niedziela, 21 maja 2017

Hannibal, a Hannibal



Kierowana fascynacją po obejrzeniu “wszystkich kanonicznych Hannibali” zabrałam się za serial. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że widziałam już wszystkie Hannibale i baaardzo mnie to cieszy. Niestety jeszcze nie udało mi się przeczytać książek więc dzisiejsze rozważania będę opierać wyłącznie na starych filmach z Hopkinsem. O co chodzi? Jaka jest fabuła? Co z Clarice? Jak tam nasz stary i dobry doktor Lecter?? Ciekawi? Zaczynajmy!


“Hannibal” to amerykański serial wyprodukowany przez stację NBC, a swoją premierę miał w kwietniu 2013 roku. Oczywiście bazuje na dziełach Thomasa Harrisa oraz 4 filmach z naszym ukochanym Anthonym Hopkinsem :) Fani filmów będą zachwyceni “smaczkami” jakie przygotował dla nich Bryan Fuller, pomimo tego, że fabuła jest niemożliwie odmienna od “starych hannibali”.
Przede wszystkim w serialu nie ma żadnej Clarice! Tak, dobrze czytacie. Historia  toczy się wokół związku Willa Grahama z Hannibalem Lecterem. Muszę przyznać, że Hugh Dancy stworzył niesamowitą kreację postaci Willa. Kupił mnie całkowicie! ( pfff Sharky ty sprzedajna dziewucho! Przecież ten Hannibal to całkowicie co innego niż oryginał! Jak możesz?!..... OW shuudup! ) Dlaczego? W tej serii to nasz główny bohater, który jako agent FBI wraca do pracy w terenie po załamaniu psychicznym. Pamiętacie? W “Red Dragonie”  była podobna sytuacja- Will wracał do pracy po załamaniu, które wywołał u niego atak przez Lectera ;) Serial kreuje postać Grahama jako niezwykle empatycznego człowieka, który potrafi w jednej chwili “stać się mordercą” i odtworzyć wszystkie jego myśli i uczucia. Jest doskonałym profilerem, przeraża go to, że tak dobrze rozumie i “czuje”, że nie ocenia sprawców... doktor Lecter natomiast jest jedynie jego psychiatrą ( jest o wiele gorszy od Willa jeśli chodzi o tworzenie profili psychologicznych).  Graham potrzebuje psychiatry- tak uważa Jack Crawford, szef jednostki FBI i wysyła go do Hannibala. Rozmowy z doktorem mają na celu ustabilizowanie psychiczne naszego bohatera.
Ale co tu się dzieje?! Niezwykle- moim zdaniem- pociągający Hannibal Lecter grany przez Madsa Mikkelsena ( Sprzedałabyś temu diabłu duszę, Sharky =____=)  nie był wcale postacią, którą od początku polubiłam. Przyznam, że w serialu nie ma ŻADNEJ postaci, która jest “czarna” lub “biała”. Każda jest paletą pięknych szarości, w której często dominują ciemniejsze walory. Will Graham - budzi w sobie morderczy instynkt, Hannibal Lecter- sami wiecie jaki jest jego sekret, chce pomóc przyjacielowi jednocześnie doprowadzając go na skraj i wplątując w poważne zaburzenia psychiczne, Jack Crawford - dobry agent, który jednak wykorzystuje Willa z pełną świadomością niebezpieczeństwa jakie na niego sprowadza, Alana Bloom- dobra przyjaciółka Willa, a nawet w pewnym momencie prawie dziewczyna ma swoje brudne metody i zrobi wszystko dla swojego szczęścia.
Moim zdaniem seria biegnie własnym torem, unika archetypicznych postaci, typowych zagrań i prostego przekazu. Jakie uczucia kierują Lecterem? Co czuje do Willa? (Unikaj yaoistycznych myśli, Sharky! Przestań natychmiast!). 3 sezony Hannibala to prawdziwy rollercoster zdarzeń i emocji! Gdy już poczujesz się pewniej, przyspieszy i obróci się o 180 stopni, albo zacznie spadać z zawrotną szybkością!
Co więcej, Hannibal ma swojego własnego psychiatrę! Jest to Bedelia Du Maurier grana przez moją ukochaną Gillian Anderson. Tej postaci także towarzyszy nietypowy “plot twist”, a jej historia (mimo, że zawarta w 5 odcinkach) i relacja z Lecterem jest bardzo ciekawa. Spróbuję Was poruszyć informacją, że Bedelia ma nietypową dietę, którą stosuje na niej jej pacjent i przyjaciel;)
Oczywiście Hannibal jest doskonałym kucharzem, który wybiera swoje “mięso” na podstawie książki z wizytówkami. “ Czy to nie dziwne, że po każdym morderstwie Hannibal wydaje kolację?”- Frederick Chilton wypowiada te słowa do Jacka Crawforda kiedy łączy wątki znikania organów u ofiar i przyjęć organizowanych przez Lectera. W końcu znikają tylko te, z których można coś ugotować ;)
Już wspominałam o “smaczkach”, które są łatwe do wyłapania przez oglądających filmy z Hopkinsem. Ja miałam niezwykłą frajdę z takich drobnostek jak karmienie świń mięsnym manekinem przy odgłosach krzyków, czy jakże ikoniczne morderstwo Pazziego ;)  Takich rzeczy jest tam więcej.
Sam Hannibal jest dla mnie bardzo romantycznym i tajemniczym człowiekiem. Owszem w piwnicy trzyma ludzkie mięso i organy, ale potrafi zadbać o swoją kobietę, zawsze zrobi tak żeby Will go odnalazł i jest beznadziejnie sentymentalny. Swoją drogą jest przykładem człowiek renesansu- tutaj szczególnie zachwycają mnie jego zdolności artystyczne, muzyczne, kulinarne i filologiczne. Ahhh...ci socjopaci i psychopaci… A Will? Ma strasznie dużo psów i brak szczęścia w miłości….chociaż...final episode ukazuje nam najprawdziwszą naturę jego uczuć, a przeznaczenie....cóż nie da się przed nim uciec. Bardzo niepokojące podczas oglądania jest to, że Graham widzi prawdziwą duszę Lectera. Często śni o Hannibalu jako czarnej postaci z ogromnymi rogami jelenia. Przerażające.
Fabuła doporwadza nas na skraj wytrzymałości, kiedy dochodzi do próby zamordowania Willa przez Lectera, czy też na odwrót. Panowie, ile razy mieliście umrzeć?! Ile razy już byliście więcej niż jedną nogą na drugim świecie?  ( tutaj smaczek a propos jedzenia mózgu i kolacji z Clarice) Ile razy mieliście okazję się zabić?! Ostrzegałam, rollercoster!
Nie pisałam tego artykułu na świeżo, ale po jego napisaniu mam ochotę obejrzeć “Hannibala” od początku. Wy też się za niego weźcie, bo dostarcza niezapomnianych przeżyć. Skłania także do refleksji nad tym co tak naprawdę skrywa się w naszych ciemniejszych walorowo szarościach. Ah na samą myśl mam gęsią skórkę! Wiem, że piszę krótko, ale uwierzcie, że chciałabym Wam napisać o wszystkim, a nie lubię psuć innym zabawy. To naprawdę niezła jazda odnajdywać się w tej fabularnej i psychologicznej plątaninie dr. Lectera. Obejrzyjcie to razem się pozachwycamy! ^^  Do dzieła!

~Sharky



wtorek, 16 maja 2017

Kamień z serca...


Hej...

pomyślałam, że napiszę dzisiaj coś odnośnie mojego dzisiejszego dnia. Na wstępie to mam takie przemyślenie, że chciałabym was jakoś nazwać (tak wiem, to brzmi bardzo nie fajnie). W sensie...chodzi mi o to, że chciałabym was móc się jakoś zwracać, do grupy ludzi, których interesuje to co tu bazgram od czasu do czasu. Może, hmm pomyślmy...Japonki? XD
Dobra dzisiaj jestem kiepska w wymyślaniu nazw, dla czytelników. Co poradzić. Jak macie jakieś propozycje rzucajcie śmiało :)

Ale przechodząc do rzeczy, o czym chciałam się z wami podzielić. Już wam mówię. Otóż: Zawsze mówcie co wam leży na wątrobie. Jestem osobą, która stara się żyć ze wszystkimi w dobrych kontaktach, nie chcę bez powodu wchodzić w jakieś nie mające sensu dyskusje. Mam też tak, że ciśnie mi się coś na język, ale bardzo często tego nie mówię. (Nie licząc mojego taty, ale to już kwestia charakterów). Żyję sobie w mieszkaniu które wynajmuję dwójce ludzi. Pani "X" I Panu "Y"


Pani "X"...co tu dużo mówić, nie lubię jej, i mimo, że zaczęłam chodzić do kościoła, szukam kolorowych barw w życiu...to jak patrze na nią widzę jedną, wielką, szarą plamę. Nie potrafimy w ogóle się dogadać, ale jak to ja...jest dla mnie obcą osobą, to bardzo często mimo, że coś mi nie pasuje w jej zachowaniu, to tego nie mówię. A teraz wiem, że już powinnam.


W końcu dzielisz z tym człowiekiem pewną powierzchnię kwadratową i wypadało by się jakoś tolerować, ja nie mówię o wielkiej przyjaźni, ale żyć na zasadzie symbiozy. Chodź czasami nawet trudno o to. Bardzo często myślę, że jest kłamliwa, aspołeczna (zamyka się cały czas w pokoju) i jest totalną bałaganiarą. Serio jeżeli myślicie, że to wy jesteście mistrzami w panowaniu nad chaosem, to mogę śmiało stwierdzić, że jesteście po jasnej stronie mocy.


Bardzo gryzło mnie to, że robi coś czego nie powinna, nie będę podawała przykładów, ale ja nigdy nie mówiłam jej o tym wprost, zawsze myślałam...to pewnie jednorazowe, a jak zrobi to ponownie to wtedy jej powiem. Minęło trochę czasu, zrobiła ową przecz ponownie, a ja zatoczyłam koło. Ale dzisiaj pękłam.


Nie wiem czy to za sprawą kiepskiego dnia, kolokwium z anatomii, gdzie wykładowca typowo uwziął się na mnie, czy po prostu kiepskiego humoru...ale byłam jak bomba zegarowa. I uwierzcie wystarczył jeden głupi wacik kosmetyczny, żebym wybuchła. Powiedziałam jej, że bardzo mnie to denerwuje, co robi, prosiłam, zwracałam uwagi (kiedyś coś napomknęłam..wow odezwałam się wtedy) a ona nadal swoje. I wiecie co? Jej ton odpowiedzi doprowadził mnie do szału, taki olewający drugą osobę, ale najgorsze było to że poprosiłam ją by naprawiła swoje zachowanie, weszłam do swojego pokoju, wyszłam do kuchni...a ona zrobiła mi po złości i powtórzyła swoje zachowanie...



JA WIEM NIE MACIE POJĘCIA O CO CHODZI, ALE MUSZĘ SIĘ WYŻALIĆ I W PEWIEN SPOSÓB PRZEKAZAĆ WAM MORAŁ, ALE NIE WIEM CZY MI WYJDZIE...

Wtedy stwierdziłam, że polecę po całości i powiem wszystko co mi leżało na sercu w stosunku do jej osoby. Nie interesowało mnie, to powiem wam szczerze, jak ona będzie się czuła. Ale mimo wszystko starałam to przekazać ze spokojem i szacunkiem...(a było trudno).

I weszłam do pokoju, powiedziałam wszystko co leżało mi na sercu, nie tłamsiłam się w sobie, nie zataczałam koła po raz kolejny. JAKA ULGA!

Także jaki morał?

Nie warto tłamsić w sobie uczuć, i głosu...bo tak naprawdę jak się nie odezwiemy ta druga osoba nigdy nie dowie się, że nam coś nie pasuje, albo pasuje (w zależności od sytuacji). Poczujcie się lekko, ale pamiętajcie, TOLERANCJA PRZEDE WSZYSTKIM!

Dziękuję, że chciało ci się to czytać. Miłego dnia/poranka/wieczoru.
TRZYMAJCIE SIĘ JAPONKI :3
                       
                                                                 Ev.

piątek, 12 maja 2017

Alien. Covenant - Zapowiedź

Zapowiedź. 


Dziś w Polsce odbędzie się premiera "Obcy. Przymierze", sequela "Prometeusza" i kolejna już część z serii. Za kamerą znów stanął Ridley Scott, twórca pamiętnego Ósmego pasażera Nostromo. Gdy pierwszy raz usłyszałam o planach powstania nowej części byłam z jednej strony zachwycona, jako fanka znanego wszystkim Ksenomorfa jak i samego Ridleya. Cieszyłam się z faktu, że Scott znów stanie za sterami i może poprowadzi tą serie, do jakiegoś punktu. Z drugiej jednak strony mam pewne obawy, zwłaszcza gdy na myśl przywołam "Prometeusza".  Uważam że, od tego filmu sporo będzie zależeć ponieważ, Ridley już zapowiedział powstanie na pewno jednej lub dwóch części (wcześniej w mediach huczało o aż 5!). Jeśli ten film odniesie sukces, ludzie pójdą na kolejne, czekając z niecierpliwością, co jeszcze się wydarzy. Jeśli jednak reżyser przesadzi, jak w przypadku prequela, to sądzę, że szybko przyjdzie koniec tej krwawej bajki, a na następnej premierze pojawią się już nie nowi widzowie tylko ci najwierniejsi fani serii, którzy po prostu będą chcieli dla spokoju obejrzeć koniec serii trwającej od lat 70. Chodzą słuchy, jakoby nowy "Alien" miał być mieszanką pierwszej części serii oraz "Prometeusza". Jeśli faktycznie tak jest, to spodziewam się rehabilitacji Obcego.
Pierwsze recenzje już się pojawiły na angielskich portalach i są dość pozytywne, jednak z małym "ale".
I choć sama mam mieszane uczucia, z pewnością nie odpuszczę sobie seansu. 
Trzymam kciuki.




Kavka.

sobota, 28 stycznia 2017

Słów kilka o mistrzu gry


Jak już znaleźliście sobie ekipę do pogrania w rolpleja i ogarnęliście w co chcecie grać to zawsze z takiej grupy metodą eliminacji wybiera się nieszczęśnika będącego mistrzem gry. Tak taka osoba ma wielkiego pecha i mówię to jako ktoś kto już parę lat siedzi w tym pseudozawodzie.


Pierwsza myśl “Ej w sumie spoko... to nie musi być takie trudne.”

No to bierzemy się za podręcznik. Taka menda ma około 300 stron. Nie przejmuj się nie musisz na początek czytać wszystkiego… wystarczy tylko jakieś no nie wiem może ze 250?
Ale tak serio musisz zapoznać się z mechaniką systemu. Dobrym posunięciem jest przeczytanie tworzenia postaci i stworzenie jednej lub dwóch przykładowych. No ale po co mnie to jak ja mam prowadzić? A no po to że twoi gracze będą mieli miliardy pomysłów kompletnie od czapy i może jeden lub dwóch zagłębi się w lekturę i coś z niej wyniosą. Pozostali będą błądzili jak dzieci we mgle i twoim zadaniem jest udawanie profesjonalisty i ziomeczka, który wie wszystko. Kolejnym dość istotnym krokiem jest szczegółowe przeczytanie podstawowych zagadnień z działu Opis świata. Resztę można heh przelecieć.
Tak na prawdę tyle na początek wystarczy czyli mniej więcej około 100 stron czasami nawet mniej :D.

Druga myśl “W co ja się wpakowałem?!”

Siedzisz i wymyślasz historię. Na początek pewnie masz setki pomysłów. To bardzo dobrze. I tak większość nie wypali :D. Dumny z siebie zapisałeś 10 stron a4 i wiesz już że gracze cię niczym nie zaskoczą. Stworzyłeś sobie typową historię dla Wojownika, Łotrzyka, Kleryka i Paladyna. Spotykasz się na tworzenie postaci z graczami i każda sekunda siedzenia z nimi i słuchania ich świetnych pomysłów jest katorgą. Chcą sobie stworzyć drużynę czterech magów bo każdy chcę ciskać fajerbolami. No bo co to za mag jak nie może rzucać fajerboli? A może by tak to rzucić i wyjechać w Bieszczady? NIE! Jak już podlazłeś do byka to pora go chwycić za rogi po mimo tego, że są ogromne, ostre i oczyma wyobraźni już widzisz jak przebijają cię na wylot. Postaraj się naprowadzić ich na swój tor myślenia, żeby jednak stworzyli postacie jakich potrzebujesz? Nie? To nie. Wywal całą przygodę i napisz ją jeszcze raz. I tutaj moja ulubiona zagrywka. Gnęb ich, męcz, rzucaj coraz to trudniejsze potwory i dawaj zadania prawie nie rozwiązywalne, ale ich nie zabijaj. Niech cierpią :D. Ej no wiesz co mistrzu gry… miałeś rację żebym zrobił tego paladyna. Nauczą się współpracować z tobą i każdą sugestię co do tworzenia postaci będą poważnie rozważali. Przynajmniej ja tak robiłem i działa :D

Trzecia myśl “Za jakie grzechy?!”

Wypytałeś już cały panteon bogów za co tak cię skarali i głucho. Połączenie twoich graczy w drużynę to męczarnia. Każdy stworzył sobie małomównego samotnika i ni cholery nie da się ich połączyć w koterię, a ty biedaku nazwałeś swoją sesję “Friendship is magic!”. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Zdrowo się nagimnastykujesz i tutaj przydaje się jedna bardzo ważna umiejętność. Nie wykupiłeś jej przy tworzeniu postaci? To będzie się trzeba nauczyć. Improwizacja. Wymyślaj, kombinuj, matacz, mam, ale nigdy prze nigdy nie mów graczom jak zachowują się ich postacie. To strasznie lamerskie. Gwarantuję, że znajdziesz coś co ich połączy, wykorzystaj ich historię postaci może coś się znajdzie. Ni ma? To rzuć na nich w karczmie bandę zbójów. Nic tak nie łączy ludzi jak wspólne dostanie po ryju :D #takbyło.

Myśl czwarta “Ja to na serio powiedziałem?”

Prawdopodobnie właśnie skończyłeś swoją pierwszą sesję. Siedzisz sam w koncie i płaczesz. Szlochasz tupiesz i krzyczysz. Ale chwilkę. Cofnijmy się w czasie do momentu, w którym powiedziałeś “I w tym momencie skończym”. Tak po całej tej udręce głupio zapytałeś. To kiedy gramy następną? Gracze uradowani już zaczęli wybierać terminy. I tak właśnie znalazłeś się w rzeczonym koncie.

Mistrzowanie to ciężki kawałek chleba. Nie ma co słodzić twoja pierwsza sesja może z powodzeniem pływać w głębokim szambie i nie będzie się wyróżniać. Ale wiecie co wam powiem? Każdy mistrz tak zaczyna :D Trzeba szlifować swój fach i nie załamywać się w trudniejszych chwilach, a takie będą na pewno. Na pewno poszerzycie swój słownik przekleństw jakimi w samotności będziecie obsypywać graczy, fabułę i na pewno samego siebie. Ale nic nie zastąpi tej satysfakcji kiedy siedzicie przy piwie  z kumplami i po kilku latach z sentymentem wspominicie sesję kiedy to uratowali bestię z łap księżniczki.


Piszący właśnie fabułę do następnej sagi
Fluffy

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Ciąg dalszy o Gothicu


Witajcie!!! 
 Wiec wracamy do naszego Gothicka, tym razem o drugiej części i trochę o dodatku „Noc Kruka”.  
Nie chciałem zdradzać fabuły , ale jednak troszkę muszę. 
Nasz kochany Bezimienny po pierwszej części został zasypany w ruinach świątyni z których to Xardas, nasz koleżka mag nas uratował.
Xardas mówi nam o nowym zagrożeniu. 
Okazuje się że Śniący demon którego pokonaliśmy, ostatnim tchnieniem wezwał sługi Beliara, Czyli masę orków i smoki. 
A my jako Bezimienny mamy za zadanie uratować ludzi przed tym zagrożeniem.  
Tyle z fabuły. Dodam tylko że na końcu, dostajemy małego szoku co stawia fabułę o kolejny stopień wyżej. A wracając już do samej gry i nie wtajemniczając się już w historie… 
Gothick 2 i Gothick 2 Noc Kruka jest oparty na tym samym silniku co Gothic 1, co znaczy tyle że mechanika gry i sama grafika nie jest dużo lepsza od pierwszej części tej serii.  Jednak mowa jest tu o Gothicu grze która dostała miano legendy i klasyka wśród wielu graczy… Powiem więcej każda osoba która twierdzi że zna się na grach powinna doskonale znać ten tytuł, tak samo jak serie The Elder Skrolls, czy Diablo.
Dodatek Gothick 2 Noc Kruka, idealnie przenika się z głównym wątkiem naszej historii.  Powiększa nasz świat o całkowicie nową lokacje, pozwala na szerszy rozwój postaci i daje większą różnorodność  w wyborze ekwipunku. Balansuje także trudność niektórych zadań  (przykładem jest jaskinia bandytów która ukazuje nam się zaraz po rozpoczęciu gry ) Sam dodatek jest równie dobrym dziełem co cała gra. Moją sugestią jest  przechodzenie drugiej części Gothica z zainstalowanym już dodatkiem. Nie psuje on w żaden sposób fabuły, a  sprawia że sama gra jest bardzie złożona i wymagająca co bardzo dobrze przekłada się na zadowolenie z samej rozgrywki.

No dobra zastanówmy się jednak nad tym fenomenem… 
O serii Gothic, a przynajmniej o pierwszej i drugiej odsłonie,  mówi się że ma klimat…  
No właśnie ale czym jest ten klimat w grach. Okazuje się że gra która posiada  słabą grafikę, słabą mechanikę, no ogólnie jest słaba pod praktycznie każdym względem, ale posiada klimat. Jest grą cholernie dobrą… 
Mówiąc dokładnie gra klimatyczna, to taka która wciąga nas w swój świat i pozwala w pełni oddać się fabule i uniwersum w którym realia gry się odbywają… pozwala nam być częścią jej samej. To bardzo ważna cecha, a musem jest podkreślenie tego że nie wszystkie produkowane dzisiaj gry mają magnetyczne umiejętności  przyciągania świadomości :D 
Należy wspomnieć o trudności rozgrywki . 
Tak wiem że Gothic nie należy do gier łatwiejszych. 
Przyznaje się bez bicia, żę samemu nie udało mi się ukończyć jej za pierwszym podejściem. Jednak jest to gra która nie prowadzi nas za rączkę jak małe niezdarne dzieci, tylko daje nam jakieś wyzwanie.  Aby jemu podołać musimy nauczyć się mechaniki walki, która wydaje się być skomplikowana, ale z czasem robi się intuicyjna i prosta. 
Wszystko zależy od naszego doświadczenia. I tu moja gorąca prośba do was. 
Nie zrażajcie się poziomem trudności do Gothica, doskonale wiem że ciężko jest przebrnąć  przez początki w starszym obozie w Gothicu 1, ale to też jest częścią naszego klimatu.  
Koniec, końców jesteśmy zerem, nikim, śmieciem, który stopniowo pnie się po drabinie hierarchii i zdobywa doświadczenie by przetrwać w czasach, gdzie wszędzie czai się zło.
Ostatnio na popularnym portalu społecznościowym, z pewną moją starą znajomą wywiązała się konwersacja o grach komputerowych. 
Jednym z tytułów gier o których rozmawialiśmy ,był właśnie Gothic…  
Wtedy  bez krępacji mówiłem o fabule… (Tutaj nie chcę tego robić, ponieważ uczucie poznawania tej historii, jest identyczne co poznawania opowieści z książki…  A chyba każdy z nas oddał by wiele, żeby mieć możliwość przeczytania naszej ulubionej lektury, znowu po raz pierwszy. Bez usłyszenia zbędnych spoilerów. )
Znajoma, bardzo utalentowana osoba w zakresie literackim, stwierdziła że koniecznie musi zagrać w tą grę, aby upewnić się że jakość  opowieści  którą  pokaże jej Gothic  chociaż w połowie pokrywa się z moimi słowami.  
Z powodów że nie potrafię wam inaczej jeszcze udowodnić że Gothic to przekozacka gra. Powiem tylko że  w tym roku Gothic obchodzi swoje 15 urodziny. 
A mimo tak długiego czasu od wydania ta gra w śród graczy cieszy się ciągłą popularnością… Ciągnąć temat do końca. Gothic  to obowiązkowy tytuł dla osób wchodzących do świata gier. 
Pozdrawiam 
     Ten Odgier

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Scream

Let me tell ya about Murderville. (SPOILER ALERT)


Witajcie miłośnicy krwawych serii. Dzisiaj mam dla Was slasherowy serial bazujący na  serii “Scream” Westa Cravena.
“Scream” Jilla Blotevogel’a to amerykański dramato-horror, którego premiera przypadła na czerwiec 2015 roku. Jestem na świeżo po obejrzeniu obydwu sezonów, które wyemitowano na Netflixie więc od razu przepraszam za chaotyczny sposób pisania i sporo spoilerów. Będzie to bardziej subiektywna recenzja/ opinia niż próba zachęcenia do obejrzenia.
Pierwszy sezon pokazuje nam, że pomimo przeminięcia już w latach 90-tych mody na slashery można zrobić je dobrze. Grupka znajomych, obecność Final Girl oraz seryjnego mordercy krzyczą do Nas “ Hej to kolejny kiczowaty horror, daj sobie spokój”, jednak wolałam sama się przekonać.  Wiecie co? Było warto!

Pozwólcie, że opowiem Wam o  Murderville, gdyż tak wszyscy zaczynają nazywać Lakewood- miejscowość nad, którą ciąży fatum Brandona Jamesa. Miasteczko to skrywa wiele tajemnic, tak samo mieszkańcy. Historia Brandona Jamesa- potwora, który zamordował z zimną krwią kilku nastolatków nie daje o sobie zapomnieć.
Grupa znajomych: Emma Duval, Audrey Jensen, Noah Forester, Brooke Maddox, Will Belmont, Jake Fitzgerald, Tyler O’Neill, Nina Patterson, a później Kieran Wilcox zmagają się z okropnymi wydarzeniami jakie mają miejsce w Lakewood. Najpierw ginie Nina i szalona gra z życiem i śmiercią ma swój początek. Główna bohaterka oraz Final Girl Emma nękana jest przez seryjnego mordercę w masce Brandona Jamesa.
Tutaj wszystkie slasherowe zasady są ośmieszane, a nawet celowo wprowadzane przez mordercę, głównie ze względu na fana horrorów Noah, który próbuje przewidywać jego ruchy na podstawie starych i nowych horrorów.
Bardzo przypadło mi do gustu rozgrywanie akcji w XXI wieku i na jego miarę. Nowe sposoby nękania ofiar poprzez: cyberprzemoc, creepy gify, szantaż, hakerstwo i robienie sobie selfie ze zwłokami w wykonaniu mordercy to jest coś! Mistrzowska manipulacja ludźmi i ich uczuciami jest również godna pogratulowania. Spodziewaj się niespodziewanego, mordercą wcale nie jest osoba na, którą wskazują dowody, obsesja czy brak alibi. O to właśnie chodzi mordercy.
Sezon pierwszy w pewien sposób polega na pokazaniu Emmie, że wszyscy dookoła kłamią: przyjaciele, chłopak, a nawet własna matka. “
Nie ufaj, nie wybaczaj, oni i tak cię zdradzą. Poznaj historię Brandona Jamesa, zapytaj matki o czym ci nie mówi. To ciekawa historia. Pozwól, że cię oprowadzę.”
I tak Emma traci bliskich, przestaje im ufać, dokopuje się do tajemnicy matki- była w ciąży z Brandonem i oddała dziecko. Nie wiedziała, że ktoś wezwie policję i zastrzelą go na pomoście. Teraz nie żyje, a ktoś morduje w jego imieniu. A może nie?
Sezon pierwszy kończy się niesamowitym final’em, na prawdę zaskakuje. Mając świadomość, że Twój ulubiony bohater jest w wielkich tarapatach, bo mógł pomagać mordercy, nie powstrzymasz się od pożarcia drugiego sezonu w ciągu jednego dnia. Tak właśnie miałam i nie żałuję.

Sezon drugi (SPOILER ALERT)
Pracując w kinie Audrey zaczyna dostawać dziwne sms-y od kogoś kto wie o jej tajemnicy. Emma wraca z terapii psychiatrycznej PTSD po tym jak widziała śmierć swojego chłopaka Willa. Wszystko dookoła udaje, że nic się tutaj nie wydarzyło, para nastolatków robi prank Audrey udając mordercę, co kończy się dźgnięciem przez nią nożem napastnika-żartownisia.
Po Piper podcastem natomiast zajął się Noah- prowadzi “Kostnicę”, robi wywiady z “Szóstką z Lakewood”.
Tym razem morderca skupia całą swoją uwagę na Audrey i Emmie, krzywdzi ich przyjaźń. Nie pozwala Audrey wyznać Emmie prawdy, bo sam chce ją ujawnić w odpowiednim czasie. W drugim sezonie bardziej podoba mu się ta zabawa. Robi z Emmy wariatkę- wszyscy podejrzewają ją o psychozę, a później o zbiorową psychozę z Audrey, które w oczach mieszkańców zostają najbardziej podejrzanymi o wszystkie zbrodnie.
W mieście pojawia się kilka nowych i bardzo ciekawych postaci: Eli- brat Kierana oraz Stavo- syn nowego szeryfa. Oboje są podejrzanymi charakterami: jeden z kryminalną przeszłością, drugi z obsesją na punkcie rysowania ofiar mordercy w masce, Szóstki z Lakewood oraz śmiercią przyjaciela na koncie. Tego drugiego najbardziej lubię ;)
Co do mordercy to po części spełniły się moje typy :)
I tak final episode Was zaskoczy i wprawi w osłupienie. Przyznam, że jest to dosyć krwawa seria, a najbardziej nie podoba mi się to, że historia Brandona Jamesa jest tylko trochę przybliżona przez dwa sezony. Cóż, czekam na trzeci mimo braku informacji czy powstanie. Tak wiele niedopowiedzeń i zakończenie sugeruje, że jednak będzie.

~Sharky

środa, 7 grudnia 2016

"ZOO" - James Patterson, Michael Ledwidge

„Proszę o usprawiedliwienie mojej nieobecności w dniach… „ w sumie od opublikowania mojego ostatniego posta xd. Powodem mojego karygodnego zachowania był wyjazd na studia i przygotowania z nim związane. Tak, ja też zaczęłam studiować. Niby nic wielkiego, ale dla mnie ogromne przeżycie. No wiecie nowe otoczenie, nowi ludzie. Małe zamieszanie. Dlatego dla złagodzenia sytuacji wklejam wam to prosząc o wybaczenie.
Wyświetlanie Kot-w-butach.jpg

Nie przedłużając, nie bez  powodu na zdjęciu jest kotek. Książkę, którą dzisiaj chciałam wam przedstawić wiąże się z zwierzętami. Pozostając oczywiście w tematyce mojej rubryki. Książka jest oczywiście o końcu świata w nietypowej formie. Do tej pory nie spotkałam się z takim scenariuszem zagłady.
Historia ma miejsce w czasach współczesnych. Naszym bohaterem jest Jackson Oz. Był studentem biologii lecz porzucił studia. Prowadził bloga. Co nie zmienia faktu, że dalej przeprowadzał obserwacje na temat zwierząt.
Książka rozpoczyna się opisem lwów mieszkających w zoo w Mieście Aniołów. Atakują one swojego opiekuna i uciekają. Niby nic. Wypadki się zdarzają. Głupi sam się prosił. Ale później poznając postać Oza, dowiadujemy się że  zaobserwował on takich wypadków wiele, wiele więcej na całym świecie.
O zapomniałam, Oz ma szympansa, Attylę. Uratował go z laboratorium gdzie testowano perfumy. On też ma wkład w tą historię.
Kontynuując, Oz ma szanse zbadać dziwne zachowanie lwów w Afryce. Leci do Botswany. Razem z swoim starym przyjacielem zostają zaatakowani przez zwierzęta. Ledwo uchodzi z życiem lecz udaje mu się nagrać kamerą niepokojące zachowanie ssaków. Pojawia nam się również postać kobieca – Chloe. Ona również jest naukowcem i później pomaga Ozowi rozwiązać zagadkę i nawet coś więcej.
Razem wracają do stanów próbując uświadomić władzę oraz pozostałą część społeczeństwa o nadchodzącym niebezpieczeństwie. I jak to w takich sytuacjach bywa nikt nikogo nie słucha. Wszyscy to wariaci. I tak samo było w przypadku naszego bohatera.
Akcja przeskakuje o pięć lat. Nic w sprawie zwierząt się nie poprawiło. Zagadkowe zachowanie nie dotyczy tylko lwów, ale również  goryli, wilków, delfinów a nawet domowych zwierząt psów czy kotów. Ogólnie wszystkich  ssaków oprócz człowieka.
Ostatecznie naszemu bohaterowi i grupie innych specjalistów udaje się odkryć przyczynę agresji u zwierząt. Jest nią oczywiście człowiek. Rozwój telefonów komórkowych i innych gałęzi przemysłu np. rozpowszechnienie ropy naftowej przyczyniło się do mutacji feromonów. Głównego substancji dzięki której zwierzęta porozumiewają się.
Podjęto natychmiastowe  działania: wyłączenie linii transmisyjnych, generatorów oraz wprowadzenia zakazu używania samochodów itd.. Ale zastanówmy się: Jak długo mogło to potrwać? Ktoś musi sprawdzić fejsa, cnie? :)
Niestety to nie jest dobre zakończenie. Książka kończy się epilogiem gdzie dowiadujemy się, że niektórzy (elita i szczęściarze) zdołali się ukryć w schronach na Grenlandii. Inni pozostali w miastach. Wybuchły bunty. Powtórka z rozrywki. Masakra. Powrót człowieka do natury.
Książa nie jest długa. Jest podzielona na krótkie rozdziały co sprawia, że przyjemnie się czyta. Nie męczy. Taka na jedno posiedzenie. Ale po co. Ja wole delektować się lekturą. Jej przeczytanie sprawiło mi ogromną przyjemność.
Ps. Książka doczekała się serialu. Po przeczytaniu trochę skojarzyło mi się z filmem animowanym „Zwierzogród”

Do następnego
DJ


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka