sobota, 10 marca 2018

Oscarowe podsumowanie


Oscary, oscary i po oscarach. Największa gala filmowa, dobiegła końca. Jeśli czytaliście mój poprzedni artykuł na temat moich spekulacji co do nominowanych, wiecie że część z nich się sprawdziła (co mnie bardzo cieszy), a część nie. Chciałabym kilka z tych kwestii omówić. 



Spodziewałam się, ale szkoda...
Najlepszy dźwięk i najlepszy kostium

Najlepszy dźwięk. Spodziewałam się, że wygra Hans Zimmer, jednak uważam że, jest to taki oczywisty Oscar, czyli - No któż by inny miał dostać jak nie, wielki Hans Zimmer. Mam takie poczucie, że inni kandydaci nie byli nawet brani pod uwagę do rywalizacji z Zimmerem i Dunkierką. Wciąż uważam że, to "Shape of Water", powinno zdobyć statuetkę za najlepszy dźwięk. 
Drugą taką kategorią w tym roku, jest dla mnie Najlepszy kostium, gdzie oscara zdobyła "Nić widmo", a nie "Shape of Water". Jednakże, trochę to rozumiem, bo film o sukniach, który nie dostałby za kostiumy... no to dziwne, by było. Szkoda, że nie został doceniony kostium monstrum, bo jak dla mnie to jest prawdziwy majstersztyk... no ale cóż. Do przewidzenia



Moje największe rozczarowanie
Najlepszy montaż dźwięku

Najlepszy montaż dźwięku. W tej kategorię statuetkę zdobyła również "Dunkierka". Ta kategoria ze wszystkich, najbardziej mnie zawiodła. Na prawdę uważam że ten Oscar, powinien trafić do filmu "Baby Driver". Ten film był stworzony właśnie pod dźwięk i to widać. Wyszło to świetnie! Każdy ruch bohatera jest idealnie zgrany z muzyką jakiej słucha. Owszem, kawałki które były puszczane nie były tak poważne jak muzyka z "Dunkierki", ale to są dwa różne gatunki filmowe. Sądzę że, ten film i jego twórcy nie zostali wzięci poważnie, m.in.: przez mocno rozrywkowe kawałki, które zostały wykorzystane (np. "Tequila"). Skoro jednak jest to nagroda za montaż dźwięku a nie za ścieżkę dźwiękową to uważam, że w tym przypadku nie powinno to być brane pod uwagę.



 A tego się nie spodziewałam!
Najlepszy scenariusz oryginalny

"Get out". To moje największe tegoroczne zaskoczenie na Oscarach. Pozytywne. Przyznam że nie wierzyłam w sukces "Get out" na gali. Byłam już zadowolona z nominacji. Rzadko się zdarza że horror zdobywa nominacje do Oscara, zwłaszcza w głównej kategorii. Może głównej statuetki nie zgarnął, ale zdobył za scenariusz, a to właśnie on w tym filmie robi robotę. "Get out", nie jest typowym horrorem, ale bardzo dobrym... i dziwnym. Rozumiem, jeśli ktoś go nie lubi. Ja sama na początku nie przepadałam za nim, ale gdy obejrzałam drugi raz, zrozumiałam czym ten film właściwie jest. Rozumiem go jako komentarz do obecnej sytuacji społecznej w USA, ujęty w ironiczny sposób a całość przedstawiono w dość absurdalny sposób w horrorze. Na prawdę dawno, nie widziałam tak oryginalnego scenariusza, jak ten. Mam nadzieję, że twórcy horrorów może się zainspirują do wykorzystania takiej formy, a nie będą bazować na jumpscarach i powtarzalnych tematach. A z drugiej strony mam nadzieję, że "Get out", przetrze pozostałym horrorom szlaki do Oscarowej ścieżki.


Tak!
Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny


W tym roku nie wyrobiłam się ze wszystkimi filmami dokumentalnymi, które były nominowane, dlatego nie wspominałam o tym artykule ze spekulacjami. Jednakże, miałam już od początku swojego faworyta, i chciałam bardzo by to właśnie on wygrał. Mam na myśli tu Netflix'ową produkcję - "Ikar". Film mówi o kwestii dopingu w sporcie. Niby nic interesującego, a jednak! Najbardziej niesamowitą rzeczą jest to w którą stronę poszedł sam dokument. Początkowym założeniem reżysera, było udowodnienie, że odpowiednią metodą i odpwiednim środkiem, da się oszukać komisję antydopingową i ich badania. To był zamiar reżysera, więc zaczął na sobie stosować tą metodę i sprawdzić czy faktycznie jest to możliwe... ale film już w pierwszej połowie idzie w innym stronę niż by chciał. Zamiast badać zjawisko dopingu, ujawnił największy skandal dopingowy w historii. Po samym autorze tego materiału, widzimy że, nie wierzy w to co się właśnie dzieje. Jak ze zwykłego dokumentu o nielegalnych środkach przechodzimy do afery na skalę światową. Przyznam że chyba z tego zwycięstwa cieszę się najbardziej w tym roku. Gorąco polecam!


Ciekawe...
Najlepszy film



W tym roku ta kategoria może mnie tak, nie zaskoczyła jak najlepszy oryginalny scenariusz, to jednak byłam w szoku. Owszem, jestem trochę zawiedziona, ponieważ uważam że, "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", w tym roku były na prawdę najlepszą produkcją i nie zmieniłam zdania. Żeby nie było, "Shape of Water" bardzo mi się podobał, zwłaszcza wizualnie, sądzę że to genialny film, ale choćby pod względem scenariusza, wolę "Trzy billboardy". Mimo wszystko, jestem ciekawa, czy wygrana tego dzieła wniesie coś do kolejnych nagród Akademii i czy przetrze szlaki, właśnie takim twórcą jak Guillermo del Toro czy Tim Burton. Przyznam że nie pamiętam, by kiedykolwiek taka produkcja zdobyła główną nagrodę. Jeśli faktycznie "Shape of Water", otworzy innym twórcą drzwi na oscarowe salony - to będę mu ogromnie wdzięczna.  Może właśnie ten film będzie jakąś małą rewolucją dla wybierających laureatów, może otworzy im oczy na nowe, niestandardowe produkcje. Może będzie też inspiracją dla nowych twórców, by nie bali się ryzykować, tak jak zrobił to del Toro - ten film był jego marzeniem, nikt nie chciał go produkować, to sam się tym zajął i teraz wytwórnie plują sobie w brodę. Kto wie.

Pozdrawiam. 
Kavka


czwartek, 8 marca 2018

Mundurki od Armaniego?

Hej oglądając telewizję poranną natknęłam się na ciekawą wzmiankę na temat pewnej szkoły podstawowej w Tokyo.

Znalezione obrazy dla zapytania mundurki japońskie

Publiczna szkoła w bogatej dzielnicy Tokyo, postanowiła, że dzieci będą mogły nosić mundurki prosto od Armaniego, tak tego Armaniego. Mundurki będą kosztowały około 80 tys. jenów (2,5 tys zł). O rany rozumiecie to? To będzie chyba pierwsza taka szkoła, w której będą dzieci mogły pokazywać się w takim drogim i ekskluzywnym mundurku.
Oczywiście pomysł ten nie przypadł do gustu pewnemu gronu rodziców. Szczerze, popieram ich. Takie działania mogą negatywnie wpłynąć na psychikę dzieci. Takimi zachowaniami, mogą zacząć myśleć, że należy im się wszystko co najdroższe bez żadnego wysiłku. A przecież nie o to chodzi w życiu, trzeba doceniać to co mamy. 


Znalezione obrazy dla zapytania mundurki japońskie Dyrektor szkoły Toshitsugu Wada wyjaśnił na konferencji prasowej, że choć mundurki są drogie, uznał je za warte swej ceny. Myślałem, że Taimei może wykorzystać moc zagranicznej marki odzieżowej, by zbudować własną tożsamość- powiedział. Dodał, że wybrał Armaniego, gdyż jego sklep znajduje się w pobliżu szkoły. W niektórych przypadkach mundurki potrafią być droższe od garniturów. Osobiście uważam, że to paranoja. Mundurek ma określać pochodzenie szkoły, w której się uczymy. Może to być naszywka na koszulę albo konkretny kolor mundurka, który będzie stanowił cechę charakterystyczną danej szkoły.
Jednak mundurki te nie są obowiązkowe, to ciekawa jestem ile dzieci w kwietniu będzie przechadzać się w mundurkach od włoskiego projektanta.

Zacznijmy od tego, że jestem przeciwniczką mundurków. Sama pamiętam swój. Granatowa spódnica, tego samego koloru dłuższa koszula przewiązana paskiem w pasie...unikałam go jak ognia. Udawałam, że zapomniałam go wziąć ze sobą, albo, że jest w praniu.
Nie popieram mundurków, ponieważ wtedy człowiek czuje się zniewolony, a przynajmniej ja tak się czułam. Nie mogłam nosić tego co mnie określa, nie mogłam nosić tego co określa kim jestem. Kiedy czuje się źle, nosze ciemne ubrania (oczywiście nie zawsze), kiedy jestem radosna nakładam coś jasnego. Kiedyś obowiązywał jeden strój i koniec kropka. Pamiętam jeszcze ile uwag nazbierałam za brak mundurka i emblematu szkoły. Och rany...

Wiecie może bym to jeszcze przebolała, gdyby ten mundurek był ładny, nie chodzi mi o to, że nagle trzeba kupować Armaniego, żeby dało się go nosić. Do czego zmierzam? W sumie nie potrafię do końca odpowiedzieć na to pytanie. Ale wyciągnę z tego puentę: Nie ujednolicajmy się. Na szczęście pewnie wszyscy, którzy to czytają już dawno mundurków nosić nie muszą...możecie mi opowiedzieć jakie były wasze doświadczenia z mundurkami i czy wam pasowały. Chętnie tego wysłucham.


Tyle ode mnie. Trzymajcie się!
Ev.                                                           

 

niedziela, 4 marca 2018

Omówienie i spekulacje - Oscary 2018 #2



Witajcie ponownie!
Zapraszam na ciąg dalszy spekulacji oscarowych. W poprzednich omówiliśmy 6 kategorii w tym m.in.: najlepszy montaż, najlepsza charakteryzacja. Dziś przechodzimy do głównych kategorii i tych chyba najbardziej wyczekiwanych.

 
Najlepsza aktorka drugoplanowa
Nominowani: Mary J. Blige za "Mudbound", Allison Janney za "I, Tonya", Lasley Manville za "Nić widmo", Laurie Metcalf za "Lady Bird" i Octavia Spencer za "Kształt Wody". Każda z tych pań, niezaprzeczalnie mnie urzekła. No może poza Octavią Spencer, którą widziałam w kilku już rolach i zawsze grała w ten sam sposób, może to wina postaci jakie dostaje, bo gra dobrze, jednak uważam że, tym razem mieliśmy tu lepsze kandydatki w tej kategorii. Przyznam szczerze, że najbardziej się wahałam między Laurie Metcalf i Allison Janney. Obie zagrały bardzo podobne role - matki raniące swoje dzieci. I wiem że wiele osób jednak stawia na Metcalf, ale mnie Allison Janney , po prostu skradła serce w "I, Tonya". Znam Panią Janney w większości z seriali, jednak tu pokazała prawdziwą patologiczną matkę i ciężką relacje między jej postacią i córką. Uważam że, na prawdę zasłużyła na tego Oscara.

Najlepszy aktor drugoplanowy
Nominowani: Willem Dafoe za "The Florida Project", Woody Harrelson za "Trzy billboardy za Ebbing , Missouri", Richard Jenkins za "Kształt wody", Christopher Pulmer za "Wszystkie pieniądze świata" i Sam Rockwell za "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri". W tym roku w obu kategoriach, aktorów i aktorek drugoplanowych, mamy na prawdę doborowe towarzystwo. Tu również miałam na prawdę ciężki wybór. Mamy tu Willema Dafoe, który poza genialnym występem we "Florida Project", jeszcze nigdy nie otrzymał Oscara (a powinien), co jest dla mnie nie dopomyślenia, zwłaszcza że jest jednym z moich ulubionych aktorów. Kolejny nominowany, to Woody Harrelson, gdzie w Trzech Billboardach zagrał komendanta policji. Jego rola była faktycznie przejmująca i chwytająca za serce, jednak nie aż tak duża była to rola jak jego kolegi z planu Sama Rockwell. Dla mnie Rockwell w pewnym momencie nawet staje na równi z główną bohaterką Mildred - mamy pokazaną przemianę postaci, który z kanalii, zmienia się, bo w końcu ktoś w niego uwierzył i sam postanawia coś ze sobą zrobić. Mamy także Richarda Jenkinsa, który na prawdę świetnie sobie poradził z rolą Gilesa, a także Christophera Pulmera, który w szybki i rewelacyjny sposób wcielił się w postać w ostatniej chwili, gdy to Ridley Scott usunął z filmu Kevina Spacey, po oskarżeniach o molestowanie. I przyznam szczerze że jedynym filarem dla mnie w tym filmie był właśnie Pulmer, a po czym jak nie po takich historiach można poznać że aktor jest tak dobry, że zagra ci i przede wszystkim wcieli się w postać, z biegu. Mimo wszystko w tym roku, moim kandydatem jest Sam Rockwell, ponieważ to w jaki sposób zagrał i poprowadził swoją postać jest po prostu niesamowite! Z miejscowej gnidy, której to widz ma ochotę strzelić przez ten głupi łeb, wysuwa się na drugą najważniejszą postać i jak dla mnie przejawiającą najbardziej moralne cechy, których nabiera w momencie gdy tylko jedna osoba pokazuje mu, że mimo tego jakim jest głupcem, to wierzy że ma dobre serce.

Najlepsza aktorka
Nominowane: Meryl Streep za "The Post", Sally Hawkins za "Kształt Wody", Frances McDormand za "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", Margot Robie za "I, Tonya" i Saoirse Ronan za "Lady Bird". W tym zestawieniu, dla mnie wygrana po prostu musi trafić do Frances McDormand. Po protu musi. W jaki ona sposób zagrała swoją bohaeterkę to jest niesamowite. Pogrążona w żalu matka, którą od początku za jej stratę, tłumaczymy. Jest wulgarna bo jest sfrustrowana, jest bezczelna wobec władzy, bo walczy o sprawiedliwość dla swej córki. I choć jest to nasza bohaterka i ją początkowo wybielamy, to nie da się nie dostrzec, że wcale nie jest krystalicznie czystą postacią. Wręcz przeciwnie. Jej postępowanie możemy sobie tłumaczyć, ale wcale nie jest dobre, a nawet jest krzywdzące dla innych. Fizyczność i gra aktorki, nadaje całej postaci, rzadko spotykany kształt u Oscarowych postaci - ludzki, brudny kształt. 

Najlepszy aktor
Nominowani: Gary Oldman za "Czas Mroku",  Deznel Washington za "Roman J. Israel, Esq.", "Timothee Chalamet za "Tamte dni, tamte noce", Daniel Day-Lewis za "Nić Widmo" oraz Daniel Kalluya za "Uciekaj!". W tej kategorii mam aż dwóch faworytów. Gary'ego Oldmana i Daniela Day-Lewisa. Wiem że, Gary Oldman jest w tym roku bardzo porównywany do Leonadra Di Caprio, że powinien w końcu dostać swojego pierwszego Oscara, choć ludziom nie za bardzo się podobał "Czas mroku". Mnie osobiście film się podobał, może prócz sceny w metrze... jednak film całościowo na prawdę mi się podobał, w porównaniu do "Zjawy" z Di Caprio, który w ogóle mnie nie urzekł (może prócz krajobrazów). Oldman faktycznie, powinien dostać już tego swojego zasłużonego Oscara, ale nie tylko dlatego, że POWINIEN, ale według mnie, również sobie na niego zasłużył, grając Churchilla. I nie mówię tu tylko o tym że, musiał grać z kilogramami charakteryzacji, ale po prostu świetnie sobie poradził. Cała jego mimika, postawa i najważniejsze, czyli ton głosu i ten znany wszystkim, talent oratorski z którego słyną Churchill, wszystko to zawarł w swej roli. Wiele osób sądzi, że zawiodło ich to, że niczego nowego nie dowiedzieli się o Winstonie. Przyznam że, nie rozumiem tego argumentu, ale rozumiem że komuś ta "laurka" może się komuś nie podobać, jako film, jednak sądzę że, sam Gary Oldman, świetnie poradził sobie z tą rolą. Drugim moim kandydatem jest Daniel Day-Lewis, za zagranie Woodcocka w filmie "Nić widmo", rozchwianego artystę, który mimo że odtrąca i odstrasza wszystkich swą arogancją i bucowatym zachowaniem, zakochuje się i nie potrafi sobie z tym poradzić, więc stara się to odrzucać od siebie. To w jaki sposób gra... mam wrażenie jakby panował nad każdym ruchemm każdą cząstką swojego ciała. Oglądając "Nić widmo" miałam wrażenie, że wszystkie emocje jego bohatera, były tak namacalne, że sama je adaptowałam. Gdy widziałam jego twarz na balustradzie w sylwestra, niby bez grymasu, a mimo wszystko współodczuwam to co bohater. Miałam wrażenie, że znam dokładnie uczucia Woodcocka, którego wcale nie polubiłam. Nie jest to bohater, którego darzy się sympatią, wręcz przeciwnie, a mimo wszystko rozumiecie go. Dla mnie w tej kategorii, nie ważne który z tych panów by wygrał, obaj zasłużyli na statuetkę.

Najlepszy reżyser
Nominowani: Christopher Nolan za "Dunkirk", Guillermo del Toro za "Kształt Wody",Greta Gerwig za "Lady Bird", Jordan Peele za "Uciekaj!", Paul Thomas Anderson za "Nić widmo". W tej kategorii mamy, Christophera Nolana, który stworzył już takie filmy jak: "Incepcja", "Interstellar" czy "Memento", film wyjątkowe, jednak w moim odczuciu, "Dunkierka", która miała być poruszającym dramatem wojennym co widać choćby po przejmującej muzyce Hansa Zimmera czy długich ujęciach, ale... coś nie wyszło (prawię usnęłam w kinie, niestety). Tym razem myślę, że Nolan choć niby dobrze sobie poradził jako reżyser, przy tym filmie, to w porównaniu z jego poprzednimi produkcjami, to w tym roku, według mnie, nie zasłużył na statuetkę. Uważam że, dużo lepiej poradził sobie, Jordan Peele z na prawdę niesamowicie ironicznym filmem "Uciekaj". Niskobudżetowa produkcja, która może nie każdego porwie, ale na pewno zaskoczy. Peele, mógłby spokojnie dostać nagrodę za genialny debiut reżyserski, mimo wszystko, to nie on jest moim faworytem. Nie jest nim ani Anderson za "Nić widmo" choć jest to z pewnością jeden z moich ulubionych filmów oscarowych, ani nie jest nim Greta Gerwig, za "Lady Bird", który mówiąc szczerze, w ogóle mnie nie zachwycił. Moim faworytem jest Guillermo del Toro. W sposób w jaki zrealizował tą niesamowitą produkcję, jest niebywały. Widać tam wielką szczegółowość i dbanie o detale. Choć historia wcale nie jest oryginalna, to realizatorsko jest to piękny obraz. Dosłownie dzieło sztuki. Widać, że ten film dla Guillermo, jest bardzo ważny. To widać i czuć.

Najlepszy Film


Nominowani: "Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri", "Uciekaj!", "Kształt Wody", "Dunkierka", "Lady Bird", "Czas Mroku", "The Post", "Nić Widmo", "Tamte dni, tamte noce"

Przed nami ostatnia i najważniejsza chyba kategoria, czyli najlepszy film. W tym roku było aż 9 filmów! Każdy z nich jest wyjątkowy, ale nawet wśród takich perełek mam swój numer jeden. 

"Uciekaj!", jest niesamowitym i nieoczywistym, ironicznym komentarzem społecznym do sytuacji,
która obecnie się dzieję w USA. Na dodatek jest to horror, co rzadko się zdarza żeby film grozy był nominowany do głównej kategorii. Nie jest to mój faworyt, jednakże uważam, że ten film jest na prawdę dobry i dużo już osiągnął. Na prawdę się nie spodziewałam inteligentnego horroru w głównej kategorii, a jednak!

Moimi dwoma największymi zawodami na tegorocznych Oscarach był "The Post" i "Dunkierka". Oba te film, była na prawdę nużące. Choć lubię filmy o tematyce śledztwa dziennikarskiego, to "The Post", wcale na mnie nie działa. Zawiodło mnie to że ten film był promowany jako historyczna walka o wolność słowa prasy przeciwko władzy, a tak na prawdę przez 3/4 filmu widzimy wahania bohaterów, czy publikować artykuł, czy może jednak nie a z tej walki pozostał telefon od kogoś z góry a później to już scena w sądzie. Zostało to tak rozciągnięte w czasie, że aż zaczął mnie na prawdę nużyć. W "Dunkierce" natomiast, nie miałam... fabuły, nie miałam bohaterów z którymi mogłabym się choćby bliżej zapoznać, nie miałam nawet zarysu, czym jest Dunkierka czy akcja Dynamo - co zabawne, to mi wyjaśnił, "Czas mroku". Może to dlatego że tych filmów na prawdę bardzo, jeśli nie najbardziej wyczekiwałam. Uważam je, jednak za moje największe rozczarowanie oscarowe.

Kolejnym filmem nominowanym jest "Lady Bird", który jest kolejnym filmem o dorastaniu, o problemach w relacjach z matką. Wiem, że wielu ta produkcja się podoba, mnie jednak osobiście nie przypadła do gustu. Miałam wrażenie, że jest to kolejny film o problemach nastolatków, by lepiej ich zrozumie, by inaczej spojrzeć na konflikty rodzinne itd. To nie jest zły film. Ma świetnych aktorów, dobry scenariusz, jednak ten film wcale mnie nie porwał. Myślę że tą produkcję, albo się lubi, albo nie, bo technicznie jest solidna. Dla mnie jednak nic poza tym.

"Tamte dni, tamte noce", gdzie znów mamy nastoletniego bohatera, który powoli odkrywa siebie, ale nie tylko. Film opowiada nie tyle co o wkraczaniu w dorosłość, co o pragnieniu, młodzieńczym pożądaniu, zauroczeniu i próbowaniu. Ten film jest romantyczny, jednak nie w pompatyczny sposób, bez wielkich słów, bez cukru pudru. Mamy pokazaną relację dwóch chłopaków, gdzie jeden z nich w pewnym sensie bada i odkrywa, co lubi, czego pragnie, jednocześnie uczy się czym jest ból. Młody Elio początkowo nakłada pewnego rodzaju maskę, ale z czasem się łamie. To nie jest opowieść o wielkiej miłości, tylko o takiej miłości jaką możliwe że każdy, powinien choć raz przejść jako dzieciak. Ten film jest piękny wizualnie, jak i również fabularnie. 

"Czas mroku", czyli film na wpół dramat wojenny a na wpół biografia o fragmencie z życia Winstona Churchilla, gdy został powołany na stanowisko premiera w latach 40. Mnie film się podobał, mimo że faktycznie była to "laurka", a nie jakaś szersza biografia, która mogłaby nas zbliżyć do samej postaci Churchilla jako człowieka a nie ojca narodu brytyjskiego. Realizatorsko ten film, jest na prawdę dobry. Zdjęcia, zabawa światłem i cieniem, gra Oldmana, charakteryzacja. Wielu się jednak nie podoba, że postać Churchilla jest taka nieskalana. Jednakże, bazując na tym fragmencie życia, który ludzie pracujący przy tym filmie wybrali, czyli gdy zostaje powołany, aż do zakończenia akcji "Dynamo", to nie ma co się dziwić, bo był to największy jego sukces polityczny. Gdyby czasowo rozciągnięto fabułę do końca wojny albo Jałty, nie mogliby z niego zrobić takiego idealnego, bo faktycznie byłoby to kujące - ale tak to, mnie nie przeszkadza. Uważam że, jest to na prawdę dobry film a nawet bardzo dobry, ale jeśli ktoś chcę więc z życia Churchilla się dowiedzieć - to faktycznie nie tu.
 
No i moich trzech tegorocznych ulubieńców. "Kształt wody" jest piękną artystyczną, baśnią dla dorosłych. Mam wrażenie jakbym faktycznie przewracała kolejne karty baśni. Choć scenariusz jest banalny, to sam film jest jak już wspominałam, dziełem sztuki. Historia z tym filmem jest zresztą ciekawa, bo podobno scenariusz został już napisany, a na pewno zarysowany gdy Guillermo del Toro miał ok. 20 lat. Jakiś czas temu postanowił zrealizować swoje marzenie reżyserskie jako nowa wersja "Potwora z Laguny", tylko w romantycznym-baśniowym ujęciu, więc poszedł z nim do Universala, z którego potwór pochodził, ale wytwórnia odrzuciła projekt - zamiast tego mieliśmy "Mumie" z Tomem Cruise'm... nic więcej nie dodam. Zamiast tego Guillermo del Toro, zrealizował go później tak jak chciał pod swoim szyldem. A dziś "Shape of Water" ma aż 14 nominacji do Oscara. Pewnie Universal pluje sobie teraz w brodę.  

Kolejnym filmem jest "Nić widmo". Jest to trudna opowieść o relacji między ludzkiej i o miłości. Jest bardzo zmysłowym obrazem dwójki ludzi. Mężczyzny pochłoniętego pasją, który odrzuca od siebie wszystko co mogłoby go rozpraszać i obraz kobiety tak zakochanej, że posunie się do wszystkiego by choć na chwilę ten gburowaty artysta, przyznał że jej potrzebuje. Ten film jest po prostu piękny. Ich relacja choć dziwna a nawet czasem toksyczna, jest po prostu piękna, bo pokazuje że potrzebujemy tej drugiej osoby, tej którą kochamy. Żałuję że, ten film ma być już ostatnim występem Daniela Day-Lewisa, jednak mogę powiedzieć tylko, że zejdzie z ekranu niepokonany. 

Ostatni film w tej kategorii i według mnie faworyt, który powinien w tym roku zgarnąć statuetkę to: "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri". To historia matki, której córka została brutalnie zgwałcona i zamordowana, a od miesięcy nie odnaleziono sprawcy. Nasza bohaterka, czyli Midred, postanawia wynając trzy billboardy, przy rzadko uczęszczanej drodze, mając jednak nadzieję, że to w końcu zmusi policję w mieście do działania. Ten film jest rewelacyjny, bo tak na prawdę żadna z tych postaci nie jest ani krystalicznie czysta, ani do końca zła. Trzy billboardy są przedstawione w dość naturalistyczny sposób, mamy pokazaną dysfunkcyjność każdej z postaci. To idealny miks tragizmu i komizmu w jednym. "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" zdobyły już 4 Złote Globy, więc czas również i na Oscara.

                                                                    *

To moja przydługa, lista spekulacji w 12 kategoriach do tegorocznych Oscarów. Macie jakichś swoich faworytów?
Kavka.

sobota, 3 marca 2018

Omówienie i spekulacje - Oscary 2018 #1


 Witam i zapraszam na omówienie nominacji oraz moich osobistych faworytów i spekulacji na temat ewentualnych wygranych. Od razu chcę zaznaczyć, że nie omówię wszystkich kategorii, ponieważ niestety nie byłam wstanie nadrobić wszystkich filmów nominowanych we wszystkich kategoriach (ach, ta sesja), więc z góry przepraszam. Niektóre omówię trochę dłużej, przez inne przeskoczę, ale omówię każdego mojego faworyta. A teraz zaczynajmy.


Najlepszy scenariusz adaptowany 
W tym roku nominowani zostali: "Logan", "The Disaster Artist", "Mudbound", "Tamte dni, tamte noce" oraz "Molly's Game". Mam wrażenie, że ta kategoria ma największy rozstrzał jeśli chodzi o spekulacje. Chodzi mi o to, że jak nasłuchiwałam innych dyskusji związanych z Oscarami, to zwykle wiele głosów się powtarzało. Ta kategoria taka nie jest. Wiem, że spora część osób chciałaby by wygrał "The Disaster Artist" Jamesa Franco, czyli film o powstaniu jednego z najgorszych filmów w historii, czyli "The Room" w reżyserii Tommy'ego Wiseau, żywej ikony i legendy (jeśli jesteście ciekawi tematu Wiseau i "The Room" to napisałam również o nim niedawno artykuł - "Fenomen Tommy'ego Wiseau"), temat Wiseau i jego osobistego amerykańskiego snu, jest faktycznie niesamowity, a James Franco, świetnie odwzorował samego Tommy'ego, jednak, sam film choć był dobry nie skradł mojego serca jak inna produkcja, ale to później.
Inni opowiadają się za "Loganem", który dumnie w tym roku reprezentuje blockbustery - bardzo mnie cieszy jego nominacja, ponieważ jestem totalnym geekiem i fanem Wolverine'a, jednakże nie sądzę by poza samą nominacją (która już jest ogromnym wyróżnieniem, zwłaszcza dla tego typu filmów), nie sądzę by powinien dostać statuetkę.
Tegoroczny faworyt w tej kategorii, czyli "Tamte dni, tamte noce". Jest pięknym, mądrym filmem romantycznym, historią o młodzieńczym zauroczeniu i o poznawaniu swoich pragnień. Film jest rzeczywiście fantastyczny, jednak w tej kategorii mam innego ulubieńca.
Moim osobistym faworytem jest "Mudbound" z Netflixa. Ten film mnie osobiście rzucił na łopatki. To opowieść o braterstwie i przyjaźni, która przypomina "Romea i Julię", bo mamy tu dwie zwaśnione rodziny, jednak tu odpowiada za to segregacja rasowa i uprzedzenia ludzi z Południa w latach 40. Film nie tylko jest wzruszający, ale także świetnie zrealizowany. Historia jest na prawdę przejmująca i może dać do myślenia.

Najlepsza piosenka
 Nominowane: "Mighty River" z Mudbound, "Mystery of Love" z Tamte dni, tamte noce, "Remember me" z animacji Coco, "Stand up for Something" z Marshalla i "This is me" z Króla Rozrywki. Dla mnie niezaprzeczalnie, najlepszą tegoroczną piosenką, jest "Mystery of Love" Sufjana Stevensa do filmu "Tamte dni, tamte noce". Odkąd tylko ją usłyszałam nie mogę przestać jej słuchać.
 
 Najlepsza oryginalna ścieżka dźwiękowa
Nominowani: Hans Zimmer ("Dunkierka"), Johnny Greenwood ("Nić widmo"), Alexandre Desplat ("Kształt Wody"), John Williams ("Star Wars. The Last Jedi"), Carter Burwell (Trzy bilboardy za Ebbing, Missouri").
Nazwiska ogromne w tej kategorii, zwłaszcza Hansa Zimmera, który odpowiada za ścieżki dźwiękowe do takich filmów jak: "Król Lew", "Gladiator", "Incepcja" itd. jednak uważam że, w tym roku na statuetkę zasłużył ktoś zupełnie inny - Alexnadre Desplat. W "Shape of Water" muzyka, idealnie nas wprowadza w klimat lat 60 ujętych w baśniowy styl całego filmu. Majstersztyk.

Najlepsze kostiumy
Nominowani: "Shape of Water", "Piękna i bestia", "Czas mroku", "Nić widmo" i "Powiernik Królowej". To kategoria z którą miałam na prawdę spory problem. W tym roku kostiumografowie na prawdę się popisali w każdym z tych filmów. Jednakże, jest jeden który wywarł na mnie niebotycznie wielkie wrażenie - "Shape of Water". Kostium Monstrum jest po prostu niesamowite, przez pewien czas byłam przekonana, że to po prostu nałożony komputerowo strój, ale nie.

Najlepsza charakteryzacja
Nominowani: "Cudowny chłopak", "Powiernik królowej" i "Czas mroku". Jak w poprzedniej kategorii miałam lekki dylemat, tak tu jestem po prostu pewna. Gary Oldman jako Winston Churchill, wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Już dużo wcześniej słyszałam o pracy nad filmem o Churchillu, jednak nawet przez moment do głowy mi nie przyszło, że Gary Oldman, mógłby go zagrać. Oczywiście nie chodzi mi tu o grę, tego aktora, bo jest rewelacyjna, ale umówmy się... w ogóle nie wygląda jak Churchill. Charakteryzatorzy z "Czasu Mroku" odwalili kawał dobrej roboty.

Najlepszy montaż
Nominowani: "Baby Driver", "I, Tonya", "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri", "Kształt Wody" i "Dunkierka". W tej kategorii mam aż dwóch faworytów i nie ważne, który z nich by wygrał, będę bardzo zadowolona. Jednym z nich jest "Baby Driver". Ten kto go widział pewnie się nie dziwi. To film stworzony właśnie dla montażu. Każdy ruch i działanie naszego bohatera jest kierowane rytmem muzyki jakiej słucha. Oglądając go miałam wrażenie jakbym oglądała teledysk - tylko pełno metrażowy. Co do drugiego mojego faworyta jest nim film, "I, Tonya" - montaż jest bardzo dynamiczny i genialnie mamy zsynchronizowaną jazdę na łyżwach z muzyką. 

                                                                  *
Na dziś to tyle, na resztę spekulacji i omówień zapraszam jutro rano ;) W drugiej części przejdziemy do głównych kategorii m.in: najlepszy aktor, aktorka i oczywiście najlepszy film. A na koniec macie Gary'ego Oldmana, który najwyraźniej nie może już się doczekać Oscarów, a może już świętuje ;)
Kavka



wtorek, 27 lutego 2018

Romantycznie w Starym Klasztorze



Stary Klasztor we Wrocławiu, przy Nowym Targu, niedaleko Rynku – kocham to miejsce. Ma w sobie niesamowity klimat. Zwłaszcza sala koncertowa nazywana Salą Gotycką. To tam odbywają się jedne z najlepszych, moim zdaniem koncertów, w pięknym, starym Wrocławiu.
Miejsce jest piękne, godne odwiedzenia. Dlaczego klub z Salą Gotycką jest tak wspaniały? Bo Stary Klasztor jest faktycznie klasztorem. Ale nie teraz o tym.
14 lutego Walentynkowo odwiedziłam to miejsce, ponieważ odbywał się tam koncert Mikromusic. Ale zanim o tym opowiem o supporcie…



Jabłonka.
Słyszeliście? Jeśli nie, to warto zajrzeć na YouTube. Wrocławski zespół, który podciągnęłabym pod bardzo przyjemną, wysublimowaną i może momentami nieco awangardową alternartwę. Słuchając ich utworów takich jak „Przestrach”, „Rozkwit”, czy „Cukier”, byłam pod ogromnym wrażeniem. Muzyka niezwykle dojrzała i relaksująca.
Muzyka po zapełnionej Sali Gotyckiej płynęła lekko. Niezwykle sympatyczna wokalistka w przerwach zagadywała publiczność… Zrobili piękny wstęp przed Mikromusic, ale i narobili ochoty na dłuższy występ niż 40 minut. Aż żal było, kiedy skończyli grać.

A Mikromusic? Niesamowite jak zawsze. Zagrali wszystkie kawałki z płyty „Tak mi się nie chce” plus tak zwane „the best of”. Trochę było mi szkoda, że nie usłyszałam „Pod Włos”, „Śmierci Pięknych Saren” i kilku innych utworów, które uwielbiam, ale jestem w stanie z tym żyć ;)

Natalia Grosiak zabawiała publiczność śmiesznymi anegdotami i żartami o kolegach z zespołu, robiąc na pewien sposób uroczy klimat koncertu. Podczas wielu momentów koncertu, ciarki biegały mi po plecach, kilka razy łzy stanęły w oczach.
Najbardziej zapadł mi w pamięć fragment, kiedy Grosiak powiedziała o „piosence terapeutycznej” i zagrali „Niemiłość”. Chyba wszyscy na Sali zaczęli śpiewać z wokalistką. Koncert minął bardzo szybko. Był świetny i godny zapamiętania, ale czy spektakularny? Tego nie wiem.

Tak czy inaczej gorąco polecam posłuchać obu zespołów. No i czekam na pierwszą płytę Jabłonki!

Do następnego!
Brownie

czwartek, 22 lutego 2018

Fenomen "The Room" i Tommy'ego Wiseau

Jednym z tegorocznych filmów nominowanych do Oscara w kategorii scenariusz adaptowany jest film "Disaster Artist" w reżyserii Jamesa Franco. Inspiracją do tego komediodramatu był "The Room" z 2003 roku, film uznawany za najgorszy w historii kina. Jego twórcą jest tajemniczy Tommy Wiseau.

"Disaster Artist" omówimy przy spekulacjach na temat nocy Oscarowej, a dziś zajmiemy się fenomenem najgorszego filmu, który dziś ma  status kultowego i jego reżyserem, producentem, aktorem i twórca scenariusza.
Jak to się stało? Takie pytanie zadawałam sobie (i pewnie nie tylko ja). Przecież wszyscy wiedzą, że ten film jest okropny! Nie rozumiałam, do póki go nie obejrzałam wraz z ukochanym w te Walentynki (Wiseau na Świętego Walentego, patrona chorych psychicznie - idealnie pasuje).

Faktycznie w tym filmie wszystko jest nie tak: dialogi są po prostu straszne, fabuła nielogiczna jak decyzje postaci, randomowe wątki, które są rzucone i już do nich nie wracamy, o aktorstwie już nie wspomnę, no i te zdecydowanie za długie sceny seksu... jednak ten film jest tak koszmarny, że aż genialny. I to jest tylko moja opinia, nie ja jedna mam takie masochistyczne zapędy do tego gniota. Mimo że film ma już swoje 15 lat, to Tommy wraz ze swoim "The Room" wciąż jeździ na organizowane specjalne seanse jego dzieła. Wiseau na swoim twitterze publikuje wciąż aktualizowaną listę stanów i miast gdzie tym razem zawita, a gdzie już był. Ta lista na prawdę nie jest mała, a ludzie na prawdę przyjeżdżają by spotkać się z Wiseau i zobaczyć "The Room". Ludzie podczas seansu cytują dialogi z pamięci jednocześnie ze scenami w filmie, przychodzą poprzebierani za postacie. Dlaczego? Myślę że wpływ na taki sukces miały trzy czynniki, które pokrótce omówimy.



1. "American Dream"

Ten słynny amerykański sen, jest chyba wszystkim znany. Sława, pieniądze itd. Każdy o tym przecież marzy. Tommy Wiseau też marzył. Chciał stworzyć film, który będzie w jego mniemaniu arcydziełem i będzie mieć szanse na zdobycie Oscara. Jak pewnie wiecie Oscara nie zdobył, a film okazał się gniotem. Już w trakcie kręcenia ekipa filmowa, stwierdziła, że ten film będzie jedną wielką katastrofą. Nikt nie wierzył w projekt jakim był "The Room", tylko Tommy. I niestety film okazał się wielką klapą klapą jak przewidywano... ale co z tego? Wiseau się udało, nakręcił film - fatalny, ale to nadal film. "The Room". Kto z nas nie lubi tych którzy realizują swoje marzenia, a tym bardziej jeśli te marzenie okazało się słabe w skutkach. Mam wrażenie, że właśnie wtedy nawiązuje się pewna więź porozumienia. Gdyby "The Room" okazał się fenomenalny, byłby dziełem sztuki, nie zwrócilibyśmy na Wiseau uwagi, byłby gwiazdą, byłby trochę poza naszym zasięgiem - niby lubimy, ale mówimy o nim jak o kimś nad nami, nie ma tej relacji bo w końcu jak to prawdziwa gwiazda - możesz patrzeć, ale nie dotykać. Poza tym nie lubimy gdy ktoś jest nad nami, a gdy ktoś tak jak my chce spełniać marzenia, ale mu się nie do końca uda, albo zrobi coś tak złego jak właśnie "The Room", mamy poczucie, że ten gość jest jak my, a czasem nawet czujemy się od niego lepsi.

2. Tajemniczy Tommy 

Niby wiele osób wie kim jest Tommy Wiseau, zwłaszcza teraz po premierze "Disaster Artist", jednak ile tak na prawdę o nim wiemy? Tommy (jeśli się tak na prawdę nazywa) nigdy nie powiedział ile ma tak na prawdę lat (zawsze odpowiada dziennikarzom "tyle co ty"), skąd tak na prawdę pochodzi bo na pewno nie jest z Luizjany, jak do tej pory twierdził. Wiele teorii krąży o pochodzeniu Wiseau. Niektóre źródła nawet twierdzą że urodził się w Poznaniu i tak na prawdę nazywa się Tomasz Wieczor albo Wieczorkowski, ale żadna z tych informacji nie jest potwierdzona, jedyną poszlaką jest jego wschodnioeuropejski akcent. Poza kwestią pochodzenia i wieku, jest jeszcze jedna i chyba najbardziej nurtująca wszystkich kwestia. Skąd miał pieniądze na "The Room". Mimo że film okazał się okropny to nie oznacza że nie kosztował dużo. Wręcz przeciwnie. Box office wyniósł ok. 6 000 000 mln. $ a biorąc pod uwagę fakt, że film nie został wsparty patronatem żadnej wytwórni ani żadnego innego producenta poza samym Tommy'm to na prawdę spora kwota. Skąd takie wydatki, a no stąd że praktycznie 90% filmu była kręcona w studiu (choć część spokojnie mogła być zrealizowana na powietrzu - byłoby prościej i taniej) a także całe wyposażenie, które zostało kupione, (w tym dwie kamery, jedna cyfrowa i druga klasyczna filmowa 35mm) nie mówiąc już o całej ekipie. Skąd miał pieniądze? To wielka tajemnica, jak on sam. Może to właśnie ta tajemnica nas tak przyciąga do tego wyjątkowego gniota.

3. Lubimy kicz 

A może odpowiedź jest prosta. 
Może my po prostu lubimy kicz? Wiem że, dla niektórych brzmi to irracjonalnie, ale przecież gniotów u nas dziś pełno. Od horrorów klasy B, po kino Rodrigueza czy te okropne paradokumenty, które zdobywają kolejne szczyty popularności. Od części usłyszę "ale ja to oglądam dla jaj". Może i tak, ale to znaczy że dobrze się bawisz przy tego typach produkcjach. I nie oceniam tu nikogo. Ba! Przecież sama jestem horroromaniakiem i ubóstwiam te kiczowate slashery z lat 80' albo potwory Universala, które ludzie uważają za słabe. I dlatego też mogłam polubić "The Room" bo nie podchodzę do niego jak do filmów oscarowych, tylko z dużą dozą dystansu. Może właśnie cały urok tkwi w tym fatalnym dramacie psychologicznym, który finalnie dzisiaj stał się pastiszem, komedią czy innym tworem dla mas z których się śmiejemy. Moim zdaniem Tommy Wiseau, za parę lat, albo nawet już niedługo stanie się jedną z ikon naszych lat. To jego będzie się nosić na koszulkach, a nie Leonarda Di Caprio czy Jamesa Franco. I to nie jest żaden wstyd. To cudowny, dziwny wytwór, naszych czasów.

Uważam że, każdy z tych czynników mógł się przyczynić do tego fenomenu. I cudownie! By jednak zrozumieć w pełni fenomen tego "dzieła", musicie go obejrzeć. Na prawdę polecam byście wraz ze znajomymi, przy pizzy obejrzeli sobie "The Room". Zapoznajcie się z naszą ikoną najgorszych filmów i jego szalonym twórcą. Ja się zakochałam w tym złym filmie i nie wstydzę się tego!
Ten film jest tak zły, tak fatalny, że aż genialny.



Kavka.

piątek, 16 lutego 2018

Hina-matsuri ( 雛祭 )

Znalezione obrazy dla zapytania sake japonskieWitam Was serdecznie, nie przedłużając zapraszam do czytania!
Moje kochane kobietki, niedługo będziemy obchodziły nasze święto, oczywiście chodzi mi o Dzień Kobiet, który wypada w Polsce 8 marca. Każda z nas wie jak on wygląda i nie będę się tu na ten temat rozwodzić, ale co jest ciekawe w tym całym wstępie? Otóż nie ciekawi was to kiedy i jak czują się kobiety w Japonii w ten cudny dzień? Na początku zaznaczę, że mogłam was wprowadzić w błąd, ponieważ w Japonii nie obchodzi się Dnia Kobiet. Uznaję się za to Dzień Dziewczynek, Święto lalek, który przypada 3 marca.
Znalezione obrazy dla zapytania hina matsuriDzień ten przypada w sezonie kwitnienia brzoskwiń (według kalendarza księżycowego), bywa on również nazywany Momo-no Sekku (Świętem Brzoskwiń).

W ten dzień modlimy się w intencji wszystkich kobiet, o ich dobrobyt, kondycję fizyczną i psychiczną, szczęście i miłość oczywiście. Ogólnie każdy składa same dobre intencje w tym dniu. 
Rodziny Japońskie, w których są małe dziewczynki wystawiają w domu zestaw specjalnych lalek (jap. Hina-ningyo), w których główną rolę odgrywa para cesarska. Taki zestaw lalek może liczyć aż do 15 sztuk, laleczki te przekazywane są z pokolenia na pokolenie, uważa się, że im dłużej lalki były przekazywane, tym większe szczęście i dobrobyt przekazują danemu pokoleniu. Figurki te oczywiście nie służą do zabawy, a raczej do postawienia ich na półce i podziwiania ich pomyślnego wpływu na dziewczynki. Lalki wyciąga się dwa tygodnie przed tym świętem. Należy je schować do trzech dni po skończonym świętowaniu. Dlaczego? Ponieważ przesąd mówi o tym, że jeżeli nie schowamy lalek, to dziewczynka wyjdzie późno za mąż.

W ten dzień dziewczynką podaje się również specjalne potrawy mające zapewnić pomyślność. Jest to sushi z rybami udekorowane krewetkami, warzywami i jajkiem (jap. chirashi-zushi). Na deser natomiast bardzo często podawane są ciasteczka ryżowe i białe sake. Białe sake powstające z ryżu może zawierać nawe do 10% alkoholu. Więc przy częstowaniu dziewczynek, nigdy nie przekracza się norm.

Święto Hina-matsuri wywodzi się od starożytnych chińskich praktyk magicznych, w trakcie których wszelkie grzechy cielesne, choroby i nieszczęścia przenoszono na lalki, a następnie usiłowano się ich pozbyć poprzez wrzucanie lalek do rzeki. W niektórych regionach Japonii również zachował się podobny stary zwyczaj zwany hina-okuri lub hagashi-bina, w którym papierowe lalki spławiane są z nurtem rzeki, późnym popołudniem 3 marca.

No to wszystko na dziś ode mnie! Mam nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś nowego. Miłego dnia/wieczora wam życzę Moi mili :) 
                                                                                                                                                                                      Ev.


PS.: Jeszcze na pożegnanie dam wam najbardziej uroczy gif jaki ostatnio widziałam *.*
KOCHAM YATO CAŁYM SERDUSZKIEM!

               


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka