał się do czego przyczepić. Dla mnie to osobiście głupota bo wtedy wchodzisz w rolę małpy w cyrku. Twoim zadaniem jest bawić kapryśnego gracza i co najgorsze pozostali mogą to wykorzystać. To jest balansowanie na naprawdę wysoko zawieszonej linie z której jak spadniesz to cała twoja saga i praca w nią włożona zdechnie rozbijając się o piaszczystą glebę.
Porozmawiaj z graczem jak ma wyglądać fabuła. Nie jest to zły pomysł i świadczy dobrze o tobie jako o dobrym MG. Siadasz z graczem i mówisz mu co ci nie leży, jeżeli gracz w sensowny sposób wyjaśni swoje zachowanie to bez problemu dojedziecie do porozumienia i fabuła będzie się toczyć dalej. Jeżeli gracz stwierdzi, że nie ma o czym gadać i taka jest jego postać... nie graj z nim. Drastyczne kroki w takim przypadku są niezbędne by nie psuć zabawy tobie i innym- bo przecież po to się gra w RPG.



Szturchnij ich kijem, ale tak żeby poczuli. To jest to co robię zazwyczaj i póki co skutkuje. Pozwalasz graczowi stawać okoniem jedną, drugą, trzecią sesję i  w następnej sesji wplatasz ich w walkę. O Jezusie, ale taką walkę, że żaden zdrowy na umyśle człowiek nie będzie się w nią mieszał bo wie, że skończy się ona szybką utratą hp i zdrowia psychicznego graczy. Dodaj NPC który ma pomóc graczom uniknąć śmierci. Co robi gracz stający okoniem? Staje okoniem :D Jeżeli wysforował się na party leadera to jest jeszcze śmieszniej, bo cała drużyna przejmuje jego tok myślenia. Siedzisz sobie i trzymasz w ręku kości, patrzysz jak cały czas odrzucają wyciągniętą pomocną dłoń, uśmiechasz się pod nosem i czekasz. Wiadomo świat żyje, na dole przed budynkiem dalej trwa strzelanina, ktoś chce wedrzeć się do budynku w każdy możliwy sposób. Gracze dalej stoją jak kołki, ba oni nawet chcą iść na dół i walczyć. Dodajesz od siebie kilka opisów wybuchów i karzesz rzucić graczowi z "nasłuchiwaniem" i "pirotechniką". O tak weszło... granaty obronne. Te dziady robią duże bum, a jak wiadomo duże bum robi duże ała. Gracze dalej stoją okoniem. Tutaj wchodzi kij, ale taki kij z kategorii "f**k you and your cover" czyli coś co jest w stanie przebijać ściany, pojazdy, ludzi i to wszystko na raz. Unikanie wystrzelonego pocisku kiedy widzisz strzelca jest prawie niemożliwe, bo tu ratuje cię tylko intuicja i fuks, a co kiedy nie widzisz strzelca? No dostajesz tak w rondel, że krew jest wszędzie. Przepraszam, czy mam ukarać tylko tego jednego gracza? On dostaje oklep? OOOO nieeee... Dostają wszyscy, po równo jak w głównym zamyśle komunizmu. Postacie graczy leżą na ziemi i krwawią, ale baardzo krwawią. Co się dzieje? Ty sobie siedzisz i patrzysz. Oporny gracz w końcu zgadza się przyjąć pomoc pomimo tego "że coś mi tu śmierdzi", a reszta? Już nigdy mu nie zaufa. Właśnie uciąłeś nogi party leaderowi przy samych kolanach. Stracił autorytet, pozbawiłeś go tego na co tak długo i ciężko pracował. Czyja wina? A no jego oczywiście. Gracze przez następną jedną, dwie lub trzy sesje nie słuchają opornego gracza i jego pomysłów bo "pamiętasz twój ostatni genialny plan?!" Reszcie graczy przechodzą głupie pomysły odrzucania pomocy npc i unikania oczywistego brnięcia dalej w fabułę, do tego strofują się nawzajem i przestrzegają. Gracz przez którego zostali ukarani ma dwa wyjścia, albo się zrehabilituje i będzie grał jak człowiek, albo drużyna sama się go pozbędzie- jako postaci odsyłając ją 6 stóp pod ziemię  lub zwyczajnie wykopując gracza z ekipy za psucie zabawy.  
A co z wami? Znacie jakieś sposoby na motywowanie opornych graczy? No i przede wszystkim co myślicie o moich :D


Fluffy

poniedziałek, 5 lutego 2018

13 Reasons Why


Wiem, że BUM na tą produkcję już minął, ale dopiero teraz ją przetrawiłam. Nie było mi łatwo, bo wzbudziła we mnie dużo silnych emocji i dopiero teraz po uspokojeniu i odzyskaniu chłodnego spojrzenia naprawdę mogę się z Wami podzielić tym co mnie wzburzyło, a co dotarło do mojego serca. O losie, jaka ja byłam wściekła na tą Netflixową serię!

13 Reasons Why to serial podejmujący bardzo trudną tematykę: depresję oraz samobójstwo. Biorąc się za taką produkcję nie trudno o spłycenie tematu i uproszczenie wszystkiego do minimum. Jeśli chcecie wiedzieć, czy- moim zdaniem, Brian Yorkey poradził sobie z adaptacją powieści Yaya Ashera z 2007, zapraszam do lektury.

Żartuję, nie jestem w stanie stwierdzić, czy dobrze zaadaptował powieść, bo wcale jej nie czytałam. Dopiero zaczynam. Niestety bez entuzjazmu. Poszłam za modą i słowami przyjaciela: “Obejrzyj 13 Reasons, serio, mocne”. W ten oto sposób zrobiłam sobie maraton.

13 Reasons Why w 13 odcinkach opisuje nam życie Hannah Baker przed jej śmiercią, a dokładniej mówiąc- trzynaście powodów przez które popełniła samobójstwo. 13 powodów = 13 osób = 13 odcinków + jeden specjalny. (Sharky, do rzeczy!) Eh! Hannah jest uczennicą szkoły średniej, dorabia pracując w kinie, Clay
Jensen jest jej kolegą ze szkoły i z pracy, choć na początku myślimy, że byli sobie obcy. ( Ej wariatko, kim jest Clay?) A Clay! To nasz główny bohater! Musicie wiedzieć, że wnikam zawsze w jakieś szczegóły i mam problemy z określeniem kto jest głównym antagonistą w danej historii.(Sharky, zawsze za dużo kombinuje…to schorzenie natury psychicznej)
Eh wróćmy do Claya! Młody Jensen przeprowadzi nas przez tą dołującą i pełną bolesnych przeżyć historię. Po powrocie ze szkoły na chłopaka przed drzwiami czeka pudełko po butach zapakowane w szary papier- nie ma na nim adresu nadawcy. Tajemnicze i ekscytujące pudełko! Nie wiadomo od kogo, nie wiadomo dlaczego.... do czasu! Jest tam 7 kaset i mapa. Gdy tylko Clayowi uda się zdobyć walkmana i odtworzyć pierwszą z kaset dowiaduje się co powinien zrobić, a tak naprawdę od czego powinien zacząć, bo do 11 odcinka nic nie jest jasne.

Oglądając tą serię cały czas towarzyszymy jeżdżącemu po mieście chłopakowi, którego przewodnikiem jest głos zmarłej Hannah w słuchawkach.

Serial w głównej mierze opiera się na retrospekcji z narracją dziewczyny, gdy Clay słucha kaset. Gdy nie słucha oglądamy jego codzienność z którą się zmaga po śmierci koleżanki. Rodzi się problem, ponieważ: Clay nie bardzo chce słuchać kaset, a w dodatku wszyscy, którzy ich słuchali, tj. o nich wiedzą straszą go, że on też jest jednym z powodów. Z czasem zwycięża nad nim chęć poznania przeżyć, myśli i przyczyn, przez które Hannah popełniła samobójstwo. Wiecie, jacy są nastolatkowie? Ja trochę o tym zapomniałam i złościła mnie ta produkcja za irracjonalnie wyciągane wnioski, myślenie na wyrost niż słuchanie i tragizm w jaki popadali nasi bohaterowie. Gdy tak się triggerowałam, mój narzeczony szturchał mnie łokciem i mówił: “ o co ci chodzi? Ty też taka byłaś”. I wtedy czułam się jakby ktoś przetarł mi strasznie brudną szybę świetnym detergentem… Clay jest do bólu dramatyczny. Dużo histeryzuje, przeżywa całym sobą coś o czym jeszcze nic nie wie. Miota się. Boi się słuchać nagrań, ale chce sprawiedliwości dla Hannah. Emocje się z niego wylewają. Ciężko sobie to wyobrazić...jak ja bym się zachowała gdyby to do mnie trafiło takie pudło, gdy miałam 16/17 lat ? Boję się o tym myśleć. Byłam gorsza niż Clay.
(Ekhm...pss...nie chcę ci przeszkadzać, ale wiesz...fabuła, coś?)  A tak, wróćmy do fabuły.
Na pierwszej kasecie nasza bohaterka podaje zasady:
Reguły są proste. I tylko dwie. Po pierwsze, słuchacie. Po
drugie, przekazujecie taśmy dalej. Przy odrobinie szczęścia żadna
z tych rzeczy nie przyjdzie wam łatwo. Kiedy uporacie się już ze wszystkimi trzynastoma stronami – ponieważ jest trzynaście stron tej historii – przewińcie kasety, odłóżcie je do pudełka i przekażcie temu, kto następuje w opowieści po was. (...)
Na wypadek gdyby kusiło was złamanie reguł, przyjmijcie do
wiadomości, że zrobiłam kopie tych taśm. Zostaną upublicznione,
jeśli cały zestaw nie dotrze do każdego z was po kolei.
To nie była decyzja podjęta pod wpływem chwili.
Nie lekceważcie mnie... znowu.

Clay nie wie ile osób było przed nim dopóki nie dotrze do swojej taśmy, do tego czasu pozna doświadczenia Hannah związane z innymi osobami. Clayowi idzie ciężko słuchanie jak już mówiłam, bo gdy słucha, ocenia. Nie potrafi nie mówić o taśmach, nie potrafi nie zaczepiać ludzi z kaset. Hannah wypełnia  jego głowę, jej punkt widzenia jest jego. (To będzie chamskie Sharky. Przestań, nie będzie. Nie wiem jak to opisać więc po prostu wezmę się za to po kolei. Jeśli nie chcecie znać konkretów przeczytajcie tylko, pierwsze 4 słowa).
No to zaczynamy!

1 taśma: Justin Foley.

Justin był pierwszym chłopakiem Hannah. Tzn. chłopakiem, z którym miała swój pierwszy pocałunek. (btw. akcja Hannah żeby się nią zainteresował była kozacka, obczajcie. Wtedy pomyślałam wow ta laska była niezła!) Niestety Foley zachował się jak świnia i zrobił jej zdjęcie na zjeżdżalni ( z tego co ogarniam było widać jej bieliznę) i insynuował, że panna Baker jest łatwa i uprawiała z nim miłość na tym placu zabaw. Plotka poszła w świat. Pierwszy gwóźdź.

2 taśma: Alex Standal.

Alex był przyjacielem Hanah choć nie od razu i o tym się dowiemy. Na początku poznajemy go jako chłopaka, który sporządził ranking :największych towarów/pasztetów” z ich klasy. Nazwisko naszej bohaterki znalazło się na tej liście przy podpunkcie “Najlepsze pośladki”. I mnie to wtedy wydało się irracjonalne, Jakaś głupia lista, kogo to obchodzi? Ale później pomyślałam dłużej i książkowa Hannah mnie boleśnie uświadomiła: Do żadnego z późniejszych wydarzeń by nie doszło gdyby nie Alex i jego głupi ranking. Ale z tym to trzeba podziękować Justinowi, efekt śnieżnej kuli. I trochę tak jest, że bardziej zgadzam się z Clayem w tamtej chwili i nawet teraz mnie to frustruje...to, że to nie fair i Alex nie mógł przewidzieć co się dalej wydarzy. Życie.

2 taśma strona B: Jessica Davis

Spotkanie Jessicy i Hannah nie należało do super szczęśliwych, jedno z tych spotkań u szkolnego pedagoga po transferze z innej szkoły. Za wszelką cenę chcą żebyś się zaaklimatyzował więc parują cie z innym przeniesionym uczniem. Do bani, prawda? Ale dziewczyny się zaprzyjaźniły. Narzekanie i słodycze spaja nastolatki silniej niż klej! Problem w tym, że zazdrość i niedopowiedzenia są jak buldożer. Nie sposób nic przed nim uchronić.

Żartowałam, nie opiszę Wam wszystkich kaset, a to tylko dlatego, że przerabianie wszystkiego od początku jakoś strasznie mnie dołuje. Oto moje małe wprowadzenie.  Najbardziej rozrywa mnie fakt i powód dla którego Clay znalazł się na taśmie. Nie mogę się z tym pogodzić i nie pogodzę się chyba nigdy - Tak, głosie wiem, że to nastolatki i one myślą trochę inaczej, doskonale wiem. Ale jeśli kogoś odtrącasz...to on się nie domyśli, a jeśli nie potrafisz powiedzieć nie, gdy powinnaś… Bardzo doprowadza mnie do szału wręcz głupota Hannah w 10 czy 11 odcinku. TAK GŁUPOTA. Wydaje mi się, że osoba normalna uciekłaby od niebezpieczeństwa za wszelką cenę... ale niestety Hannah była już za bardzo niestabilna psychicznie. Co dziwne, wystarczająco racjonalna i stabilna na nagranie taśm po najtragiczniejszej rzeczy, która ją spotkała.

Jestem pod wielkim wrażeniem jak nasz główny bohater poradził sobie z problemem taśm! Był niesamowity, mówię Wam! Musicie obejrzeć ten serial choćby dla niego! Uchylę rąbek tajemnicy- dograł 14 stronę taśmy.

Ta produkcja Was zniszczy, sfrustruje, obedrze z racjonalnego i chłodnego postrzegania rzeczywistości i doprowadzi na skraj. Mimo wszystko obejrzyjcie. Moim zdaniem jest to wyjątkowo ważna produkcja, bo zwraca uwagę na niesamowicie ważny problem funkcjonujący w młodym społeczeństwie. Trzymajcie się cieplutko i dbajcie o swoje zdrowie psychiczne kochani!

~Sharky

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Wspomnienie lata i najlepszego koncertu w życiu - Guns n' Roses




A cała historia zaczęła się od mojej sesji letniej pod koniec czerwca i koncertu mojego ulubionego zespołu, w czasie którego miałam najważniejszy egzamin.
W lipcu pojechałam jednak do Pragi.  Nie odliczałam jednak dni ani godzin do koncertu, a to z tego względu, że zaczęłam się pakować i kupować bilety dopiero na dzień czy dwa przed wyjazdem – czekałam na wyniki egzaminów.
Emocje zaczynały się już w momencie, kiedy w dniu koncertu, chodząc po Starym Mieście mijałam kolejnych ludzi w t-shirtach z różnymi wersjami logo zespołu. Zdecydowana większość była jednak z nadrukiem okładki płyty „Appetite for Destruction”. Zapewne ze względu na zbliżające się trzydziestolecie wydania krążka.
 


I w tym momencie już pewnie domyślacie się o jaki zespół chodzi.
Na praskie lotnisko na godzinę przed zaczęciem się imprezy i ustawiłam się wygodnie 4 czy 5 metrów od barierek. Emocje narastały.
Zaczęło się od supportów. Pierwszy na scenę wszedł zespół Jesse Jo Stark, który gorąco polecam. Wspomnę tylko, że na wokalu była niezwykle charakterystyczna dziewczyna, a cała muzyka porywająca. Jako drugi zespół wystąpił Biffy Clyro. Ten zespół znałam wcześniej, z kilku naprawdę fajnych kawałków, ale to co zobaczyłam na scenie wyrzuciło mnie z klapek. Niestety w negatywnym sensie – słabe nagłośnienie, wokalista krzyczał i w sumie to nie było słychać co… No cóż… Nie mniej jednak jestem w stanie uwierzyć, że może się to podobać. Ja niestety chyba jeszcze nie dojrzałam do tego rodzaju muzyki :P( chętnych odsyłam do utworu „God & Satan”, ja go bardzo lubię – jeden stylistycznie spokojny, wybił się ponad inne kawałki na koncercie).
Główny koncert miał zacząć się o 19:00. Byłam w 2012 roku na ich koncercie w Rybniku i grać zaczęli z ponad 3-godzinnym spóźnieniem, jeśli dobrze pamiętam, więc nie oczekiwałam zbyt wiele.
Ale… Nie minęło dużo czasu od planowanej godziny rozpoczęcia i usłyszałam to… Intro „Looney Tunes”, ze sceny padło pytanie „Prague, you’re ready for a little Bohemian Tragedy?”, a tłum zaczął skandować…
„GUNS N’ ROSES!”




Pierwsze dźwięki „It’s so Easy” rozbrzmiały wokół i poczułam ciarki na całym ciele. Wszystko brzmiało i wyglądało idealnie! A ja stałam dokładnie naprzeciwko Duffa, który na marginesie teraz wygląda zdecydowanie lepiej niż 30 lat temu.  Kolejnym utworem był „Mr. Brownstone” i  „Chinesse Democracy”. Zastanowiłam się wtedy ile zagrają kawałków z tej płyty, ale niedługo później przekonałam się, że  „Better” oraz „This I Love”, które wyszło cudownie. Robili na scenie niesamowite show, choć dało się odczuć lekki dystans między Slashem a Axlem, próżno było szukać żartów i bliższego kontaktu jak na koncertach „Use Your Illusion”. „Welcome to the Jungle” – przed koncertem zastanawiałam się, czy Axl da radę zaśpiewać ten kawałek. Oglądałam wcześniej nagrania z wcześniejszych koncertów i bywało z tym różnie, ale na żywo nie odczułam niczego negatywnego. Było dobrze. Następnie usłyszałam kilka numerów z „Use Your Illusion” – „Live and Let Die” (w oryginale Paula McCartneya oczywiście bardziej elektryzujący od coveru) i odrobinę niedoceniony „Double Talkin’ Jive”. Kolejny był mój drugi ulubiony utwór zaraz po „It’s so Easy” - „Estranged”, który moim zdaniem jest wybitny. Dalej „Rocket Queen”, „Civil War”, do którego mam niezwykły sentyment, podobnie jak do „Don’t Cry” ze względu na historię z Rybnika sprzed pięciu lat. No i niszczący „You Could Be Mine”, „Coma” (za którą raczej średnio przepadam). W między czasie oddano mikrofon Duffowi. „You Can’t Put Your Arms Around the Memory / Attitude”. Basista zrobił coś niesamowitego! Na to czekałam od początku wyjazdu do Pragi. Axl w tym czasie któryś już raz zdążył się przebrać. Oczywiście nie była to taka ilość zmiany odzienia jak w przypadku koncertów z lat ’90. Po tym przyszła kolej na Slasha. Zaczął grać „The Godfather”, co wprawiło mnie w osłupienie. Moim marzeniem z nastoletnich czasów było zobaczyć to na żywo. Nawet pisząc o tym teraz, mam ciarki! Slash z „Ojca Chrzestnego” przeszedł „Sweet Child O’ Mine” . Odniosłam wtedy rażenie, że wszyscy na to właśnie czekali. „Used to Love Her”, zapowiedziany przez Axla w sposób następujący: „utwór o związkach, relacjach i takim tam gównie” i „My Michelle”. W pewnym momencie wokalista opuścił scenę, zostawiając instrumentalistów w coverze „Wish You Were Here”. I ten moment, kiedy patrzysz w lewo na Duffa, spoglądasz na środek sceny, a tam stoi fortepian, który wyjechał spod podłogi chwilę temu... I wiadomo, co chwilę później usłyszała publiczność… „Novenber Rain”. Jeden z technicznych podał Axlowi piwo, a ten zażartował, że w USA nie mówią na niego Budweiser, ale Chechovar. Po nim kolejny cover  - „Black Hole Sun”. Szczerze mówiąc, myślałam, że nigdy w życu nie porwie mnie „Knockin on Heaven's Door”, ale myliłam się, bo utwór wyszedł co najmniej zachwycająco. I tu zaczęła się chwila ciszy, którą przerwało trąbienie pociągu – „Nightrain”. I nadeszła ta wyczekiwana przeze mnie chwila uspokojenia utworami „Patience” i „Sorry”. Po czym wreszcie „Don’t Cry”, którego publiczność w Grańsku nie usłyszała. Po tym niezaprzeczalnym hicie zdziwiłam się bardzo, słysząc znajomą melodię w oryginale wychodzącą od The Who.





Koncert zakończył wielki finał – „Paradise City” – pod koniec numeru w powietrze strzela trójkolorowe konfetti w barwach czeskich, fajerwerki rozświetlają niebo nad lotniskiem Letnany, a zespół w świetnym stylu zamyka całość występu – kłaniają się, Axl rzuca mikrofon w publiczność (współczuję temu, kto oberwał), Slash wysypuje w publiczność kostkami do gitary, a Duff rzuca frotkę rodzicom z kilkuletnim dzieckiem w pierwszym rzędzie(stali tuż przede mną).
Wszyscy zaczęli wylewać się z lotniska. Nigdy w życiu nie widziałam takiej masy ludzi. I prawdopodobnie po tym 3,5-godzinnym koncercie każde z nich, podobnie do mnie, było zdania, że właśnie skończył się najlepszy koncert na jakim kiedykolwiek byli.


    Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Brownie ;)

wtorek, 23 stycznia 2018

Nominacje do Oscara 2018

 Dziś ogłoszono oficjalne nominację do tegorocznych nagród Akademii. Oscary odbędą się 4 marca, więc mamy jeszcze trochę czasu na ich nadrobienie ;)




NAJLEPSZY FILM
"Tamte dni, tamte noce"
 "Czas mroku"
 "Dunkierka"
 "Uciekaj!"
 "Lady Bird"
 "Nić widmo"
 "Czwarta władza"
"Kształt wody"
 "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri"

NAJLEPSZY REŻYSER
 Christopher Nolan "Dunkierka"
Jordan Peele "Uciekaj!"
Greta Gerwig "Lady Bird"
Paul Thomas Anderson
"Nić widmo"
Guillermo Del Toro "Kształt wody"

NAJLEPSZY AKTOR
 Timothee Chalamet
Daniel Day-Lewis
Daniel Kalyuuya
Gary Oldman
Denzel Washington

NAJLEPSZA AKTORKA
Sally Hawkins
Frances McDormand
Margot Robbie
Saoirse Ronan
Meryl Streep

NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA
Mary J. Blige
Allison Janney
Lesley Manville
Laurie Metcalf
Octavia Spencer

NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY
Willem Dafoe
Woody Harrelson
Richard Jenkins
Christopher Plumer
Sam Rockwell

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY
"Tamte dni, tamte noce"
"The Disaster Artist"
"Logan"
"Gra o wszystko"
"Mudbound"

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY
"I tak cię kocham"
"Uciekaj!"
"Lady Bird"
"Kształt wody"
"Trzy billboardy za Ebbing, Missouri"

NAJLEPSZY PEŁNOMETRAŻOWY FILM ANIMOWANY
"Coco"
"Fernando"
"The Breadwinner"
"Dzieciak rządzi"
"Twój Vincent"

NAJLEPSZE KOSTIUMY
"Piękna i bestia"
"Czas mroku"
"Nić widmo"
"Kształt wody"
"Powiernik królowej"

NAJLEPSZY PEŁNOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
"Abacus: Small Enough to Jail"
"Faces Places"
"Ikar"
"Ostatni w Aleppo"
"Strong Island"

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
"Edith+Eddie"
"Heaven Is a Traffic Jam on the 405"
"Heroin(e)"
"Knife Skills"
"Traffic Stop"

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM ANIMOWANY
"Dear Basketball"
"Garden Party"
"Lou"
"Negative Space"
"Revolting Rhymes"

NAJLEPSZY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
"DeKalb Elementary"
"The Eleven O'Clock"
"My Nephew Emmett"
"The Silent Child"
"Watu Wote/All of Us"

NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY
"Fantastyczna kobieta"
"The Insult"
"Niemiłość"
"Dusza i ciało"
"The Square"

NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA
"Czas mroku"
"Powiernik królowej"
"Cudowny chłopak"

NAJLEPSZA ORYGINALNA ŚCIEŻKA MUZYCZNA
Hans Zimmer "Dunkierka"
Johnny Greenwood "Nić widmo"
Alexandre Desplat "Kształt wody"
John Williams "Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"
Carter Burwell "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri"

NAJLEPSZA PIOSENKA
"Mighty River" z filmu "Mudbound"
"Mystery of Love" z filmu "Tamte dni, tamte noce"
"Remeber me" z filmu "Coco"
"Stand Up For Something" z filmu "Marshall"
"This Is Me" z filmu "Król rozrywki"

NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU
"Baby Driver"
"Blade Runner 2049"
"Dunkierka"
"Kształt wody"
"Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"

NAJLEPSZY DŹWIĘK
"Baby Driver"
"Blade Runner 2049"
"Dunkierka"
"Kształt wody"
"Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"

NAJLEPSZY MONTAŻ
"Baby Driver"
"Dunkierka"
"I, Tonya"
"Kształt wody"
"Trzy billboardy za Ebbing, Missouri"

NAJLEPSZA SCENOGRAFIA
"Piękna i bestia"
"Blade Runner 2049"
"Czas mroku"
"Dunkierka"
"Kształt wody"

NAJLEPSZE ZDJĘCIA
Roger A. Deakins "Blade Runner 2049"
Bruno Delbonnel "Czas mroku"
Hoyte van Hoytema "Dunkierka"
Rachel Morrison "Mudbound"
Dan Laustsen "Kształt wody"

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE
"Blade Runner 2049"
"Strażnicy Galaktyki vol. 2"
"Kong: Wyspa Czaszki"
"Gwiezdne wojny: ostatni Jedi"
"Wojna o planetę małp"

Z Nation


Witajcie moi serialoholicy :) Sharky zaprasza was dzisiaj do Nowego Jorku, by walczyć z wirusem zombizmu!
(Kolejny serial o zombie? Serio, Sharky, serio?  Yuuup!)  Generalnie zaczęłam pisać ten artykuł po obejrzeniu pierwszego sezonu, ale zorientowałam się, że Netflix udostępnia mi tylko 1 na 3 sezony i został zapisany jako “w toku”. Po chwili namysłu i rozpoczęciu 2 sezonu na cda(nie polecam bardzo, błędy w tłumaczeniach i zacinające się odcinki, a do tego wszystkiego trzeba ręcznie szukać danego odcinka. Sharky =__= nie wymagaj, to DARMOWE!”) postanowiłam co nieco sklecić, bo przecież nie muszę obejrzeć wszystkich sezonów aby mniej więcej ocenić serial.

A oceniam go bardzo pozytywnie! I już przechodzę do rzeczy :) Jeśli jesteś fanem/ka TWD może być Ci na początku trudno, ale uwierz mi warto spróbować. Z Nation to całkiem nowe podejście do sprawy! Trzeba go obejrzeć z przymrużeniem oka, ponieważ mało ima się rzeczywistości ;) Zacznijmy od tego! test szczepionki (dla “ochotników” z więzienia) na wirusa, którego wymyślili naukowcy-idioci. Otóż ostatni pacjent przeżył podanie szczepionki, a zombie, które wtargnęły do laboratorium rzucają się na niego i - pewnie myślicie : “zeżarły go, rozerwały na strzępy! Obgryzły do kosteczki!”, pokąsały go po całym torsie. Yup Murphy- bo tak ma na imię nasz zombieodporny bohater, przeżywa ten atak i staje się niemalże niewidoczny dla naszych nieżywych współbraci.
Murphy jest eskortowany do laboratorium CDC California, aby można było stworzyć szczepionkę dla ludzkości. Jego antyciała to podstawa do jej zaistnienia. Tutaj ginie jego bodyguard z oddziału  Delta-X-ray-Delta, a “pacjenta” przejmuje grupa z porucznik Robertą Warren na czele. Operacja “Bite Mark” rozpoczyna się po skontaktowaniu z bazą “Nothern Light” na Alasce. Nasi bohaterowie wyruszają w ciężką podróż z Nowego Jorku do Kalifornii.


Za co uwielbiam ten serial? Przede wszystkim absurd i szok: już w pierwszych odcinkach twórcy rzucają nam w twarz zombie noworodkiem, który przemieszcza się z zawrotną szybkością (mimo, że przed śmiercią nie potrafił nawet raczkować), kanibalami jedzącymi ludzi żywcem, a później zombie ziołem, zombie na speedzie, a nawet viagrze. Do tego dochodzą śmieszne gagi, ale pomimo tego wszystkiego nie brak w Z Nation wzruszających i dramatycznych momentów.  Jedyne co mi delikatnie nie pasuje to ciągłe dążenie do stworzenia szczepionki, ponieważ nie widzę w tym sensu. Ludzie, brakuje was na tym świecie, zombie pożerają siebie nawzajem, po co wam teraz szczepionka? Przeżyjcie. Przecież jak będziecie zombie odporni to nie dacie im się gryźć jak kanapki tylko i tak będziecie “okazywać im miłosierdzie”. Trochę ten patetyczny cel traci sens, ale nasi bohaterowie tylko na nim się skupiają, mam wrażenie nawet gdyby nie to, nie byliby razem. Szkoda, bo relacje między nimi są naprawdę bliskie i to widać. Często łza się kręci w oku, ale gdy nastaje zwątpienie w misję następuje również swojego rodzaju bezczynność- bohaterowie nie mają żadnych marzeń- nie mówią o nich, nie usłyszymy nic o osiedleniu się, założeniu rodziny, czy życiu “mimo wszystko”. Sfera dotycząca przyszłości jest trochę “kaleka” w tej produkcji.

Myślę, że tyle mojego uzewnętrznienia wystarczy ;) Polecam Wam gorąco Z Nation. Szokuje, zaskakuje, wzrusza i rozbawia do łez.To całkowicie odmienne doświadczenie z apokalipsą moi drodzy. Skusicie się?


Sharky

czwartek, 18 stycznia 2018

Zapowiedzi anime na rok 2018



Znalezione obrazy dla zapytania anime gif




Hej nie przedłużając przechodzimy do listy moich TOP anime, które uwielbiam i doczekam się w końcu na ich kontynuację.


1. Tokyo Ghol:reLudzie, którzy żyją w Japonii, znajdują się w stałym niebezpieczeństwie, żyją w nieufności do drugiego człowieka. Rasa ludzka została podzielona na ludzi i ghule. Ghule to istoty bardzo podobne do ludzi, które niesamowicie potrafią się adoptować do życia codziennego śmiertelników. Jednak tym co je odróżnia od ludzi to pokarm. Żywią się ludzkim mięsem. Anime opowiada historię Kanekiego Kena, który w pewnych okolicznościach został w połowie ghulem a w połowie człowiekiem...

LINK DO ZAPOWIEDZI

2. Fairy Tail
Tak w końcu doczekałam się, w tym roku wypuszczą trzeci sezon mojego ulubionego tasiemca. Czekam na niego od 2016 roku więc raduję się, oj tak! O czym opowiada ta seria? Otóż w tym anime, świat wypełnia magia. Ludzie, którzy nią władają nazywani są magami i wstępują do różnych gildii, gdzie tam wykonują pracę, dla zwykłych ludzi. Oczywiście przyjaźnie, bitwy, płacze, smutki, radości są tu na porządku dziennym, to muszę powiedzieć, że w tym anime urzekła mnie kreska postaci, niesamowicie zróżnicowane charaktery i humor. To anime idealnie wstrzeliło się w moje gusta humorystyczne i z całego serca polecam je każdemu. I jeżeli jeszcze go nie zacząłeś teraz jest na to idealny moment. Pierwsza i druga seria trochę zajmuje, więc powinieneś zdążyć obejrzeć całość idealnie przed rozpoczęciem trzeciego sezonu, który będzie niestety ostatnim i na pewno będzie zawierał piękne podsumowanie tej historii.

LINK DO ZAPOWIEDZI




3. Boku no Hero Academia 3
Świat superbohaterów. Ludzie ratowani przed przyjściem zła. Kochają i uwielbiają swoich wybawców. Niestety, tylko kilka procent ludzi posiada umiejętności pozwalające przeciwstawić się złu. Zatem...jak potoczą się losy chłopca, który od dziecka marzył, by stać się superbohaterem. Niestety nie posiada owych zdolności, pozwalających spełnić mu to marzenie. Czy mimo przeszkód w końcu mu się to uda? Sami zobaczcie.

LINK DO ZAPOWIEDZI




4. Shingeki No Kyojun 3
Owszem tutaj też jestem mega szczęśliwa, ponieważ jest to seria bliska memu sercu. Było to moje jedno z pierwszych anime, które oglądałam i od których zaczęła się moja przygoda z anime. (TEAM LEVI) Nie będę się rozpisywała na temat tego anime, ponieważ pisałam już o nim recenzję, do której serdecznie was zapraszam. :)






5. Nanatsu No Taizai: Imashine no Fukkatsu
Kolejną serią na którą przszło mi czekać jest Nanatsu no Taizai (7 Grzechów Głównych). Anime opowiada historię rycerzy, próbujących obalić Królestwo Brytanii. Ludzie twierdzą, że po wielkiej bitwie zostali pokonani przez zakon świętych Rycerzy, jednak wciąż chodzą pogłoski o ich istnieniu. Dziesięc lat później owy Zakon przeprowadza Atak na zamek Króla i przejmują władzę. Elizabeth, adoptowana córka ucieka i wyrusza na poszukiwanie prawdziwych rycerzy, prawdziwych grzechów.

LINK DO ZAPOWIEDZI




Zatem to tyle dzisiaj ode mnie. Ja mam swoją listę na którą czekam bardzo wytrwale, a Ty? Chętnie się dowiem na co ty czekasz w tym roku :)

Ev.

niedziela, 14 stycznia 2018

Filmowe podsumowanie roku 2017



"Sztuka Kochania"
reż. Maria Sadowska


 Historia Michaliny Wisłockiej, której książka wywołała prawdziwą rewolucje seksualną w naszym kraju Film przedstawia walkę autorki z rządem i cenzurą, by wydać swoje dzieło, "Sztukę Kochania". Pierwszy raz widziałam czasy PRL przedstawione w tak żywych kolorach - i mnie się to podobało! Mimo że jest to historia z globalnym problemem w tle, czyli braku edukacji seksualnej, a także wszechobecnej cenzury, temat jest przedstawiona w bardzo lekki sposób i widz się nie spina i przyjemnie mu się to ogląda. Nie każdy dobry film biograficzny musi być chłodny i ciężki, jak widać. Magdalena Boczarska świetnie odegrała swoją rolę, co nadała całemu filmowi bardzo kobiecego i silnego charakteru. Ogromnym atutem tej produkcji jest na pewno scenariusz za który odpowiadał, Krzysztof Rak ("Bogowie").


"Powiernik Królowej"
reż. Stephen Frears


Piękna historia przyjaźni Królowej Brytyjskiej ze swoim hinduskim sługą, Abdulem, przedstawiona w iście baśniowy sposób. Zwykła-niezwykła relacja Królowej Wiktorii z jej "munshi" trwała przez 15 lat, aż do śmierci władczyni. Samotna w tłumie fałszywych dworzan, jednak nie tracąca nic ze swojego silnego charakteru - taka jest Wiktoria przedstawiona w genialny sposób przez Judi Dench. Satyra reżysera w filmie aż tryska z ekranu a przerysowanie postaci dworzan kojarzy mi się ze skrzyżowaniem Disneyowskich antagonistów z brytyjskim poczuciem humoru.



"McImperium"
reż. John Lee Hancock


Historia powstania największego fast food'owego imperium jakie kiedykolwiek istniało. Owszem powstało dzięki bracią McDonald, jednak restauracja pod złotymi łukami jaką dziś znamy, rozwinęła się dzięki komuś innemu - Ray Kroc. Ta biografia jest ciekawa przede wszystkim przez rozwój postaci. Początkowo Ray, który był poczciwym, szarym sprzedawcą, z każdą minutą filmu zmienia się w bohatera by w końcu stać się antagonistę. Michael Keaton w roli Raya wypadł genialnie, i spokojnie mogę powiedzieć że jest to jedna z jego najlepszych ról.



"Piękna i bestia"
reż. Bill Condon


Myślę że nie muszę nikomu przedstawiać zarysu fabuły tej bajki z 1991 roku. Ten film jest idealną adaptacją Disneya, zgadza się każdym calu. Wizualnie "Piękna i bestia" jest wręcz nienaganna w efektach komputerowych, widać to zwłaszcza w bohaterach zaklętych w przedmioty - starannie dopracowane szczegóły i piękno bijące z detali (np. świecznik). Jednym z największych atutów (ale nie jedynym) jest z pewnością obsada: Emma Watson, Evan McGregor, Ian McKellen czy Luke Evans.



"I, Tonya"
reż. Craig Gillespie


Biografia kontrowersyjnej postaci. Tanya Harding, amerykańska łyżwiarka figurowa, która zdobyła srebro na świecie oraz złoto w USA. Jest pierwszą kobietą, która wykonała potrójnego aksla. Kochana i znienawidzona. Ten film jest jednym z najlepszych filmów biograficznych jakie kiedykolwiek widziałam. Nie idealizuje bohaterki, nie potępia jej ani nie oczyszcza. Postacie z którymi obcujemy w filmie, mają świetnie zarysowaną psychikę (często dość patologiczną). Dynamiczny montaż, rewelacyjna charakteryzacja (zwłaszcza Allison Janney, jako matka naszej bohaterki), kostiumy świetnie odwzorowane a Margot w roli Tonyi, wypadła na prawdę dobrze. Nie dziwią mnie nominacje od Akademii dla Allison i Margot - trzymam za nie kciuki w wyścigu o Oscara.


"Barry Seal. Król przemytu"
reż. Doug Liman


Człowiek który z pilota linii lotniczych zmienił się w tajnego pracownika CIA, handlarza narkotyków (na zlecenie samego Escobara), a także przerzucał broń i ludzi. Historia tak absurdalna i szokująca, że zasługiwała na dobry scenariusz - i jest. Akcja toczy się w filmie non stop praktycznie, ale nie męczy widza a tylko wzmaga apetyt. Liman przedstawił nam nie tylko Barry'ego jako człowieka nie bojącego się stawianych mu wyzwań, ale jako mały element w wielkiej machinie Wuja Sama. Zarysował nam okres w którym dzieje się akcja i przedstawia jak bardzo Stany miały brudne ręce od swoich potyczek w czasie zimnej wojny - po prostu brawa dla ekipy i reżysera. Główną rolę zagrał Tom Cruise i przyznam że bardzo dawno nie widziałam go w tak świetnej roli. Świetnie sobie z nią poradził i na prawdę się wykazał.

To moje ulubione filmy z ubiegłego roku. 
A jakie były wasze? Piszcie.

Kavka.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka