wtorek, 13 września 2016

"Pandemia" - Jana Wagner

Przetrwaliśmy już atak żywych trupów oraz nuklearną zagładę. Teraz przyszła kolej na coś innego. Dzisiaj chciałabym wam pokazać książkę, która skromnie stała  na najniższej półce w księgarni. Jednak po jej  przeczytaniu stwierdzam ,że zasługuje ona na wiele więcej.
Naszą bohaterką jest kobieta o imieniu Anka. To z jej perspektywy poznajemy całą historię. W skrócie: jest krótko po ślubie, przeniosła się z mężem i synem na obrzeża miasta. Jest trochę odludkiem lecz rodzina jest dla niej najważniejsza. Wszystko zmienia się gdy stolica – Moskwa - zostaje zamknięta z powodu panującej choroby. Nikt nie może wjechać ani wyjechać z miasta. Rozpoczęto kwarantanne. Wkrótce przestały działać telefony, a później całkowicie odcięto dostawy prądu. Zero kontaktu z miastem.
Jednak to jeszcze nie koniec koszmaru. Nowy dom naszej bohaterki okazuje się niekoniecznie bezpiecznym miejscem. Niespodziewany gość – teść Anki -  namawia rodzinę do opuszczenia przytulnego gniazdka. Ich celem staje się mały domek zbudowany na wysepce na jeziorze blisko granicy z Finlandią. Jednak do ich grupy uciekinierów  przyłączają się sąsiedzi oraz była żona Sierioży i jego syn (Sierioża - obecny mąż Anki). Cała akcja zaczyna się w listopadzie, czyli warunki pogodowe o tej porze roku niekoniecznie sprzyjające podróży.
Ich podróż jest długa, pełna niebezpieczeństw. Niechętnie, ale zyskują nowych towarzyszy, np. psa :) Ostatecznie udaje im osiągnąć swój zamierzony cel. Są świadkami przerażających wydarzeń. Jak umierają miasta i w jaki sposób zostają potraktowani inni ludzie mieszkający na wsi . Nasza bohaterka jest panikarą. Nie dziwię się, jest to matka która chce ochronić swojego syna.  Zmaga się ze strachem przed zarażeniem, ale i z obecnością byłej żony ukochanego.
Najbardziej spodobało mi się sposób narracji, kreowania świata przedstawionego przez autorkę. Zbudowany klimat jest ponury, czasami pesymistyczny. Można poczuć ten chłód, zimno śniegu. Mój ulubiony obraz ludzi, co się z nimi dzieje w trudnych warunkach, ich zachowanie. Takie psychologiczne podejście. Natomiast przedstawieni bohaterowie są prawdziwi. Chodzi mi o to, że to zwykli ludzie, mający różne charaktery. Nie są pokazani jako super bohaterowie, niezniszczalni.
Według mnie ta książka jest jedną z lepszych jakie przeczytałam. Nie spotkałam się nigdy wcześniej tak przedstawioną historią. Mimo ponurego klimatu potrafi zainteresować.
Życzę miłego dnia,
DJ

czwartek, 8 września 2016

Perfekcja w każdym calu.



Znalezione obrazy dla zapytania koreańskie zwyczajeKorea Południowa.
Bardzo wiele osób sądzi, że to kraj niebezpieczny i lepiej nie zapuszczać się w tamte rejony. Ale dużo osób nie zdaje sobie, tak naprawdę sprawy, że mylą ją z Koreą Północną. Jest to mimo wszystko jeden z bezpieczniejszych krajów na świecie.
Mentalność człowieka różni się całkowicie od naszej. Przede wszystkim liczy się tam szacunek do drogiej osoby, widać to na każdym kroku.
Maj jest uznawany za miesiąc rodziny. Piątego maja jest obchodzony dzień dziecka. Rodzice prawią wtedy swoim małym pociechą prezenty, spędzają mile czas. Nie ważne ile dziecko ma lat. Do 21 roku życia normą jest wyprawianie urodzin przez rodziców. Punktem kulminacyjnym jest oczywiście tort oraz prezenty. Ósmego maja, więc tylko trzy dni później obchodzone jest święto rodziców. Dzieci mają okazję zrewanżować się za okazaną troskę oraz miłość w ten dzień. Charakter całego przyjęcia jest raczej domowy i przytulny. Niekiedy puszcza się dodatkowo zimne ognie, by świętowanie nabrało jeszcze więcej kolorów.

Kiedy jesteśmy zaproszeni do kogoś w gości, w dobrym geście widziane jest, jeżeli przyniesiesz ze sobą jakiś upominek. Może to być wino, kwiaty, słodycze. Taki gest na pewno postawi was w lepszym świetle. Oczywiście przed samym wejściem do salonu/korytarza/ganku należy zdjąć buty.
Kiedy znajdujesz się w roli gościa i idziesz do obcych ci ludzi, nie krępuj się oni najczęściej wiedzą już o tobie wszystkie najpotrzebniejsze informacje (jeżeli idziesz z kimś kogo tamta osoba zna). Nie wypada ci również przywitać się wymachiwaniem ręki. Powinieneś przywitać się z każdym z gości osobno i dodatkowo pokłonić się każdemu z osobna. Im osoba wyższa rangą lub jest starsza, ukłon powinien być głębszy. Jest to wyraz szacunku i mile widziany aspekt dla twojej osoby.

Nie 
powinieneś sam zasiadać do stołu. Gospodarz przed pojawieniem się gości sam ustala gdzie kto siedzi, więc powinieneś grzecznie poczekać aż twoje miejsce zostanie wskazane. Rozdawanie potraw zaczynamy od osób najstarszych, one też rozpoczynają spożywanie jedzenia pierwsze. 

Znalezione obrazy dla zapytania zabiegi estetyczne koreaJeżeli masz przyjemność pić alkohol z osobami starszymi, lub osobami które są wyższe rangą od ciebie (lekarz, polityk, inżynier) powinieneś podczas picia pochylić głowę lekko do boku, taki gest sprawi, że będziesz odbierany jako osoba dobrze wychowana i wiedząca jak zachowywać się w gronie osób obcych.

Koreańczycy mają manię na punkcie swojej osoby, narodu. Pragną za wszelką cenę być idealni we wszystkim. Dotyczy to nie tylko wyglądu, ale też z naukowego punktu widzenia. Większe miasta oraz te bardziej znane np. Seul, Pusan, Daegu i oczywiście cała masa innych są pokryte na ulicach salonami urody, kliniki urody estetycznej itp. Chirurgia plastyczna oraz drobne zabiegi estetyczne i usługi kosmetyczne są na porządku dziennym.

Na przykład BOTOKS można wykonać w każdym salonie na ulicy. Również bardzo popularny jest zabieg HanBang wykorzystujący elementy akupunktury, igły zawierają mezonić. Mają one stymulować organizm. LIFTING TWARZY również jest zabiegiem bardzo popularnym. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, na czym on polega. 


Koreańczycy od samego początku edukacji, już na etapie przedszkola są zalewani falą cywilizacyjnej technologii. W przedszkolach można znaleźć nowoczesne zabawki, które reagują na nasz dotyk, potrafią rozmawiać z nami (nie mają wbudowanych zdań do powtarzania), wyrażają emocje. Taka forma edukacji pozwala dziecku obyć się ze sprzętem już na etapie pierwszych dni w szkole, pozwala mu to w przyszłości łatwiej poradzić sobie z technologią jaka spotka go w szkole podstawowej. Bowiem dzieci w szkołach podstawowych pracują na tabletach lub laptopach. Uczą się historii nie tak jak my...wkuwamy teksty na pamięć byle tylko dostać pozytywną ocenę. 
U nich nie ma metody 

"ZZZ - zakuć, zaliczyć, zapomnieć" Dzieci podczas lekcji historii co prawda zapoznają się z materiałem "na sucho", ale potem robią z tego filmy lub prezentacje. Oczywiście nie chcę nikogo obrażać, jeżeli lubisz ten przedmiot to super! Fanie, że czymś takim się interesujesz :) Koreańczycy wierzą, że osiągną sukces jeżeli zdobędą dobrą pracę, najczęściej nie idzie ona w parze z naszymi upodobaniami. Młodzież najczęściej kierowana jest przez rodziców, lub sami obierają kierunki dobrze płatne i wyższe rangą, by potem być osobą szanowaną. Dobrze zdana matura to priorytet, żeby dostać się na wymarzone studia, a potem je zdać jak najlepiej. Jeżeli nie uda ci się tego osiągnąć to w oczach innych możesz (ale nie musisz) być odbierany jako osoba niespełniająca wymagań, jesteś od razu inaczej odbierany. Dużo uczniów zapisuje się do dodatkowych szkół uzupełniających, które pozwalają opanować materiał od nowa i jeszcze raz dają sobie szansę na zdobycie lepszych wyników. Bardzo smutne jest to, że Koreańczycy uważają, że do szczęścia potrzebny jest im status. Młodzi ludzie często idą w pogoń za tłumem, nie patrząc na własne potrzeby. U nas mówi się "Żadna praca nie hańbi", tam jednak nie jest już tak samo..
Znalezione obrazy dla zapytania laptopy w szkole korea
                                                                         

Nie muszę chyba mówić, że dążenie do perfekcji jest bardzo trudne, i nikt tak naprawdę nie jest idealny i  nigdy nie będzie. Wiele osób w Korei Południowej nie potrafi się z tym pogodzić więc płacą najwyższą cenę, popełniają samobójstwa. W 2012 roku ponad 14 tys. osób w Korei popełniło samobójstwa.

MOJE ZDANIE: Polska jest krajem przepełnionym zawiścią i wrogim nastawieniem do każdego innego człowieka. Ile razy nie weszłabym na internet czytam fale hejtu jakie mnie i was pewnie też zalewają. Doprowadza mnie to do życiowych rozmyśleń na temat tego, jak człowiek może gotować człowiekowi takie piekło? Nie raz spotykam się z sytuacjami na ulicy, kiedy młodzież ma w poważaniu osoby starsze, kiedy dorośli nie traktują swoich dzieci lub zwierząt z należytym szacunkiem oraz troską. Jestem bardzo wyczulona w tych tematach, dlatego nie potrafię przejść obojętnie.
Ale do czego zmierzam...otóż z biegiem dni, lat nie potrafimy znaleźć czasu na spokojne myślenie, często nie dbamy o siebie, swoje zdrowie i samopoczucie.
 W Korei, żeby uświadomić człowiekowi jak ważne jest życie, dostępne są "Udawane Pogrzeby"
Są to kliniki, w których można umrzeć i odrodzić się na nowo. Podczas całego procesu sporządzamy testament, robione jest nasze zdjęcie by można było je postawić obok trumny, własnie jesteśmy sypani piachem i przybijani do trumny. Oczywiście cały proces jest bezpieczny. W trumnie znajdujemy się około dwudziestu minut, w tym czasie możemy pożegnać się z dotychczasowym życiem i rozpocząć nowy rozdział, a stary? Pozostanie zasypany głęboko w ziemi. Cała ta sytuacja na nam pozwolić uświadomić sobie jak ważne jest nasze życie. Że ma ono znacznie. Osobiście chciałabym przeżyć coś takiego, nie dlatego, że mam problemy sama ze sobą, ale  wydaje mi się to ciekawym doświadczeniem w życiu. Kiedy trumna otwiera się wychodzimy z niej jako nowo narodzeni i z takim nastawieniem wychodzimy z kliniki i układamy swoje życie raz jeszcze w lepszych barwach.


To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że spodobał się wam artykuł, sprawozdanie? Sama nie wiem jak to określić, w każdym bądź razie liczę na to, że wypowiecie się w tej kwestii, jakie są wasze poglądy i jak ocenianie ludzkie życie.
Do napisania! ;)
                                                                                                                                         Ev.

sobota, 3 września 2016

Imieniny Piotrkowa cz.2 (Dżem - 10.07.2016)



Przyszedł czas, żeby dokończyć poprzednią recenzję. Każda impreza musi mieć gwiazdę wieczoru, a nią był wszystkim znany zespół… DŻEM!
Właśnie tak. Nasze miasto odwiedziła ta kultowa grupa. Na Placu Pofranciszkańskim zebrał się tłum ludzi. Wszyscy nie mogli doczekać się koncertu. Aż nagle… rozniósł się ryk motocykli eskortujących muzyków pod samą scenę. Niestety z placu nie dałam rady dostrzec widowiska, z resztą jak większość ludzi. Niedługo po tej chwili rozpoczął się koncert.
Muzycy zagrali długi koncert, ludzie się bawili, skakali, śpiewali… Sądzę jednak, że ci imprezowicze, którzy bawili się najlepiej, byli już w stanie mocno wskazującym, a do tego trzeba było dobrze pilnować torebek i portfeli, bo zdarzyło się spotkać obok siebie kilku niezbyt uprzejmych panów spoglądających kątem oka na nasze rzeczy.
Szczerze mówiąc, ciężko mi się wypowiedzieć pozytywnie na temat tego koncertu. Oczywiście muzycznie było wszystko na bardzo wysokim poziomie, bo czego innego spodziewać się po tak doświadczonych muzykach. Świetnie również było zobaczyć i zdobyć autografy Adama i Bena Otrębów oraz Jerzego Styczyńskiego. Czy także usłyszeć kilka lubianych utworów… ale czy było w tym coś jeszcze?
Znajomi komentowali, że zespół zagrał mało starych kawałków… Jeśli ktoś zna głębiej dyskografię Dżemu, wie, że podczas koncertu przeplatały się stare z nowymi utworami, nie mniej jednak nie usłyszałam tam szlagierów zespołu z czasów, kiedy Rysiek Riedel jeszcze żył. Byłam nieco zawiedziona. I z resztą nie tylko ja.
Mimo że koncert był naprawdę na poziomie, nie porwał ani mnie, ani większości publiczności. Było najzwyczajniej w świecie drętwo. Rozumiem, że muzycy mają swoje lata, odniosłam wrażenie, że na scenie wyglądali jak kukły woskowe.
Niezbyt sympatycznym zachowaniem ze strony Macieja Balcara było to, że tuż po koncercie zszedł ze sceny, wsiadł do prywatnego samochodu i odjechał. Jakby rozpłynął się w
powietrzu. Nie było to uprzejme dla wielu fanów, którzy czekali wytrwale przy barierkach, żeby tylko z nim chwilę porozmawiać, zrobić sobie wspólne zdjęcie, czy chociażby po prostu uścisnąć dłoń.
Nie był to koncert, który zaliczyłabym do grona najlepszych na jakich byłam…

Do następnego, kochani.
Kolejny koncert, o którym przeczytacie, był genialny.
Wasza Brownie ;)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Lata 70's i 80's XXw. w horrorze - SLASHER BOOM!

Witajcie dziś zajmiemy się latami 70's i 80's XX wieku (głównie w USA), ponieważ wtedy właśnie zapanowała mania na punkcie, jednego z moich ulubionych (jeśli nie ulubionego) kategorii bądź też podgatunku w horrorze jakim jest Slasher.


Czym jest Slasher?
Slashery w świecie kina grozy, głównie opierały się na wielokrotnie powtarzanym wzorze, dzięki czemu powstał pewien schemat, którego się trzymano. Najczęściej opis brzmiał "... grupka znajomych" albo "grupka młodzieży..." np. wyjeżdża do domku w lesie albo na obóz, przebywa na kampusie albo w małym miasteczku gdzie akurat grasuje przerażający morderca, który zabija członków grupy po kolei, aż do ostatecznego starcia z tak zwaną Final Girl.


Kim jest Final Girl?   
Najczęściej w slasherach działała zasada: "dobro zawsze zwycięża nad złem" stąd Final Girl. Jest to dziewczyna, która ma uosabiać wszystko co dobre i czyste (dziewica, nie pijąca i wierząca), ma być przeciw wagą dla antagonisty. Jako symbol dobra ma za zadanie wyeliminować zło. Moim zdaniem najlepszą Final Girl była Jamie Lee Curtis w "Halloween" Johna Carpentera.



Przykłady najpopularniejszych slasherów
Wiele z nich pewnie znacie, a jeśli nie to koniecznie nadróbcie! :)



1. "Koszmar z ulicy Wiązów" ("The Nightmare on Elm Street" 1984r.)

Grupę nastolatków męczą koszmary senne, w których występuje ten sam mężczyzna o spalonej twarzy i z rękawicą z nożami. Nagle nastolatkowie zaczynają umierać, jeden po drugim... Co się stanie gdy sny z mordercą staną się rzeczywistością?





2. "Piątek trzynastego" ("Friday the 13th" 1980r. )

Po latach od krwawej tragedii nad Cristal Lake, na nowo zostaje otwarty obóz, na teren którego przyjeżdża grupa młodych ludzi, będąca opiekunami. Nikt nie wie, że morderca czai się tuż obok.





3. "Laleczka Chucky" ("Child's Play" 1988r. )

Seryjny morderca, Charles Lee Ray by uniknąć sprawiedliwości, przenosi swoją duszę do lalki, za pomocą voodoo. Lalka trafia w ręce 6-letniego Andy'ego gdzie wciąż pała rządzą krwi. 

4."Halloween" ( 1978r. )

Michael Myers zostaje zamknięty w zakładzie za brutalne morderstwa. Po latach ucieka i kieruje się do rodzinnego miasta, by dokończyć swe krwawe żniwa. Oczywiście w noc Halloween :)






5."Teksańska masakra piłą mechaniczną" ("The Texas Chain Saw Massacre" 1974r. )

Piątka przyjaciół jedzie do domku dziadków Franka. Po drodze zabierają autostopowicza. W pewnym momencie spokojna przejażdżka zmienia się w koszmar.





6."Czarne święta" ("Black Christmas" 1974r. )

Do żeńskiego akademika wkrada się morderca, który czai się na strychu o czym nikt nie wie. Dziewczyny zaczynają dostawać tajemnicze telefony a następnie są mordowane jedna po drugiej. Muszą szybko odkryć kim jest morderca i go powstrzymać zanim będzie za późno.





7."Bal maturalny" ("Prom Night" 1980r. )

Dziewczynka ginie na terenie opuszczonej szkoły, dzieci widzące ten wypadek przysięgają milczenie... ale prócz nich jeszcze ktoś tam był. Po latach gdy nadchodzi czas Balu Maturalnego, przychodzi czas na zemstę.






8."Uśpiony obóz" ("Sleepaway Camp" 1983r. )

Podczas rodzinnej wycieczki nad jezioro, ojciec ginie na oczach swych dzieci. Po latach, już starsze dzieciaki przyjeżdżają na obóz gdzie jeszcze parę lat temu doszło do tragedii. Okazuje się, że w okolicy zaczynają dziać się dziwne rzeczy.





9."Kiedy dzwoni nieznajomy" ("When a Stranger Calls" 1979r.)

Opiekunka Jill podczas pracy jest terroryzowana tajemniczymi telefonami od nieznajomego. Groźby okazują się być bardziej realne niż Jill sądziła, gdy orientuje się, że jest nie tylko obserwowana, ale i szaleniec jest w domu.




10. "Krzyk" ("Scream" 1996r.)

W mały miasteczku Woodsboro dochodzi do serii morderstw. Zamaskowany zabójca dzwoni do swych ofiar i prowadzi z nimi grę na śmierć i życie.






Krzyk w Głębi lasu
Na ostatniej pozycji umieściłam "Krzyk" w reżyserii Wesa Cravena, mimo że ten horror już nie należy do przedziału lat 70's i 80's. Dlaczego uplasował się na tej liście? "Krzyk" jest Slasherem, który kpi ze schematyczności tego podgatunku, z braku oryginalności i kiczowatości jaką ze sobą niosły Slashery no i oczywiście z "Zasad Slasheru". Czym są? Podczas oglądania mamy okazję parę usłyszeć (choć głównie mówi się o tych zasadach w kolejnych częściach serii) jak np.: Popularna, piękna i słodka ale głupiutka (najczęściej
blondynka) - zginie jako jedna z pierwszych,  Uprawiają seks - zginą (np. w "Piątek 13-ego") itd. Tych zasad jest na prawdę sporo (a w "Krzyk 4" mamy tak zwane "Zasady horroru 2.0"). Oczywiście wszystko to zostało nakręcone umyślnie. Jest to pewnego rodzaju parodia, nakręcona zresztą przez jednego z głównych twórców Slasherowej manii. W końcu to Wes Craven nakręcił "Koszmar z ulicy Wiązów". Prócz "Scream" powstał również ciekawy horror "Dom w głębi lasu", nagrodzony zresztą Saturnem w 2013 roku. Już sam tytuł brzmi sztampowo, i oto chodzi. Jest to film napakowany mnóstwem aluzji do różnych horrorów np. do "Evil Dead". Na początku wyglądający na klasyczny slasher horror zmienia się nie do poznania gdy widzowie odkrywają wielki spisek kontrolowany przez firmę, która zabawi się życiem naszych bohaterów. Innym filmem parodiującym schematy klasyków z lat 80' jest np. "Final Girl" z 2015 roku, nakręcony z tymi samymi kiczowatymi elementami jak za dawnych lat. Za to horror "Behind the mask. The rise of Leslie Vernon" z 2006 jest pełen aluzji i smaczków z nawiązaniem do choćby przez nazwę ulicy czy obsadę składającą się m.in z Roberta Englunda czyli Freddy'ego Kruegera z  "Koszmaru z ulicy Wiązów" czy Kane'a Hoddera najpopularniejszego odtwórcę roli Jasona z "Piątku Trzynastego". Te cztery pozycję są przede wszystkim kierowane dla fanów klasycznych slasherów i horrorów. Trzeba jednak pamiętać, że trzeba je traktować z przymrużeniem oka a nie koniecznie jako przerażający horror :)


Korzenie Gatunku
Jest to podgatunek którego korzenie sięgają jeszcze takich dzieł z lat 60's jak np. "Psychozy" Alfreda Hitchcock czy "Podglądacza" Michaela Powella a nawet włoskiego giallo Bavy. Stamtąd czerpano inspiracje, jednak pierwsze slashery pojawiły się później, ale nie w latach 80' a wcześniej. Więc kiedy właściwie powstał? 
Kto był pierwszy?
To jest pytanie. Ogólnie pozycje są cztery: "Halloween" Johna Carpentera, "Krwawy obóz Bay", "Czarne święta" i "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Gdyby kierować się latami to pierwszy był "Krwawy obóz Bay" z 1971 roku, to właśnie ten film był inspiracją do stworzenia "Piątku trzynastego", jednak uważa się go również za horror z nurtu giallo.
Jednak jeśli o zasady i cały kształt klasycznego, "czystego" slashera to zapoczątkował to "Halloween" z 1978 roku. 


Pierwszy sukces
Prawdziwy BOOM! zaczął się w 80' wraz z pojawieniem się na ekranie horroru 
"Friday the 13 th" w reżyserii Seana S. Cunninghama a także "Prom Night" Paula Lyncha z Jamie Lee Curtis i Leslie Nielsenem w obsadzie.

Slasher dziś
Obecnie slashery możemy oglądać już tylko w niektórych remake'ach i sequelach. Moda na slasher się skończyła w latach 90'. Dzisiaj uważane za kiczowate. Owszem czasem się zdarzy slasher, jednak takich produkcji coraz mniej i powiedzmy sobie szczerze... to już nie to samo. Wszystko co dobre musi się skończyć. Dziś na naszych ekranach królują motywy Zombie movie ("REC") , found footage (The Blair Witch Project", "Paranormal Activity", ghost story ("Obecność"). Co prawda Ghost Story i Zombie w kinie grozy pojawiły się jeszcze przed slasherami a dziś znów przeżywają swoją drugą młodość. Czy i slashery będą mieć kiedyś swój Come Back

Zobacz
Jeśli chcesz się zapoznać z horrorami z tego gatunku to polecam (prócz tych wymienionych wcześniej i wszelkich remake'ów klasycznych slasherów)

- "The Town That Dreaded Sundown"
- "Walentynki" (2001)
- "Topór" (2006)
- "Zbaw mnie ode złego" (2010)
- "Kłamstwo"
- "Ty będziesz następna"
- "The Children"
- "Candyman"
- "Koszmar minionego lata"
- "Ulice strachu"
- "Clown"

Pozdrawiam,
Kavka



Praca CJ Dradena


środa, 24 sierpnia 2016

"Zmierzch świata żywych: Pierwsze dni" - Rhiannon Frater


Jako fanka literatury „zombistycznej” nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki. Pierwsze co,  zainteresowała mnie okładka. Chociaż  nigdy o tym nie pisałam, ta naprawdę mi się podoba. Wykonana w takim komiksowym stylu.
Jest to pierwsza części trylogii. Akcja rozgrywa się w Teksasie w pierwsze dni wybuchu epidemii.  W wyniku ataku zombie przypadkowo natrafiają na siebie nasze dwie bohaterki: Katie i Jeni. Obce sobie kobiety z różnym bagażem doświadczeń stają się towarzyszkami podróży a nawet najlepszymi przyjaciółkami.
Głównym ich celem jest oczywiście przeżyć, ale i odnalezienie najstarszego syna Jeni. Spotykają na swojej drodze wiele trudności. Muszą się zmierzyć nie tylko z zombie, ale i z ludźmi. Pod koniec książki udaje im się znaleźć schronienie w małym, ufortyfikowanym miasteczku gdzie broni się garstka ocalałych.
Na początku książka zaskakuje nas wartką, krwawą akcja. Opisy są hardcorowe. Do tej pory najbardziej wbił mi się w psychikę opis jak jedna z bohaterek uciekała przed własną rodziną. Kiedy jej najmłodszy syn próbuje swoimi małymi, zakrwawionymi  paluszkami sięgnąć swoją matkę przez szparę spod drzwi. Albo ucieczka przez hordą zombie. Później niestety akcja zwalnia i staje się takim romansem wśród trupów. Jeszcze co mi przeszkadzało to sztuczne dialogi.
Mimo wszystko historia przedstawiona przez autorkę zapowiada się ciekawie. Walka o życie, próba odbudowania społeczności. Zobaczymy co będzie w drugim tomie. Dla maniaka tego rodzaju literatury książka może być ciekawym trofeum. Tam są zombie, nic innego.
DON’T OPEN.
DEAD INSIDE.
Do zombiaczenia
DJ

sobota, 13 sierpnia 2016

Fantazja Wariatki!

Cześć i czołem wszystkim. Właśnie wróciłam z wakacji i muszę wam powiedzieć, że było cudownie jak zawsze. Znowu odwiedziłam Chorwację, to już chyba z szósty raz jak tak sobie myślę. Jeżeli ktoś lubi ciszę i spokój, a jednocześnie wyprawy jak w mini górach (mam na myśli schodzenie i wchodzenie na plażę) to Marusici jest idealne dla Ciebie! Ale ja nie o tym chciałam z wami dzisiaj porozmawiać. Chciałam wam powiedzieć kogo darzę miłością nie z tej ziemi, a mianowicie kto jest moim UB *,*

No więc tak zdradzę wam, że gatunku muzycznego o nazwie k-pop słucha nie wielu. I bardzo drażni mnie fakt, że jeżeli ktoś słucha takiej muzyki może narazić się na krzywe spojrzenia. Owszem ja sama jestem "odludkiem" w moim gronie przyjaciół, bo tylko ja jaram się Azją jak najęta, oglądam anime, jaram się nowymi cosplay'ami, gadam, że powinnam urodzić się w Japonii i, że moje miejsce jest własnie tam! Ot co! Ale moi przyjaciele potrafią to zrozumieć, że muszą męczyć się z taką wariatką jak ja. Pozdrawiam wszystkich, którzy to czytają, nie bijcie mnie potem. No, więc moim pierwszym zespołem z jakim miałam styczność to "GOT7", potem przyszła pora na " BIGBANG", "EXO" i wiele innych. Ale tylko jeden wpadł mi w ucho i został w moim serduszku. Mianowicie kto? A no "BANGTAN BOYS", w skrócie "BTS". Ich styl, ich wokal, rap, dosłownie wszystko zbombardowało mnie pozytywną energią. Od ich pierwszej piosenki jaką usłyszałam "Boy in Luv" dostałam bzika, delikatnie mówiąc. Nie dość, że każdy z nich jest przystojny to są i zabawni. Polecam pogrzebać w Youtubie ich filmów, nie pożałujecie. Oczywiście początek miałam ciężki, bo oglądając ich teledyski nie potrafiłam nikogo rozróżnić. Jak dla mnie wszyscy (oprócz Monstera) byli identyczni. I jak już się zakochałam w moim idolu, to wiecie jak pękało mi serce, gdy nie mogłam go znaleźć na jakimś wideo?? (Tak, tak mam ból dupy) Ale to było kiedyś, teraz wszyscy są dla mnie całkowicie inny.
 - Monster wyróżnia się od razu, mimo, że jest Koreańczykiem, jak dla mnie wygląda z nich wszystkich najbardziej "europejsko" (?)
- Suga...no tu się muszę przyznać, że przez około miesiąc nie wiedziałam nawet, że on jest w ich zespole. Był dla mnie niewidzialny.
-  Jin i Jimin DO TEJ PORY CZASAMI MI SIĘ MYLĄ. Dostaję od ich twarzy oczopląsu xD.
- V moja pierwsza myśl kiedy go ujrzałam? - Totalny kretyn, Ale szybko skarciłam samą siebie za tę haniebną myśl. V jest tak rozkoszny i słodki. W dodatku jego zachowanie całkowicie kontrastuje z jego wokalem. W każdym teledysku, kiedy zaczyna śpiewać, już wiesz, że to on. Poza tym on wali najśmieszniejsze miny na świecie :)
- J-Hope, co tu dużo gadać? Jest również cudowny jak cała reszta.
I teraz kto nam został? A no została nam moja wielka miłość.

- JUNGKOOK *aplauz*
Jungkook moim mężem, miłością, ideałem i marzeniem. Powiem wam, że nie mam pojęcia dlaczego akurat on tak mi się spodobał. Chyba każda/y z was ma swoje fantazje na temat jej/go i swojego idola. Moim jest właśnie Jungkook. Uwielbiam go w każdej postaci. Jako niegrzecznego chłopca i kochanego chłopaka. Z nim mam bardzo podobne uczucie jak z V.  Kiedy wypowie chociażby jedno słowo, już wiem. Wiem, że to Jungkook zaraz będzie śpiewał, a ja mam od razu banana na twarzy.

Czytałam z nim bardzo dużo opowiadań, nie mogłam znaleźć nic dla siebie to stwierdziłam, że napiszę sobie własną historyjkę.

http://our-destination-sasusaku.blogspot.com/2016/07/a-moim-szczesciem-bedzie-jungkook-bts.html

SERDECZNIE ZAPRASZAM :3

I może teraz podeślę wam kilka fotek. <3
A i zanim będziecie je oglądać, proszę jeżeli nie jesteś fanem tego gatunku muzycznego, hejtujesz wszystko co z nim związane, wyjdź i nie wracaj, zgiń w ogniu piekielnym! A tak na serio po prostu opuść tą stronę.



Fotki mojego misia :3



                                



                     



     


Imię i nazwisko: Jeon Junggug
Data Urodzenia: 01.09.1997
Pochodzi z: Busan
Pozycja w zespole: Tancerz, wokal
Jungkook jest Maknae :)

Jungkook twierdzi, że teraz cieszy się chwilą. Bardzo cieszy się z tego, że jest w zespole. Chociaż wspomina, że przyszłościowo nie wiąże życia z karierą muzyczną. Chce pracować w restauracji, która będzie podawać kaczkę xd lub będzie tatuażystą. (Jako, że chce tatuaż, wiadomo gdzie pójdę jak się to ziści)
Jego wzorem do naśladowania jest G-Dragon. Jest bardzo dobry w  okazywaniu emocji. Można aż krzyknąć "aeygo" :3
Teraz moje odczucia. Uważam, że nasz ciastek jest niezwykle utalentowaną osobą. Ma charakter, który nie pozwala ci przejść obok jego osoby obojętnie. Nie ukrywa emocji, w dodatku jest bardzo zabawny. Członkowie zespołu twierdzą, że pomimo tego, że jest najmłodszym członkiem, zachowuje się najbardziej męsko z nich wszystkich. Posiada psa, maltańczyka, wabi się Chmura. Osobiście nie przepadam za nimi, ale trudno...jak już zamieszkamy razem przerzuci się na owczarki xD.

No to chyba tyle...chcę wszem i wobec zaznaczyć, że to, że kiedyś pobierzemy się jest całkowicie realne, ot co! :)
(tak...proszę niech tak będzie *_*)        
       
                                                                                                                                             Ev.

środa, 10 sierpnia 2016

"Ołowiany świt" - Michał Gołkowski

Wydaje mi się, że trzeba trochę odpocząć od ciemnych tuneli. Nabawimy się jeszcze klaustrofobii. Stwierdziłam, że nie z samego Metra postapo żyje więc dobrym pomysłem będzie odświeżyć naszą bibliotekę i poczytać coś innego. I tu w ręce wpadło mi uniwersum S.T.A.L.K.E.R.A „Ołowiany świt” autorstwa Michała Gołkowskiego. Niestety nie miałam okazji zagrać w grę ani przeczytać pierwszego Stalkera „Pikniku na skraju drogi” . To od tej książki  wszystko się zaczęło. Mój błąd.  Ale dzisiaj skupmy się na Zonie widzianej oczami Polskiego autora.
Głównym bohaterem jest mężczyzna o wdzięcznym pseudonimie „Miś”, który porzucił dotychczasowe życie i przeniósł się do Zony. I tu was zaskoczę – został stalkerem. Jednak Zona nie jest tym samym miejscem, które znamy dziś.  Świecące pustkami i wiejące grozą. Jest to miejsce rządzące się własnymi prawami. Pełne niebezpieczeństw oraz  pułapek czyhających na niedoświadczonych spacerowiczów.
Książka składa się z kilku rozdziałów, epizodów z „przygód” Miśka. Z początku sprawiają wrażenie wyrwanych kart z pamiętnika lecz na końcu wszystko układa się w całość i wychodzi kawał dobrej historii. Czyta ją się przyjemnie. Trzyma w napięciu. Akcja jest dynamiczna a finał niektórych wydarzeń może być zaskakujący. Imponująca jest również znajomość militarna autora. Nie mogę pominąć zabawnych dialogów prowadzonych przez bohatera z jego rosyjskimi kompanami.
Jak dla mnie jest jeden minus. Pojawienie się postaci kobiecej. Wątek miłosny. Może jest to urozmaicenie. Jednak dla mnie to nie pasuje i psuje klimat.
Mimo wszystko książka jest warta przeczytania. Z przyjemnością mogę ją polecić maniakom postapo oraz fanom wartkiej akcji. Nie mogę się doczekać kolejnych części autorstwa polskiego stalkera.
Życzę miłego dnia
DJ

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka